smoothly

smoothly

kiedyś typy urody dzieliło się na cztery pory roku ujednolicając w ten sposób paletę barw odpowiednią dla zbioru charakterystycznych cech wyglądu. informacje mogę mieć lekko zdezaktualizowane, być może taka kategoryzacja jest już passé, w końcu w domach rządzi skandynawski stoicyzm, a na ulicach barwny jarmark kurtek typu parki z wściekle różowymi a’la futerkami z chin. ale. gdyby tak zatrzymać się na chwilę przy ścisłym podziale na te cztery typy urody, mój nie wpisuje się konkretnie w żaden – blada cera (typowa dla zimy), która jednakże nie ma trudności w nabieraniu złocistobrązowej opalenizny (lato), stalowoniebieskie oczy (wiosna), mysie włosy (jesień). gdyby mnie jednak chcieć osadzić mentalnie w takim podziale, byłabym stuprocentową jesienią.

mimo, że urodziłam się latem i lato dobrze robi mi na głowę (jedynie psychologicznie dodajmy, wysokie temperatury bowiem potrafią uwięzić mnie w domu na dni całe), jesień to czas zwolnienia tempa, poszerzania osobistej życiowej przestrzeni i uważnego słuchania swojego wnętrza. jakkolwiek to patetycznie brzmi, jesień nakazuje zatrzymać się, pogoda unicestwia bujnie intensywne życie towarzyskie, więc nijak się od tego wymigać nie można.

gdyby nie jesień, mokre popołudnia i wcześniej zapadający zmrok, biegalibyśmy jak kot z pęcherzem od świtu do zmierzchu do czasu, aż wyładowałyby nam się całkowicie baterie. jesień jest po coś.

by móc zatopić się w zapachu świeżo ściętego drzewa, otulić ogniem polan rozgrzanych w kominku. by utonąć pośród feeri dźwięków i obrazów przeobrażonych z liter obyczajowej powieści. by oddychać oddechem dzieci wtulonych w ramiona, grzejących stopy pod twoimi stopami.  by zacząć szykować termofory, wybierać przyprawy do herbat i grzańców aromatyzujących zimowe popołudnia i wieczory.

jesień jest dla zupy z pieczonych warzyw, leczo, ciasta marchewkowo-dyniowego i wypełniających dom zapachem cynamonu placków z jabłkami. dla ciepłych pledów oraz birdie słuchanej każdą komórką ciała. dla piegowatych żołędzi i liści zbieranych do zielnika.

w końcu jesień jest dla czerwonych nosów i mięsistych szali, zmierzwionych włosów i spacerów po lesie trzymając się za ręce. bo jesienią mamy więcej czasu dla siebie nawzajem. po to jest jesień.