po przerwie

po przerwie
jeśli ktoś mówi mi, że nie lubi spędzać urlopu bez znajomych królika, skreślam go z listy potencjalnych towarzyszy podróży. nie, żebym specjalnie szukała, my naprawdę lubimy spędzać czas we czworo. mąż mówi, że za dziesięć lat nie będzie między nami nawet pyskówek, bo kłócić się już nie kłócimy w ogóle. na dodatek poziom absurdu mamy podobny (nie łączyć z poczuciem humoru) i do wielu przypadłości ludzkich podchodzimy z ironią i cynizmem mimo, że niektórzy polegliby w takiej sytuacji w przedbiegach.

tegoroczne wakacje w pewnym sensie nie wypaliły. mieliśmy grzać dupki dwa tysiące kilometrów na południe, kwatery już były zaklepane, jednak zrządzeniem losu i kilku niespodziewanych zwrotów akcji pozostaliśmy w kraju. ci, którzy znali nasze plany, z politowaniem kiwali głowami, inni współczuli, a nam jakby ulżyło. dzień jazdy w jednym aucie z moimi glutami jeszcze przejdzie, ale dwa? no i dwa tygodnie w towarzystwie tych samych, jeszcze nie sprawdzonych wyjazdowo osób… pod tym względem nie jesteśmy ryzykantami. bardzo lubimy a&m, ale jakbyśmy nie kombinowali, bilans wychodził nam na zero.

w międzyczasie dobili do nas kolejni znajomi. nie szukaliśmy już kwatery dla siebie, w dogodnym miejscu i porze, ale nieco dopasowaliśmy swoje plany do ich możliwości, bo w sumie co nam szkodzi. kilka godzin przeglądania netu i wiszenia na telefonie zaowocowało rezerwacją dwóch pokoi na tej samej ulicy, rzut beretem od plaży.
wakacyjna Jurata
wakacyjna Jurata
wakacyjna Jurata
wakacyjna Jurata
wakacyjna Jurata
jeśli wstęp was nieco znudził, teraz będzie już z górki.
ponieważ!
znajomi po dojeździe na miejsce i obejrzeniu kwatery zdębieli, a z relacji męża wiem, że ich siedmioletnia córka wpadła w histerię. kiedy pojawiłam się na miejscu, m. już się tylko zanosiła szlochem, nie mam pojęcia, do czego doszło wcześniej, ale chyba młoda ma całkiem spore możliwości, a i pojemność płuc nie najmniejszą. nie wiem, co sobie wyobrażali i czy w ogóle w jakikolwiek sposób uprzedzili dzieci, że za te pieniądze i w takim natłoku turystów nie będą mieszkać w luksusowych warunkach, jakie mają na co dzień. śmierdziało im chlorem (świeżo wysprzątane, a nawet wylizane), lodówka była wyłączona, trzeba było czekać, aż się schłodzi i łóżka za twarde, ale wówczas tego nie wiedzieli. najważniejszym był płacz dziecka, dziecka, które dotąd nie wyjeżdżało na wakacje i nie ma pojęcia o tym, jak to funkcjonuje.
w pierwszej chwili ogarnął mnie wstyd, bo przecież to ja zabukowałam ten lokal, ale za moment przyszło olśnienie. no ludzie, telefon do gospodarzy dałam, dwa dni na szukanie lokum poświęciłam, zrezygnowałam z nocowania w ulubionej miejscowości, bo nie znalazłam dwóch pokoi, więc kto tu ma się wstydzić? zapytałam ich tylko, czy wierzą w to, co mówią i z zupełną ignorancją tematu wróciłam rozpakowywać nasze bambetle. starość ma to do siebie, że częściej korzysta z sarkazmu i dystansuje do wyimaginowanych problemów, więc korzystam póki nie dopadanie mnie demencja.
znajomi po trzech dniach wyjechali, ponieważ: a) nie wstawaliśmy razem z nimi o 6 rano (w akcie dobrej woli budzili nas o 8), b) ciągle gdzieś chcieliśmy chodzić zamiast siedzieć na dupie w ogródku gospodarzy, c) niepotrzebnie kwitliśmy na plaży po 22-giej, skoro moglibyśmy już chrapać i wstać o bladym świcie d) nie jedliśmy posiłków o stałych porach w konkretnym miejscu. więcej grzechów nie pamiętam.
żeby nie zakrzywiać rzeczywistości muszę dodać, że poza tym to normalni ludzie, nieproblemowi (serio), niekonfliktowi, nie narzucający własnego zdania. ot, próbowali przyssać się do naszych pleców. to my raczej jesteśmy dziwolągami, bo rzadko widzimy problem w zwyczajnych sytuacjach przeniesionych na obcy grunt.
przez te trzy dni równoległego pobytu trochę straciliśmy czasu dla siebie nawzajem. staraliśmy się być uprzejmi, nie komentować ich sposobu na urlop (i bezstresowe wychowanie dzieci), w pewnym stopniu się dopasować, ale nie powiem, nocami odbijaliśmy to sobie w dwójnasób. wredni jesteśmy, lecz to już wiecie.
niestety, jakoś nam się ten wypad szybko skończył. od ich wyjazdu zaliczyliśmy plaże w innych miejscowościach, odwiedziliśmy kilkoro znajomych, spędziliśmy popołudnie z dawno nie widzianą rodziną i już trzeba było zwolnić pokój. dzięki temu mam jeszcze przez chwilę męża w domu, ale o ile cudowniej byłoby przytulać się do niego na miałkim piasku i patrzeć jak młode wierzgają przez fale.

wakacyjna Jurata

wakacyjna Jurata

ps. tylko raz nie powstrzymaliśmy się i parsknęliśmy śmiechem, kiedy na plaży w jastarni sąsiedzi kazali nam się zwijać, bo dochodziła dwudziesta druga
wakacyjna Jurata
wakacyjna Jurata