Recent Posts

typy spod ciemnej gwiazdy, czyli co z tą ewolucją

typy spod ciemnej gwiazdy, czyli co z tą ewolucją

jeśli teoria darwina jest wam obca lub wam z nią nie po drodze światopodglądowo, jestem w stanie udowodnić, że ludzie mają tak wiele wspólnego z całym przekrojem świata zwierzęcego, w konsekwencji czego wasze dotychczasowe wierzenia nieodwołalnie obrócą się w niwecz. owszem, poniesiecie sromotną klęskę, porażkę […]

wiosenny regulamin

wiosenny regulamin

Od dłuższego czasu myślę o sobie, jak o pracowniku zakładu komunalnego oczyszczania miasta, czyli o kimś, kto dzień po dniu, z wyłączeniem weekendów, robi czystki na dzielni. Różnica polega a tym, że ja miewam również pracujące soboty i nierzadko niedziele. Wyszłam z założenia, że jeśli […]

Dąbrowska w pigułce

Dąbrowska w pigułce

Po przydługim, ale według mnie koniecznym wstępie, który zawłaszczył cały poprzedni artykuł, wypadałoby w końcu przejść do meritum. Będzie trudniej, bo dla mnie to pewnego rodzaju norma, w trakcie poszczenia działam nawykowo – mechanicznie, ale się postaram. Być może jaszcze kiedyś sama będę musiała skorzystać z tej wiedzy, gdy organizm zacznie niedomagać, a główka strajkować, co wielce prawdopodobne, że nastąpi szybciej, niż mogę prorokować. Póki co będę jadła dużo swojskiego masła.

Do dzieła zatem.

Istota postu Dąbrowskiej.

Jeśli przeczytaliście TEN wstęp do postu dr Dąbrowskiej wiecie już, że polega on na radykalnym ograniczeniu białka, węglowodanów i tłuszczów, co ma na celu wyłączenie ośrodka głodu oraz włączenie tzw. odżywiania wewnętrznego, czyli procesu samoleczenia organizmu.

Sześciotygodniowy post stosowany dwa razy w roku wg. dr Dąbrowskiej pomaga zwalczyć zaawansowane choroby z autoagresji (miażdżycę, gościec, zwyrodnienia stawów, itp.), początkowe stadium nowotworu, otyłość, która zawsze jest powiązana z innymi dolegliwościami, itp.  Podobno. Są to obietnice samej autorki diety, dane pochodzące z wypowiedzi niektórych lekarzy zajmujących się leczeniem przez żywienie oraz (w większości) samych pacjentów tudzież samozwańczych poszczących. Ja swój pierwszy post zastosowałam po długim leczeniu farmakologicznym, mogę więc być wiarygodna wyłącznie w zakresie własnych doświadczeń z dietą stosowaną dopiero za drugim i trzecim razem. Jestem w stanie potwierdzić, że krótsze posty są skuteczne w leczeniu niektórych zmian chorobowych w obrębie immunologii, co może mieć jednak ścisły związek z nieodpowiednimi dawkami i proporcjami dostarczanych składników odżywczych przed przystąpieniem do zmian żywieniowych. Co więcej, jestem pewna, że większość chorób powstaje z powodu nieodpowiedniego przyjmowania pokarmów i medykamentów. Dodatkowym czynnikiem jest także stres (który, jak napisałam w poprzedniej notce, często bywa objawem, a nie przyczyną), jednak przewlekły i długotrwały skutkuje często wydzielaniem hormonów powodujących przybieranie na wadze, a to dopiero wstęp do innych schorzeń. Dlaczego stres jest najczęściej konsekwencją, a nie czynnikiem zapalnym? Ponieważ nerw błędny łączący otrzewną z mózgiem wysyła prawie dziesięć razy więcej informacji z przewodu pokarmowego do mózgu, a nie odwrotnie. Dodatkowo to w jelitach wchłanianych jest wiele istotnych dla organizmu wartości odżywczych, więc zaburzona ich praca jest w stanie wpływać na nastrój. Śmieję się, że w trakcie i po poście Dąbrowskiej moja odporność na głupotę jest spektakularnie większa. Gdy jem w sposób zbilansowany, nie czuję pierwotnych instynktów wobec osób, które w innym wypadku mierżą mnie i irytują.

Ale, ale! Nawet jeśli jeszcze nie masz żadnych objawów chorobowych, ale jesz co popadnie, głównie żywność przetworzoną, regularnie zażywasz aspirynę, masz niedobory witamin i zakwaszony organizm (trudno nie mieć, skoro wpieprzasz czipsy i ciastki), wkurwiasz się stale, o wszystko i na wszystkich, używasz ton plastiku na co dzień, kupujesz i nosisz (być może nieświadomie) nieatestowaną odzież z Chin czy Indii, wtedy potrzeba ci jakiejś mocy sprawczej, która wciągnie cię na tory zdrowego życia. Post Dąbrowskiej jest ku temu najkrótszą drogą, ale nikt nie udowodnił, że najskuteczniejszą i najlepszą. Nawet przeprowadzanie go pod nadzorem lekarza nie daje gwarancji na zachowanie wszelkich atrybutów zdrowego organizmu. Jedno jest jednak pewne, łatwo dzięki niemu przejść przez najgorszy okres zmian żywieniowych, ponieważ po kilku dniach wyłączony zostaje ośrodek głodu i to, co podczas stopniowego porzucania używek dłużyłoby się w nieskończoność i zniechęcało do kontynuacji, załatwione zostaje niemal natychmiastowo.

Co i ile jeść podczas postu Dąbrowskiej oraz dlaczego tak?

Pamiętaj, że możesz zjeść 400-800 kcal dziennie w postaci kiszonek, owoców (nieograniczenie cytryny, pół grejpfruta, 2 jabłka, owoce jagodowe w ilościach dekoracyjnych) i warzyw (cukinia, kapusta – wszystkie odmiany, burak, dynia, ogórek, patison, marchew, brukselka, papryka, por, pietruszka, czosnek, seler, seler naciowy rzepa, rzodkiew, chrzan, pomidor, cebula, kalafior, fenkuł, brokuł, kalarepa, sałata – wszystkie, nacie warzyw korzeniowych, jarmuż, szpinak) oraz ziół, a także przypraw jednorodnych. Wolno używać agar agar do zagęszczania. Nie pytajcie, czy można jeszcze to i tamto. Jeśli nie ma na liście, to nie można i kropka. To nie jest dieta oparta wyłącznie na określonej liczbie kalorii, których nie możesz przekroczyć. To jest post z wieloma warunkami i obwarowaniami.

W związku z powyższym podkreślam, że od reguł postu nie ma odstępstw. Jeśli znacznie przekroczycie limit spożywanych kalorii (przy tak niskich wartościach „znacznie” jest pojęciem dość zabawnym), pozwolicie sobie na coś spoza listy, zapomnicie się, zarzućcie kontynuację postu. Odżywianie wewnętrzne, na którym on bazuje wyłączy się (zaczniecie odczuwać głód) i organizm zaprzestanie czerpania ze złogów, zacznie się natomiast wyniszczać. Dlatego też tak ważny jest proces wychodzenia (czyli stopniowego wprowadzania zabronionych składników), który ma na celu pozbawienie organizmu wątpliwej przyjemności szoku oraz efektu jojo.

Jak wygląda życie poszczącego w trakcie diety Dąbrowskiej?

Przez pierwszych kilka dni postu (zazwyczaj 2-3) odczuwa się osłabienie, ból głowy graniczący z migreną, mdłości, mogą nawet pojawić się wymioty. Nie każdego będzie to dotyczyło w równym stopniu, wszystko zależy od postępu degradacji waszego ciała, a dosadniej – efektu jaki spowoduje odstawienie produktów szkodliwych, które spożywaliśmy w nadmiarze (głównie cukier, kawa i nikotyna wraz z substancjami smolistymi). Ważne, żeby nie zażywać żadnych środków przeciwbólowych. Dr Dąbrowska dopuszcza doraźnie Apap, jednak podkreśla, że jest to zarezerwowane do naprawdę krytycznych sytuacji związanych z progiem odczuwania bólu. Wiem, że każdy kto dostanie migreny będzie twierdził, że jego przypadek jest nagły, ale to nieprawda. O ile zażycie tabletki przeciwbólowej w pierwszym dniu postu jeszcze ma jakiś sens, o tyle w kolejnych już żadnego. Albo się odtruwamy, albo dupa z króla.

Uczucie łaknienia znika zazwyczaj po 3 dniach, jednak czas ten może ulec wydłużeniu. Poza indywidualnymi uwarunkowaniami ma na to wpływ m.in. jedzenie ciepłych pokarmów. Należy pamiętać, że post bardzo wychładza organizm, wskazane jest, żeby rozgrzewać się w miarę potrzeby, jednak jedzenie wyłącznie gorących posiłków osłabia procesy metaboliczne, ozdrowieńcze. Wielce prawdopodobne, że podczas trwania całego postu będziecie odczuwać uczucie zimna, dreszcze. Spożywane warzywa i owoce nie są w stanie rozgrzać narządów wewnętrznych, dlatego organizm zużywa własne zasoby. Zziębniętym polecam zaparzanie świeżego korzenia imbiru, którego smak można nieco zneutralizować sokiem z cytryny. Ja tak zaczynałam każdy dzień mimo, że dotychczas nawet zapach imbiru powodował we mnie niekontrolowaną agresję. Na poście jednak wszystko się zmienia, nic nie jest na stałe.

Wspominając o gorących posiłkach trzeba też zaznaczyć, że niektóre produkty żywnościowe po ugotowaniu mają wyższy indeks glikemiczny, dlatego należy ograniczyć jedzenie po obróbce termicznej: dyni, buraków, marchwi, jabłek. Przy okazji pamiętajcie, że zwiększa się ich wartość kaloryczna i o ile wcinając surowiznę trudno jest podczas postu przekroczyć 800 kcal, gotowane mogą narobić – nomen omen – bigosu.

W zależności od chorób – znanych i utajonych mogą w różnych momentach trwania postu wystąpić objawy chorobowe, tzw. kryzysy ozdrowieńcze. Niepożądane zmiany wewnątrz ciała to struktury białkowe, którymi organizm żywi się w pierwszej kolejności. Trwający 2 dni nieznośny ból zatok, a później niespodziewane ich samooczyszczenie, czy uczucie ołowianych nóg, które nagle mija to właśnie przykłady kryzysów ozdrowieńczych. Wszystko pod warunkiem przestrzegania zasad postu. Jeśli jednak mieliście deficyty składników odżywczych (np. witamin, mikroelementów), pojęcie kryzysu ozdrowieńczego może być fałszywe, ponieważ dyskomfort zdrowotny może oznaczać pogłębienie się braków, które skutkują określonymi schorzeniami. Najczęściej podczas postu występują: sucha skóra, bóle stawów, rozdrażnienie, płaczliwość.

Wróćmy jeszcze do pojęcia deficytów. Post to eliminacja pewnych grup pokarmów, a tym samym niektórych składników odżywczych. Inne, dostępne w pożywieniu, nie mają przewodnictwa, które pozwala im się wchłonąć. Dla osoby z niedoborami post będzie oznaczał ich pogłębienie. Najczęstszym objawem są wypadające włosy i łamliwe paznokcie, wspomniana już przesuszona skóra. Zalecane do picia 2-3 litry wody dziennie, mające wspomóc detoksykację, jednocześnie wypłukują elektrolity, których nie ma jak uzupełnić (namiastką jest woda z cytryną i odrobiną soli morskiej/himalajskiej). Woda natomiast jest niezbędna również dlatego, że dostarczamy sobie ogromnej ilości wit. C, która musi zostać przefiltrowana, żeby nie obciążać nerek. Nie wiem, czy można mówić o nadmiarze, jednak organicznego kwasu askorbinowego dostarczamy organizmowi tyle, że mimo ograniczenia w podaży innych kluczowych składników, machina jest w stanie działać na wysokich obrotach bez dodatkowego wspomagania.

Podczas postu zauważycie w pewnym momencie ogromny przypływ sił witalnych i polepszenie jakości snu, które będą się utrzymywały przez cały dalszy okres poszczenia (nawet pomimo chwilowych niedogodności i chłodu odczujecie kolosalną różnicę w jakości życia przed dietą i w jej trakcie).

Jak często można stosować post Dąbrowskiej?

Według zaleceń autorki pełny, 42-dniowy post można stosować dwa razy w roku z odstępem minimum 3 tygodniu (po zakończeniu okresu wychodzenia, który powinien trwać tak długo, jak samo poszczenie). Przy krótszych stosuje się uogólnioną zasadę: tydzień diety – miesiąc przerwy, dwa tygodnie diety – dwa miesiące przerwy, itd.

Dlaczego ostrożnie z postem na własną rękę?

Post Dąbrowskiej ma prowadzić do naprawienia szkód, dlatego tak ważna jest kontrola lekarska przed jego rozpoczęciem, a przynajmniej konsultacja wyników badań, które u osób z problemami zdrowotnymi są nieodzowne. Jeśli czujesz się zdrowy, post może być dla ciebie formą detoksykacji, czasem wystarczy jedynie tydzień oczyszczania, żeby nabrać energii, poczuć się lekko mimo braków niektórych składników, jakie podczas postu nie są dostarczane wraz z pożywieniem. Jeśli natomiast chcesz pościć na maksa, bo to dobry sposób na schudnięcie, a przy okazji dostajesz dodatkowe korzyści w postaci oczyszczenia organizmu i ułatwienie przestawienia się na zdrowy tryb życia, poszerz swoją wiedzę na temat wchłanialności środków odżywczych, bo być może będziesz musiał się suplementować. Na przykład magnez nie może być przyjmowany razem z wit. D3, ponieważ się nie wchłonie, natomiast D3, żeby nie wyrządziła nam szkód, musi mieć w zapleczu wit. K2, a obie są wszak rozpuszczalne w tłuszczach. Kumacie? Jedzcie więc kiszonki, a później będziecie się martwić zbilansowaną dietą. Piszę to oczywiście w formie żartu, najważniejsze jest bowiem przystąpienie do diety bez deficytów, ponieważ post je pogłębi. Lekarz może zadecydować inaczej, jednak ma on wiedzę na temat korzyści i strat spowodowanych okresowym głodem na niektóre składniki odżywcze i ich konsekwencjami.

Jak przeprowadzić proces wychodzenia z postu Dąbrowskiej?

Po pierwsze przyjmując zasadę – jak długo poszczę, tak długo nie rzucam się na żarcie po zakończonej diecie. Pokarmy wprowadza się stopniowo, tak samo powoli zwiększając kaloryczność posiłków. Poniżej tabelka pochodząca z książek dr Dąbrowskiej pokazująca schemat wychodzenia dla pełnego postu.

Dietetyczny FAQ

Jeśli masz stwierdzoną tendencję do wrzodów lub odczuwasz po jedzeniu dyskomfort w obrębie żołądka i dwunastnicy, przez pierwsze dwa dni postu zrezygnuj z surowizny. Wyściółka tych narządów ma szybką zdolność regeneracji, a że odżywianie wewnętrzne jeszcze się nie włączyło, nie będziesz specjalnie stratna. Pamiętaj jedynie o przeliczeniu kalorii.

Jeśli zaczynasz w trakcie poszczenia odczuwać głód  mimo regularnego jedzenia to znaczy, że popełniłeś błąd lub/i pofolgowałeś sobie, wobec czego post przestał mieć działanie prozdrowotne, zacząć wyjaławiać organizm.

Skup się na jedzeniu warzyw, na dozwoloną ilość owoców pozwól sobie tylko, kiedy czujesz wielkie osłabienie i rozłóż to w czasie. To uczy pokory i pozwala mentalnie przestawić się na rezygnację z rafinowanego cukru.

Jak już wszystko ci obrzydnie, pij koktajle. Zmiksowana natka pietruszki z sokiem z cytryny i wodą jest naprawdę smaczna, podobnie garść bezsmakowego jarmużu i szpinaku z połową jabłka i sokiem z połowy grejpfruta. Pokombinuj, na pewno znajdziesz swoje smaki.

Przyrządzaj codziennie coś innego. Inaczej – ugotuj sobie różne potrawy w większych ilościach i część odłóż na później. Możesz zamrozić, zawekować w 120 st. C w piekarniku, co niewiele wysiłku kosztuje, ale daje większy wybór w dni, kiedy masz dość wszystkiego, nic ci nie smakuje i nie chcesz myśleć o diecie.

Nie bój się przypraw. To one uratują ci życie, kiedy każde danie wyda ci się podobne w smaku. Pamiętaj jednak, że muszą być to przyprawy jednorodne, bez dodatku cukru, konserwantów i in. zabronionych składników. Czytaj etykiety.

Podsumowanie

Post Dąbrowskiej nie jest jakimś novum, powstał dawno temu z obserwacji natury, a w dobie możliwości, jakie oferuje rozwój technologiczny, uleczalność niektórych schorzeń poprzez okresową eliminację określonych grup pożywienia i wdrożenie zdrowego żywienia zostały potwierdzony naukowo. Kluczem jest tutaj jednak wspomniane zdrowe żywienie i leczenie przez żywienie (które de facto jest swoistym paradoksem, ponieważ gdybyśmy owym leczeniem nie doprowadzali się do ruiny, nie musielibyśmy nadawać mu mocy uleczającej). Post może być wstępem do lepszego jakościowo życia. Rygor, który zmusza do jedzenia samych warzyw i niewielkich ilości owoców o niskim IG sprawia, że to organizm zaczyna domagać się pokarmów, a nie twoje przyzwyczajenia czy zachcianki. Łatwiej się dzięki niemu wsłuchać w siebie, przekonać do zdrowego żywienia po zakończeniu diety, ponieważ każdy niezdrowy posiłek odczuwać będziemy silnie dolegliwościami ze strony układu pokarmowego.

 

W życiu nie chodzi o to, żeby pozbawiać się przyjemności jedzenia, lecz o to, żeby nie dać się podstępnym nałogom, umiećć odżywiać się w sposób zbilansowany, co pozwoli nam bez szwanku wyjść z popełnianych co jakiś czas grzeszków. Wszystko jest dla ludzi, ale we wszystkim trzeba znaleźć balans.

Post Dąbrowskiej w czasie katolickiego postu

Post Dąbrowskiej w czasie katolickiego postu

Określenie: choroby cywilizacyjne stało się naszym chlebem powszednim, opatrzyło nam się i osłuchało, ponieważ od dawna jest orężem w walce o zbyt. Nieczystej walce. Wiecie może, w jakim kraju w podstawie edukacji obowiązkowej są wytyczne do nauki o tym, że w perspektywie globalnej dobro jednostki […]

Jaume Cabré “Wyznaję”

Jaume Cabré “Wyznaję”

Złożoną naturę tej powieści zwiastuje już na początku słowo od tłumaczki, skąd czytelnik dowiaduje się, że przekład z katalońskiego został bacznie dopilnowany przez autora z zaznaczeniem, które treści mają zostać przetłumaczone, a ile ma pozostać pozornie niewyjaśnionych. Próżno tu też o przypisy i odniesienia. Dzięki […]

przyzwoitość

przyzwoitość

Problem z pisaniem bloga innego niż komercyjny jest zasadniczy – nie możesz opisywać rzeczywistości ani subiektywnej, ani obiektywnej, bo ludzie się obrażają. Twoje wnioski i przemyślenia nie wynikają z wyssanych z palca historii czy sennych projekcji alternatywnego życia, ale nawet jeśli wiernie trzymasz się faktów uzupełniając je własną refleksją, zostajesz posądzony o stronniczość i autokreację. W ogólnych prawdach łatwo znaleźć odniesienie do siebie, a jak już raz wyczujesz potencjalnie zawoalowany przytyk, wracasz po więcej. Dręczysz się, dopatrujesz i szukasz winnych.

Mam prawo być od was bardziej obcesowa/przymilna, głupsza/mądrzejsza, przyziemna/zabawniejsza. To nie jest miejsce na szukanie odchyleń od normy, którą indywidualnie ustalacie. Nigdy nie będę taka, jaką chcecie mnie widzieć, bo nie chcę uśmiechać się i słodzić swój los sokiem z buraka. Dalej, nie chcę też patrzeć na przymilające się do ekspedientek, przedszkolanek, szefów, lekarzy twarze, które za sto osiemdziesiąt stopni przybiorą paskudnie wypaczony kształt prawdziwych trosk. Problem w tym, że nie umiemy ze sobą rozmawiać, artykułować rzetelnie myśli, których często nie potrafimy nazwać. Ba, nie potrafimy rozróżnić emocji, jakie w nas buzują, wobec czego idziemy na łatwiznę i szukamy najłatwiejszego sposobu ich ujścia.

Kojarzycie amerykańskie filmy, w których zawsze dobro zwycięża dzięki prostej komunikacji? Nękany w szkole średniej dzieciak finalnie znajduje prawdziwych przyjaciół, a nie przepełnione nieuzasadnionym poczuciem wyższości elitarne grono. Nasz naród uwielbia te familijne opowiastki na równi z Gwiezdnymi Wojnami, w których – nomen omen – zasada jest ta sama. Rozkoszujemy się myślą, że tak naprawdę może wyglądać świat, a nasze trudne dzieciństwo, problemy z adaptacją szkolną, później w związku partnerskim znikną dzięki filmom. Nie: dzięki wiedzy zdobytej w tych filmach, tylko dzięki samej wizualizacji.

Niestety, nic samo się nie stanie, bo jak mówi pan Kazio nawet żona nie daje za darmo. Nawet huragany i orkany nie biorą się znikąd, tworzymy je my z naszych zaniedbań, złych nawyków. W życiu jest podobnie, zdrowe relacje buduje się równie mozolnie, natomiast zaprzepaszczenie tej szansy skutkuje identycznymi kataklizmami, jakie występują w naturze. Wystarczy jedna porządna burza i wiele ludzkich istnień nie może się podnieść z kolan.

W starożytności budowanie i rozwijanie cnót dawało przywilej bycia podziwianym, budziło szacunek. Obecnie? Dzisiaj upatrujemy w bezinteresowności jedynie słabość. Chcielibyśmy, żeby życie przypominało klatka po klatce kadry z filmu ze szczęśliwym zakończeniem, ale nie robimy nic, co miałoby nas tam doprowadzić. Powiem więcej, podkopujemy cudze poczucie wartości i godności powtarzając schemat, który ścierpieliśmy wcześniej na własnej skórze. Oko za oko, ząb za ząb. Dlaczego on ma mieć lepiej? A dlaczego miałby mieć gorzej? Czy bogacenie się na cudzym nieszczęściu doprawdy jest takie satysfakcjonujące?

Ale! Porzucając ten motyw, który niejako jest naszą niechlubą narodową, rozpatrzmy zagadnienie na poziomie hierarchicznym. Genezę wszystkich nieszczęść, o których dzisiaj piszę stanowi problem nienazwanych emocji i nieumiejętność skupienia się na sobie. Rodzice rzadko uczą nas prawidłowego porozumiewania się, ponieważ częstokroć sami mają z tym problemy i do pewnego konsensusu dochodzą dopiero, gdy nadmiar obowiązków związanych z obsługą rodziny znika. Nie od parady mówi się, że człowiek mądrzeje z wiekiem. Byłaby to idealna wymówka, móc powiedzieć: nie miałem dobrego przykładu, myślę nawet, że jest ona cały czas nagminnie wykorzystywana, więc użycie trybu przypuszczającego chyba nie jest tu na miejscu. W kraju katolickim, gdzie 80% społeczeństwa deklaruje czynne uczestnictwo w życiu duchowo-religijnym, kiedy od dziecka na zajęciach katechezy i cotygodniowych mszach powtarza się, że najważniejszy jest człowiek, najpierw ty sam, a później bliźni i że szczęście buduje się w konsekwencji wsłuchania się we własne potrzeby, które następnie owocują szerzeniu szeroko pojętego dobra, w tym samym kraju ci sami ludzie znajdują alternatywną rzeczywistość. Jest w niej miejsce na umartwianie się i przerzucanie odpowiedzialności za…  Za co? Wróćcie do początku akapitu.

Przykrywamy własne frustracje fasadą small-talk, choć jeszcze nie osiągnęliśmy na tym polu mistrzostwa. Nie jesteśmy jak sfrustrowani Amerykanie zawsze szczerzący się I’m fine, and how are you? choć g. ich to obchodzi, bo wewnątrz mają  pokiereszowane komercją i konsumpcjonizmem serca i mózgi. Nosimy piętno historyczne, które będzie w nas zawsze pokutowało. Zastanawialiście się, za ile lat zmieni się sposób patrzenia na życie? Dawniej (w najśmielszych oczekiwaniach) stawiałam na ćwierć wieku, bo chociaż to całkiem sporo, jednak wymiernie do okoliczności już tak bardzo. Niestety, nie wzięłam pod uwagę czynników zewnętrznych i tego, że świat się zmienia, człowiek  stawia sobie krótkoterminowe cele tracąc z oczu to, co ważne nie tylko dla niego, ale dla całej populacji i świata jako takiego. Nie będziemy dla siebie łaskawsi, dopóki nie nauczymy się ze sobą rozmawiać. Tylko tyle, nic więcej. Ja, ty, babcia Krysia i Anka z ósmego piętra, to właśnie my dajemy temu wyraz.

Wiecie, dlaczego organizm po kłótni, sporze, ciężkich pertraktacjach odreagowuje różnego rodzaju bólami i (nieuświadomioną) potrzebą izolacji? Daje nam sygnał, że czas na przerwę, ponieważ nie radzimy sobie z przetwarzaniem tego, co w nas siedzi. Za dużo bodźców, za dużo obowiązków, za mało poświęcenia dla zrozumienia swoich potrzeb. Nie tędy droga, żeby patrzeć na cudze porażki z bezpiecznego dystansu tłumiąc własne rozedrganie.

Z punktu widzenia etyki sprawiedliwość służy dobru wszystkich, oddajmy więc sprawiedliwość – gdybym nie miała oporów przed mówieniem, a co ważniejsze, (nie)zrozumieniem ten blog w ogóle by nie istniał. Jak widać, częstotliwość publikacji może oznaczać, że coraz lepiej sobie radzę z komunikacją wprost, ale czasem mam potrzebę uporządkowania myśli. Staram się przekazać samej sobie oraz tym, którzy to czytają, pewną prawdę o moim własnym świecie, której nie potrafię z marszu wyartykułować. Bywa, że pomyślę, zamiast powiedzieć, przemilczę ze skrępowania i wciąż istniejącej obawy, że moja miękkość to broń obosieczna. Staram się, kroczek po kroczku, na żywo i skutecznie. To, co jeszcze nie zostało powiedziane, znajdziecie tutaj.

Na koniec przewińcie tekst do samego początku konfrontując pierwszy akapit z ogólną refleksją. To już moment wyłącznie dla was, sami sobie odpowiedzcie, czy warto, czy potrzeba i czy możecie pierwsi rzucić kamieniem.

oszukana baba

oszukana baba

gdybym miała określić, co jest moim szczęściem, a co przekleństwem, w obu przypadkach odpowiedź brzmiałaby: ludzie. kiedyś zbliżałam się do odmieńców, osób nie rozumianych przez grupę, a przez to ciekawszych, owianych tajemnicą. często wychodziło na jaw, że w tej ostatniej kwestii zaskoczyć potrafią nijak, przeważnie […]

w malinowo-różanym chruśniaku, czyli zdominowany jabłecznik

w malinowo-różanym chruśniaku, czyli zdominowany jabłecznik

kiedy nie wiem, co ze sobą zrobić, gdzieś mnie niesie, czegoś mi się chce, piekę kruche ciasto. samo wyrabianie nie ma  w sobie żadnej tajemnicy, jest schematyczne, a czynności wykonuje się mechanicznie, jeśli już znasz wszystkie zasady. tak właśnie myślę na potrzeby tego tekstu, ale […]

wczesna jesień śliwką stoi

wczesna jesień śliwką stoi

kiedy tydzień mija niepostrzeżenie, w piątek masz drugą zmianę, a w sobotę trojka dzieci ciągle czegoś od ciebie chce, bo mąż odpoczywa w pracy, nie tak łatwo dopełnić obietnicy, ugotować coś dobrego, sfotografować i zamieścić przepis na blogu. ale oto dokonałam tego. instagramowe przyrzeczenie uzyskało znamiona faktu dokonanego. na jednej nodze, jedną ręką i okiem jednym stworzone, ale w już parą dłoni i oczu oraz jednym sercem napisane będzie.

zupa śliwkowa.

czego się można po niej spodziewać? zapewniam, że nie kompotu z makaronem. przygotowałam dla was dwie wersje – uproszczoną dla łasuchów oraz wytrawną. skorzystajcie, póki jeszcze można kupić na bazarku dojrzałe węgierki.

Lucy Mayday Art

wytrawna zupa śliwkowa

składniki:

1,5 – 2 kg dojrzałych, świeżych śliwek (węgierek, renklod)

1 op. (200 g) suszonych śliwek (mogą być wędzone)

ok. pół butelki (300 ml) czerwonego wina półwytrawnego

1/2 puszki (ok. 200 g) mleka kokosowego

1 łyżka miodu

1 czubata łyżeczka przyprawy korzennej

1/2 łyżeczki kardamonu

1/2 łyżeczki cynamonu

1 płaska łyżeczka sproszkowanego chilli

kolendra (opcjonalnie)

pół blachy piernika staropolskiego lub opakowanie pierniczków

1 łyżka masła (najlepiej klarowanego)

 

śliwki umyć, pozbawić pestek, wrzucić do garnka (dobrze, jeśli macie taki z głębokim dnem, ale nie jest to konieczne). zalać winem i wodą do poziomu śliwek. zagotować.

dodać suszone śliwki (opcjonalnie), miód, przyprawę korzenną, kardamon i cynamon. gotować na średnim ogniu bez przykrycia ok. 15 min. aż wyparuje alkohol.

zdjąć z ognia, zblendować śliwki z płynem, z powrotem postawić na ogniu, dodać pół puszki mleka kokosowego (uwzględnić część stałą oraz płynną) oraz sproszkowane chilli. doprowadzić do wrzenia i gotować jeszcze 3 min.

piernik staropolski lub kupione pierniki bez lukru i czekolady pokroić w kostkę, zeszklić na maśle klarowanym.

zupę serwować z grzankami i posiekaną kolendrą, jeśli lubicie.

Lucy Mayday Art

zupa śliwkowa słodka

składniki:

1,5 – 2 kg dojrzałych, świeżych śliwek (węgierek, renklod)

1 op. (200 g) suszonych śliwek (nie wędzonych)

ok. pół butelki (300 ml) czerwonego wina (pół- lub wytrawne)*

1 łyżka miodu

1 łyżeczka przyprawy korzennej

1/2 łyżeczki kardamonu

1/2 łyżeczki cynamonu

1 op. (200 g) pierniczków w czekoladzie (mogą być nadziewane)

biały ryż/makaron ryżowy

 

śliwki umyć, pozbawić pestek, wrzucić do garnka (dobrze, jeśli macie taki z głębokim dnem, ale nie jest to konieczne). zalać winem i wodą do poziomu śliwek. zagotować.

dodać suszone śliwki (opcjonalnie), miód, przyprawę korzenną, kardamon i cynamon. gotować na średnim ogniu bez przykrycia ok. 15 min. aż wyparuje alkohol*.

wrzucić pokruszone pierniczki, gotować 2-3 min na małym ogniu.

zestawić z płyty/palnika, zblenować.

serwować z ugotowanym ryżem lub makaronem ryżowym.

* wino nie pozostawia wyraźnego smaku, jest niewyczuwalne, ale daje śliwkom specyficzną nutkę. można je zastąpić sokiem malinowym.

Lucy Mayday Art

Lucy Mayday Art

między dźwiękami

między dźwiękami

wracając z poczty patrzyłam w górę i myślałam, że muszę o tym napisać. to niebo jest obłędne, zupełnie nie jesienne w październiku, jeszcze nie zimowe, bo kolory ma przejrzyste, jasne, z przewagą błękitu i różu. jesienne niebo zazwyczaj nie istnieje. nie wspominamy o nim mając […]