obudziłam się z bólem głowy po tym, jak wczoraj zasnęłam z tym samym bólem. w ogóle ostatni tydzień to był jakiś wredny emocjonalny rollercoaster, ale dzisiejsze obowiązki, które trzeba było wykonać do piętnastego, cisnęły mi się obręczą wokół czaszki wyjątkowo mocno, podczas gdy inni mieli już przedświąteczny lajt. powrót do domu oznaczał bliskie spotkanie z nausznikami i poduszką, moim wybawieniem. a gdy tylko ból puścił na tyle, żebym mogła funkcjonować, poczułam, że nic nie muszę. żadne tam sprzątać, piec i miotać się między ustami, a brzegiem pucharu. wielkanoc to nie tylko, albo tym bardziej nie błyszczące okna i stół uginający się od frykasów. trochę żal mi tych wszystkich, którzy z językami na brodzie biegają od kolejki do kuchenki, żeby uczcić nadchodzący armagedon nadciśnieniem i poświąteczną nadwagą.

Lucy Mayday Art

tym bardziej chcę uczcić tegoroczny świąteczny weekend niespiesznym celebrowaniem czasu z rodziną, po raz pierwszy bowiem od kilku lat nie będę przez te trzy dni pracowała. dotychczas myślałam, że zabije mnie nuda (albo rolowany boczek), tymczasem dzisiejsze popołudnie napełniło mnie spokojem.  wtóruje mi przy tym mąż, pełen werwy do sobotnich porządków i córka, żyjąca w przeświadczeniu, że przed świętami najważniejsze jest, żeby wyżyć się artystycznie. swoją drogą rośnie nam rasowy członek instagramowej braci.  przygotowania do powyższego jak na załączonej fotorelacji.
Lucy Mayday Art

Lucy Mayday Art

Lucy Mayday Art

Lucy Mayday Art

Lucy Mayday Art

Lucy Mayday Art

Lucy Mayday Art

Lucy Mayday Art

Lucy Mayday Art

Lucy Mayday Art

Lucy Mayday Art

Lucy Mayday Art

Lucy Mayday Art

Lucy Mayday Art

Lucy Mayday Art

wypocznijcie w te święta, kochani.

dajcie się ponieść pogodzie, wyśpijcie się, poprzytulajcie, zagrajcie w planszówki, napijcie dobrej kawy.

jeszcze tu do was wrócę, ale moje życzenia już od teraz możecie wcielić w życie.