Zaprzyjaźniłam się lata temu z Alą, już nawet nie jestem w stanie przypomnieć sobie, co nas połączyło. Być może przymusowo spędzany czas na terenie kampusu, albo wspólne towarzystwo, do którego dołączyła przez faceta. Może być też, że trywializuję te powody, bo przecież wcale się łatwo nie zaprzyjaźniam, długo obwąchuję i zbieram do buteleczki wszystkie bodźce, po czym odstawiam ją w ciemne miejsce na pół roku. W zasadzie nie potrafię sobie przypomnieć żadnych początków w relacjach, które nie zakończyły się wielkim tąpnięciem.

Bo musicie wiedzieć, że coś, co nazywamy intuicją, jest zwyczajnie sumą składników, które odbieramy mimowolnie, nie rejestrując ich w szufladce spécialité. 

Nie potrzebujemy oczu, żeby zrozumieć wyszeptane pokątnie sprzeczne opinie, nosa, żeby usłyszeć ciepłe bądź fałszywe nuty w głosie, uszu, żeby zobaczyć wrażliwość w reakcjach lub kłamliwą nerwowość w gestach.

Wstyd się przyznać, przyjaźnię się bowiem ze swoją intuicją, choć z mojej strony nie jest to związek na wyłączność. Zdradzam dla – jak mi się wówczas wydaje – wyższego dobra. Zakładam, że nie jestem nieomylna i moja ocena bywa błędna. Daję szanse, narzucam sobie reżim, który każe mi nie uprzedzać się mimo, że gdzieś pod skórą wibruje uważaj finalnym stacatto. Nie stawiam się ponad innych, szukam odmiennego punktu widzenia, którego geneza może wiele tłumaczyć. Jednak zdrada to zdrada, rozbrzmiewa echem, grozi za nią kara, której już tak dzielnie nie znoszę. Za głupotę się płaci, z wiekiem podwójnie. Co zabawne, wraz z upływem czasu człowiek mądrzeje ogólnie, ale potrafi zidiocieć w kwestii wiary. O, naiwności, macocho moja!

Lucy Mayday Art

Chciałabym wierzyć, że dobro się odwdzięcza, ma moc. Gdyby tak było, nie chodziłabym z wytatuowanym na czole sympatycznym atramentem słowem frajerka, nie nosiłabym mentalnego rozedrgania jak bielizny, tuż przy skórze. Zauważyłam, że ludzie, przeciwnie do mnie, szukają winy zawsze gdzieś indziej, nigdy w sobie, a moim pierwszym odruchem w newralgicznym momencie jest zawsze rozgrzebywanie własnego postępowania. Skąd taka postawa, przecież nigdy nie byłam pokornym cielęciem?

Znam odpowiedź, wy też ją znacie z własnego podwórka. Przebywanie wśród ludzi bez kręgosłupa, z systemem wartości ograniczonym do własnej strefy komfortu, nie mających skrupułów, żeby naginać rzeczywistość do swoich potrzeb nigdy nie pozostaje bez echa dla wewnętrznej równowagi. Im większe: wrażliwość na życie oraz potrzeba spokojnej, satysfakcjonującej egzystencji, tym łatwiej zgnieść, przeżuć, wypluć. Zasada sportowej rywalizacji, ale również funkcjonowania drapieżników – wróg rośnie w siłę w miarę, jak wyczuwa uniżenie, które jest ograniczone do jego własnej percepcji. Subtelność, kulturę, lojalność umiejscowi w tej samej kategorii, co ułomność. To dlatego w systemach, w których poparcie zdobywa się krzykiem i werbalną przemocą, nigdy nie odnotowuje się postępu. Można być wroną wyklętą, czy pada się sromotnie, kiedy kracząc po ludzku próbuje wyrwać się poza szybujące w dół z coraz większą prędkością standardy?

Lucy Mayday Art

A Ala… chciałabym gdzieś, kiedyś wrócić, ale boję się czegoś nieokreślonego.