wybory i wybory

wybory i wybory

Jak to łatwo dzisiaj żyć złudzeniem.
Na plakatach wyborczych, jak na instagramie, mikroskopijny wycinek rzeczywistości ułożony odpowiednio do zdjęcia, zestaw skopiowany od kogoś innego, przepuszczony przez filtr, od którego bolą oczy, ale stał się idiotycznie popularny, więc i pożądany. Kandydaci na radnych, zupełnie nie związani dotąd z polityką, powściągnęli nadmierne uśmiechy, zostali fotoszopowo pozbawieni wyrazu twarzy, który nie potrafi ukryć tego, jak bardzo zależy im wyłącznie na zabezpieczeniu tyłów, nie wiedzą, czym jest ordynacja wyborcza. Nie rozumieją zależności, nie mają pojęcia o budżecie, dyplomacja jest słowem – abstrakcją. Zapomnieli, że z ich fejsbukowych profili można wyczytać dużo więcej niż z plakatu. Wiemy, co piją, gdzie i z kim się bawią, jak dbają (bądź nie) o dzieci, a lajkowane memy i komentarze na plotkach zdradzają ich iloraz inteligencji.
Tak się złożyło, że tuż przed wyborami liście zaczęły hurtowo spadać z drzew, na tle większości pni widać już tylko kikuty życia. Minie jesień, minie zima i świat natury znów obudzi się do życia, lecz nie ma pewności, czy podobnie będzie z konsekwencją naszych wyborów.
Pierdylion nic nie wnoszących plakatów zaśmieca nasz kraj, gruby plastik będzie się rozkładał setki tysięcy, a nawet miliony lat. Nas już wtedy nie będzie, ale możemy przestać suwerennie istnieć szybciej, niż jesteśmy sobie wyobrazić. Dąży się do tego, żeby kraj produkował imbecyli, którzy jak marionetki będą zapierdalać jak w kamieniołomach czy innym łagrze. Sądy nam się upolitycznia, odbiera godność jednostki, a sprawiedliwość wtłacza w gestię garstki ludzi, którzy przez dwóch decydentów będą rozdawać karty.
Nie chcę żyć w kraju, którego rządzący wyrośli w kompleksie Napoleona i niedowartościowaniu, albo przeciwnie, z gigantycznym przerostem formy nad treścią. Nie chcę do końca życia żebrać o łaskawość i litość, której nie otrzymam. Nie chcę się płaszczyć i zniżać do poziomu podłogi. Musiałabym się na niej położyć i albo przyjąć nowo wprowadzane zasady, albo zdechnąć. A ja chcę żyć. Mieć dostęp do kultury, do rozrywki, do kosmopolitycznych treści i niezafałszowanych informacji.
Nasi dziadkowie i pradziadkowie walczyli o to samo, tylko ich stawką było bezpośrednie zagrożenie życia. W długiej perspektywie możemy spartaczyć to, za co umierali.
Nie będzie wam wstyd?
#idźnawybory #wybierzdobrze