kołczing staroroczny, czyli plany, cele, duperele

kołczing staroroczny, czyli plany, cele, duperele

Nie potrafię wziąć do rąk najpiękniejszego choćby organizera i na kartce z nagłówkiem CELE wypunktować plany na przyszły rok. Ludzie tworzą mapy przyszłości na dekady do przodu i dzięki temu finalizują zamierzone pomysły czy pragnienia, u mnie to tak nie działa. Być może to dlatego, że ja wcale nie stawiam przed sobą wyzwań? Gdybym miała (ogromnym wysiłkiem woli) zwizualizować to, czego mi potrzeba, a następnie zracjonalizować owe założenia tak, by były możliwe do realizacji w moim świecie (z założeniem, oczywiście, że prawdopodobieństwo spełnienia wykracza poza mój obecny horyzont myślowy), wcale nie różniłyby się one znacznie od działań, które wykonuję na co dzień. Bez spektakularnych tablic inspiracji (które jednakowoż mogłyby się sprawdzić u mojej córki) oraz fanfar za ukończenie zamierzonego działania.

Gdybym zarzuciła sobie, że nie robię nic, kłamałabym, a oszukiwanie samej siebie nie jest najlepszym narzędziem czegokolwiek. Inaczej wygląda moja wizja, gdy dokładnie wiem, które pragnienia nasycić w pierwszej kolejności, inaczej perspektywa otoczenia, które usłyszało na przykład, że chciałabym mieć własne studio fotograficzne. A przecież go nie mam, choć usłyszeli o nim po praz pierwszy 2-3 lata temu. Bo to jest tak, kochani, że o skoncentrowanych pragnieniach nie opowiada się podczas towarzyskich eventów, w zamian za to rzuca się hasła pomysłów, których powstał dopiero zarys i choćby przez dość długi okres, ale jeszcze nie nabrał konkretnego kształtu ze względu na okoliczności życiowe, możliwości, jakieś podstawowe ograniczenia, szeroko pojęte umiejętności.

Mój mózg nie lubi punktów, haseł, przypominajek, fiszek, memów i wszystkich tych kołczingowych bzdetów, które korzystając z wąskiego zakresu psychologii prowadzą drogą na skróty do rzekomego celu. Nie wystarczy zaprojektować przyszłość w oderwaniu od momentu, w którym aktualnie się znajdujemy. Potrzebna jest refleksja na temat konkretnych zdarzeń, działań i zaniechań, a także zaniedbań, które poczyniliśmy. I to wszystko na bieżąco. Nie nauczymy się niczego bez wyciągania wniosków. Można przeć taranem do przodu, rozwijać się na jakimś konkretnym polu, lecz bez obserwacji i płynących z niej wniosków stracimy ostrość widzenia na innym ważnym życiowym polu. Trąci kołczingiem, prawda? Ale to akurat zwykłe życie. Choć może nie takie zwyczajne, pełne po prostu i nie pozbawione sensu.

Jeśli doszliście do tego miejsca i skrystalizowało wam się wyobrażenie, że jestem przeciwniczką podsumowań i noworocznych postanowień, to znaczy, że nie zrozumieliście kontekstu, co wcale nie jest zaskakujące. Ja sama, żeby w ogóle móc ogarnąć zagadnienie na potrzeby tego tekstu i swoje własne, błądzę w labiryncie schematów podsuwanych przez poradniki, standardowo pojawiające się na koniec roku artykuły prasowe. Przyzwyczajamy się do serwowanych często informacji i nawet, jeśli początkowo się z nimi nie zgadzamy, wrastamy w nie z czasem, przyzwyczajamy się i nierzadko mimowolnie wpisujemy je we własne życie. Dlatego właśnie potrzebne są nam podsumowania. Chwila zatrzymania i analizy. W toku codzienności nie wszystko dokładnie zweryfikujemy, coś nam ucieknie, coś odłożymy na później, toteż symboliczny koniec roku wcale nie jest taki upchany we frazesy.

Jak zawsze tworzę zbyt obszerną treść, która męczy, nie pasuje bowiem do przeciętnej długości i formy artykułu, który jest w stanie nie znudzić odbiorcy. Dobra wiadomość jest taka, że teksty lekkie łatwe i przyjemne będę planowała w oparciu o potrzeby ludzkości (owszem, będą się pojawiały, takie moje postanowienie noworoczne ☻). Pozostają treści bardziej osobiste i tutaj zmiany nie nastąpią. Nie zarzekam się, lecz nie widzę potrzeby upakowania swoich przemyśleń do wzorca, który służbyłby komuś innemu, jeśli opiera się na moich własnych przeżyciach. To chyba tyle. Idę wyprodukować podsumowanie roku, które będzie jednocześnie kwintesencją noworocznych postanowień. Bezpunktowo. Trzymajcie się sylwestrowo i róbcie te fiszki, hasełka, listy, jeśli to wam pomaga. Najważniejsze, żeby nie zgnuśnieć żyjąc przeszłością bez widoku na lepszą przyszłość.