polish psycho part one

polish psycho part one

A może by tak siebie polubić?! – oświadczyła pytając Agnieszka.

Ale tak od razu, na starcie?

Siedząc na kozetce należącej do wyimaginowanego psychoterapeuty opowiadam mu o swoim życiu. Klasyczny układ z amerykańskich filmów, doprawiony obrazami z Ozona. Kiedy doszliśmy do dzieciństwa, kiedy wyplułam z siebie wszystko, mężczyzna siedzący naprzeciwko już wie. Dyplomatycznie milczy, choć tak naprawdę buduje napięcie, bo to on w tej chwili jest epicentrum owego wszechświata zamkniętego w przestrzeni gustownego gabinetu. Robi głęboki wdech, zastygam więc w oczekiwaniu z ręką w pół drogi do kosmyka włosów, który zamierzałam poprawić. Nabieram się na to niemal niezauważalnie, jestem łatwym celem, ponieważ obnażyłam się aż do kości. Naiwna, poszukująca sensu życia, marna istota.

Psychoterapeuta wciąż milczy, ponieważ zauważył we mnie pewną zmianę. Nic konkretnego, jakiś cień przebiegający po twarzy, grymas świadczący o nadziei. Nie, to nie tak, jak Pani myśli. Widzę pani oczekiwania, jednak nie jest to wina rodziców, szkoły, kłód rzucanych przez los pod nogi, ani gwiazd na niebie. Wiem, widzę przecież, jak bardzo nieprofesjonalny okazuje się być ten mężczyzna, ale nic z tym nie robię, patrzę jedynie świdrującymi, zdziwionymi oczyma. Chełpi się poczuciem wygranej mimo, że nie drgnął mu żaden mięsień podczas wypowiadania tych słów. Potrafi utrzymać stabilną mimikę, ale nie umie powstrzymać postawy wyższości. Wie więcej, bo jestem jedną z wielu, przerabiał podobne schematy w tysiącach różnych koniugacji, odmieniał związki przez przypadki, wyciągał pierwiastki z zależności. Nie jest to też wina gwiazd na niebie – powtarza w poczuciu tryumfu. Okazuje się, że nie mogę przenieść odpowiedzialności nawet na astrolożkę, biegłą w numerologii kobietę, która ostrzegała, że jako liczba mistrzowska jestem zagrożona wewnętrznym dygotem. Podwójne cyfry wymagają w życiu mądrych nauczycieli. Takich, którzy dadzą warunki, pokażą możliwości, a resztę pozostawią do samodzielnej realizacji. W przeciwnym przypadku z liczby mistrzowskiej pozostanie tylko suma jej cyfr, która nie wpasuje się w żaden numeryczny system. Nie ma cię nigdzie, musisz walczyć o tożsamość, codziennie wahać się, domyślać, rozważać. Czasami musisz popaść na samo dno tego rozedrgania, wahanie stanie się zaś twoim drugim imieniem. Po co daje się dzieciom drugie imiona? 

Dlaczego w moim wyobrażeniu psychoterapeutą jest mężczyzna? Może się pomyliłam, w duszy pragnęłam kobiety? Bałam się zabrnąć za daleko, żeby nie usłyszeć “z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku*”? Przecież nie potrafię ufać bezgranicznie, muszę racjonalizować aż do momentu, w którym już się nie da. I wtedy już ze spokojem przyjmuję stan takim, jaki jest.

Ale znów – dlaczego mężczyzna? Jakkolwiek byłby inteligentny, ma waleczne, rywalizujące ego, za to poczucia hormonalnych i emocjonalnych uwarunkowań w zachowaniu kobiet żadnych, jedynie jakieś mgliste pojęcie z powodu obcowania z nimi. Widzi skutek, zna przyczynę, ale w pełni nie zrozumie tego, czego nie doświadczył. Nie pojmie, jak to jest przeżywać coś milion razy mocniej bez konkretnego powodu i chodzić z tym całymi dniami, starając się jednocześnie normalnie żyć. Wstawać rano, myć zęby, budzić dzieci i ta cała reszta.

Mogłabym napisać, że to wszystko sen, którego projekcje śnię regularnie od bardzo dawna, albo że to myśl nawiedzająca mnie bezustannie, nie mająca w pogardzie żadnego typu nastroju. Zawsze tak samo, bez wniosków, bez nauki na przyszłość. Prawda jest taka…

Prawdę poznacie następnym razem.

*Biblia, Księga Przysłów, rozdział 3