pears

pears
osiem wolnych dni zdematerializowało się w oka mgnieniu.
nadal nie nauczyłam się obsługi programu graficznego, jeden z zaplanowanych do ukończenia szali nie widzi końca, a połowa okien płonie ze wstydu, a mimo to mogę powiedzieć, że nie potrafię odpoczywać.
nie będę się rozwodzić nad tym, co robiłam podczas blogowej absencji, dużo z tego znajdziecie bowiem na instagramie.
gruszki
gruszki
poza tym niewiele.
jutro wracam do pracy, ale tak czy inaczej składam jeszcze zamówienia na szydełkowe prezenty bożonarodzeniowe. ale, ale – tylko przez chwilę, bo czas do świąt mija szybciorem. jak tak dalej pójdzie, rodzina zapamięta mnie zapętloną we włóczkę, ale co tam, najważniejsze to sprawić przyjemność tym, których się kocha, lubi, szanuje…
gruszki