Xmas 2015

Xmas 2015
 To był pracowity tydzień, ojjjjjj, bardzo pracowity. Nie wiem, jak kobiety pracujące przygotowują Wigilię i dwa kolejne dni dla kilkunastoosobowej rodziny. Być może mam mylne wyobrażenie, bo dinozaury już wyginęły?
Pamiętam Boże Narodzenie u moich dziadków – niby każdy przygotował coś do jedzenia, ale sprzątanie, wyrób wędlin, mój ulubiony sernik królewski na serwatce i standardowe, wcale niemałe obowiązki codzienne…
Moja mama będąc w dziewiątym miesiącu ciąży z moim bratem, ze mną dwuletnią plątającą się pomiędzy nogami upiekła ciasta, tort, mięsa, zrobiła sałatki…
Tak, wiem, inne czasy. Kiedyś po prostu trzeba było zakasać rękawy, jeśli się chciało mieć niekoniecznie wystawne, ale na pewno wyjątkowe święta.
I… wiecie co? Ta moja biedna mama i to “kartkowe”, wystane i wyczekane w kolejkach Boże Narodzenie… Mój tata wylądował w szpitalu, bo mu wyrostek robaczkowy się zbuntował, a mama ze stresu wylądowała na porodówce. Przeszła w bólach kilka kilometrów w poszukiwaniu taksówki, ponieważ autobusy nie kursowały, a mróz był wówczas tęgi.
Po trzydziestu latach mówię to, o czym wielu zapomina – my mamy z górki.
Lucy Mayday
Lucy Mayday
Lucy Mayday
Lucy Mayday

Napiszę jeszcze jeden trywializm – nie trzeba być wierzącym, żeby hołdować tradycji i mieć potrzebę poczucia wyjątkowej więzi z rodziną, przyjaciółmi, bliskimi znajomymi. Nawet jeśli te dwa, trzy dni świąt musimy podzielić na wizyty u rodziców, teściów, rodzeństwa, ciotek i wujków, to jednak warto się spiąć i zrobić coś, co wychodzi poza ramy mycia okien, odcinania karpiom głów i pieczenia sernika.

Tak myślę.
Lucy Mayday
Lucy Mayday Art
Lucy Mayday Art
Może gdybym nie pracowała w specyficznym trybie, nie zorganizowałabym się tak wyczerpująco. Pomiędzy dwunastogodzinne zmiany wcisnęłam cudem jakimś codzienne obowiązki, zakup choinek, zetpety parachoinkowe, piernikowanie, czeko-sero-makowcowanie, korzenne batonowanie, prezentów tworzenie oraz zakupionych pakowanie, lepienie pierogów, pieczenie makowców, gotowanie barszczu i kompotu z suszu, robienie zdjęć domowych przedświątecznych ku pamięci, farbowanie włosów, zakup nowego swetra w galerii (Monia, jesteś wielka), którą omijać powinnam w tym okresie szerooooookim łukiem. A to wszystko w dwa dni jedynie, w pozostałe czuwałam na straży. Ileż to bluzgów zupełnie nie świątecznych poleciało, ileż wiązanek pod adresem obcych ludzi się sypnęło… Trzeba się wyładować, żeby nie zwariować i do domu w oazie spokoju powrócić.
Przy okazji powiem Wam, że kultura (wobec jej braku) na drodze naprawdę satysfakcjonuje. Kiedy patrzę na buraków w mniej lub bardziej wypasionych autach, którzy nie dość, że nieempatyczni to jeszcze zniecierpliwieni do granic i tak się przyglądam i obserwuję, doprawdy o wiele większą niż normalnie przyjemność sprawia mi wpuszczenie z podporządkowanej dwóch czy trzech pojazdów na każdym trudnym skrzyżowaniu. Korki nie zobowiązują do chamstwa, wcale się szybciej nie rozładują, jeśli zatkamy główne ich ujście. Doprawdy nie wierzę, że ludzie mogą czuć się lepiej wierząc, że będą na miejscu docelowym szybciej o pół sekundy, kiedy inny czekają na ich łaskę.
Lucy Mayday Art
Lucy Mayday Art

Wszystkiego dobrego!