polish psycho part two

polish psycho part two

…prawda jest taka, że…

Nie ma prawdy obiektywnej, jest tylko to, co sądzimy o danym zagadnieniu w oparciu o stan naszej wiedzy, doświadczenia i sytuacje, w których się znaleźliśmy lub byliśmy świadkami wcale w nich bezpośrednio nie uczestnicząc.

Słyszeliście o eksperymencie jugosłowiańskiej artystki Mariny Abramowić? Zorganizowała performance z udziałem publiczności, podczas którego dała uczestnikom pełną swobodę korzystania z kilkudziesięciu przygotowanych przedmiotów. W pobliżu stołu z rekwizytami stała ona, zupełnie oddana i podległa temu, co zamierzają zrobić ludzie odwiedzający wówczas galerię. Początkowo publiczność była nieśmiała, nie do końca rozumiała, że każdego z przygotowanych atrybutów może użyć w stosunku do artystki. W przeciągu sześciu godzin występu ludzie zdobywali się na coraz większą swobodę, realizowali pomysły zaspokajające ich ciekawość bez ograniczeń ze strony organizatorki, więc szybko od miziania jej ciała piórkiem przeszli do kłucia brzucha kolcami. Pośród 72 przedmiotów znalazły się również potencjalnie niebezpieczne – nożyczki, skalpel, gwoździe, a nawet pistolet z jedną kulą. W biały, zwyczajny dzień, w ogólnodostępnym miejscu, które gromadzi odbiorców wrażliwych na sztukę, uczestnicy performance przekonali się, jak szybko człowiek postawiony w obliczu swobodnego realizowania fantazji, któremu nie zostały wyznaczone granice, mający świadomość, że nie poniesie odpowiedzialności za swoje czyny przejdzie od postawy pełnej szacunku (po prostu człowiek) i empatii (odbiorca sztuki) do stanu, w którym przestaje się liczyć cokolwiek poza jego pragnieniem. Zachęcony przez inne osoby, które w podobny sposób przeszły z powściągliwości do uzewnętrznienia najgorszych instynktów, potrafił bezrefleksyjnie okaleczyć skalpelem ciało niesprzeciwiającej się Mariny, zniszczyć jej ubranie pozostawiając ją nagą, a nawet przyłożyć do skroni broń, którą jednak w pewnym momencie odebrał mu jeden z mniej zaangażowanych widzów. Eksperyment został przerwany w momencie, gdy bestialstwo doszło do momentu, w którym artystka mogła stracić godność (gwałt) i życie.

Po sześciu godzinach eksperymentu Marina Abramowić nagle ruszyła w stronę publiczności budząc w niej panikę i przerażenie. Zdziwieni?

Niezależnie od tego, skąd się wywodzimy i w jakim świecie funkcjonujemy, drzemią w nas instynkty, które muszą zostać ujarzmione, a możliwości ich realizacji ograniczone. Potrzebujemy reguł, które nas ukształtują do życia w społeczności, ale też dobrych wzorców, skoro psychologia tłumu jest tak silna, że popycha do okrucieństwa. Nauka udowadnia, że większa świadomość, wynikająca z nabytej wiedzy, większej liczby doświadczeń oraz rozwiniętej sfery współodczuwania, pozwala wątpić, a tym samym skłania do weryfikacji zachowań, które podejmują inni. Na tej samej zasadzie określamy się jako tolerancyjni lub nie. Nie istnieje skala “mniejszej” lub “większej” tolerancji. Możemy mieć inne zakresy akceptacji dla różnych zjawisk, lecz im większa przychylność dla istnienia odmienności, tym większa świadomość, a tym samym humanitarny stosunek do drugiego człowieka w momentach kryzysowych.

Myślicie, że jakiś tam eksperyment, jacyś tam ludzie i że was to nie dotyczy. Przeciwnie, dotyczy to was, nas, jak diabli. Nasze mózgi są leniwe i chodzą na skróty. Zintensyfikowana obecnie kultura obrazkowa oraz polityczno-społeczne manipulacje w mass mediach i social mediach stanowią świetne wsparcie dla ujawniania się najniższych instynktów. Ludzie chcą być znani z tego, że są znani. Chcą być hołubieni za sam fakt istnienia. Lubią o sobie myśleć jak o mądrych, a raczej mądrzejszych. Dzień w dzień dają tego świadectwo w przestrzeni internetowej, a także na co dzień w świecie i czasie rzeczywistym.

Kiedyś byłam wciąż niepewna i pełna obaw, czy w moim przypadku nie potwierdza się zasada, że jeśli jedna osoba wskazuje ci, że coś jest nie tak, a później druga, i kolejna, i następna, to kto ma rację – ty jedna, czy ich wielu? Niepotrzebnie zmarnowałam te lata na wiecznym wykluczeniu, który stworzyłam sobie w głowie. Nawet statystyka nie określa badania wyłącznie poprzez większość, a przecież nie chodzi tu o liczbę, a o kwestie merytoryczne. To, że gdzieś nie pasujesz, bo większość myśli i działa inaczej nie znaczy, że musisz przyjąć jej warunki. Przeciwnie, masz obowiązek kwestionować stanowisko każdego, jeśli uważasz, że twoja ocena sytuacji brała pod uwagę więcej zmiennych, na czele z dobrem drugiego człowieka i wykonywanych zadań.

W zaparte idzie tylko ten, kto się nie rozwija. Jak jest szansa, że twoje stanowisko zrozumie ktoś, kto stoi za murem i cię nie słyszy? Ty poszedłeś inną drogą, okrężną być może, być może nie, ale zbierałeś w tym czasie doświadczenia, kształtowałeś swój pogląd, miałeś więcej czasu na refleksję, bo nawet, jeśli szliście tym samym skrótem, znajdujesz się dalej, za murem, który oznacza ograniczenie. Kiedy człowiek doszedł do granicy swoich możliwości rozumienia, nie będzie nawet wiedział, że nie ma racji. Pójdzie w zaparte przeświadczony o swojej nieomylności, bo taki obraz siebie sobie wykreował. Nie weryfikuje, nie próbuje dociec, nie szuka rozwiązań z innych perspektyw, tylko dopasowuje nadarzające się okazje do własnej tezy. I ja, i wy znajdziemy się w takiej sytuacji, gdy zawzięcie będziemy bronić swojego nie dając dojść do głosu oponentowi.

Musimy się rozwijać, żeby nie szczeznąć. Myśleć, czytać, uczyć się ze świata, czerpać z innych kultur, tradycji i sposobów na życie.

Powód, dla którego to napisałam, jest prozaiczny. Kilkoro z moich znajomych w środowisku zawodowym czuje się źle. Nie przystają do ogółu, który szybko ocenia, pije sobie z dziubków, bo wie, że w jedności siła. Narzekanie na brak pieniędzy mimo wysokich zarobków, na przeciążenie obowiązkami mimo ich braku, na gorąco latem i zimno zimą stały się normą. Normą! Mogą nawet aspirować do konkursu na nowy hymn narodowy, tak często słyszę podobne historie. Wielu z tych znajomych poszło w to – oni też marudzą, żeby nie stać się punktem zaczepek w myśl zasady “jeśli nie jesteś z nami, jesteś przeciwko nam”. Nie spotykają się już z codziennym firmowym ostracyzmem, ale za to ich wytrzymałość psychiczna zaczyna mocno szwankować. Wyobraź sobie osiem godzin udawania i tak dzień w dzień. Zachowywania się jak ci, którzy w twoich oczach są źli, ograniczeni, zawzięci, fałszywi i podli. A wszystko tylko po to, żeby mieć pozorny spokój. To się tak nie kończy, to ma dalszy, bardzo nieprzyjemny ciąg.

Na koniec pytanie sprawdzające umiejętność czytania ze zrozumieniem: kto się w tym przypadku zachowuje niczym publiczność okaleczająca bez skrupułów Marinę Abramowić? Prawidłowa odpowiedź zostanie nagrodzona największym kawałkiem tortu upieczonego z lęku egzystencjonalnego.