też macie takie cudaczne życie, że każdy plan daje w łeb i żeby dogonić zamierzenia, trzeba wypluć płuca w półmaratonie? nie wiem, może to kwestia organizacji, albo wielkie nienasycenie powtarzalnością dni. odbijasz się regularnie od tej samej poduszki rankiem, opadasz na nią co wieczór (co w moim przypadku jest eufemizmem), wygniatasz po południu, kiedy uciekasz w potrzebę otulenia się ciszą, rolujesz i tarmosisz, żeby wygodniej było wytrzymać z laptopem na kolanach czy książką w dłoni. nic się nie zmienia poza kolorami na poszewce i coraz bardziej zbitym pierzem. oparty o tę samą poduszkę notujesz uwagi na nadchodzący tydzień, zapisujesz ważne wydarzenia, wciskasz między nie chcemisia i widzimisia tak, żeby wydusić z dnia jak najwięcej.

wiecie, o co kaman?

obowiązki i codzienne rytuały to nie wszystko.

kto się umawia do fryzjera tak, żeby w przypadku półgodzinnego poślizgu nie zdążyć odebrać dzieci z zimowiska, na lekach przeciwzapalnych organizuje i przenosi zawartość szafy syna z garderoby do wnęki przy jego pokoju, pędzi na siłownię (bo to akurat zdrowe), smaży pączki, przyjmuje pod dach cudze dzieci, zaprasza koleżankę na kawę i płacze, bo przy niej można, co chwilę upewnia się co do terminu lokalnego dnia kobiet, a później i tak wybiera herbatkę u przyjaciółki, po której pędzi jeszcze na zumbę, bo te pączki idą w boczki (odkrywcze) oraz zatykają kichy?

wy tak nie robicie, prawda? macie ustalony rytm dnia, spokojnie realizujecie zakupy, o konieczności ugotowaniu obiadu nie przypomina wam po raz enty jęczące z głodu dziecko, po dwudziestej oglądacie seriale, szykujecie ubranie na następny dzień i zasypiacie jeszcze w locie na poduszkę.

nuda.

nie ważne, jak bym się starała osiągnąć zen stabilizacji, monotonia codzienności zawsze założy mi dźwignię i sprowadzi do parteru. z tego poziomu widać co najwyżej melancholię, choć częściej tę nieszczęsną szklankę do połowy pustą, a jak tak dłużej poleżeć, to idealnie przezroczystą, z płynem wyparowanym pesymizmem.

wolę ruch, nieustanny przepływ energii, która napełnia mnie wiarą i przyciąga dobrych ludzi. tak, ekspresja wyzwala inne pokłady, angażuje inne części mózgu, pobudza inwencję i inicjatywę. idziesz dalej niż zwyczajowo utartym szlakiem, widzisz nowe, chcesz sięgać po więcej. nie wszystko da się tu i teraz, ale kto powiedział, że masz to osiągnąć natychmiast? ważne, że wyżymasz swój organizer do ostatniej kropli, żeby nie porzucić myśli, która nigdy nie zamieniłaby się w czyn.

pieprzę głupoty, tak to widzisz, prawda?

bo to ciężej ubrać w słowa niż zobaczyć i doświadczyć. w skrócie działa to bardzo prosto: naenergetyzowany człowiek -> pozytywna jednostka -> powiększające się grono optymistów -> nowe aktywności -> wzajemne napędzanie się do uśmiechu i smakowanie nieznanego -> przekraczanie granic -> kontakt z ciekawymi ludźmi -> zadowolenie z życia.

co jest potrzebne do szczęścia?

moim zdaniem niewiele poza tym, co powyżej. może tylko okresowe nicnierobienie dla zachowania równowagi. reszta wyniknie samoistnie.

Lucy Mayday Art

SKŁADNIKI

350 g mąki bezglutenowej

(ja wymieszałam 2 łyżki mąki ziemniaczanej, kilka amarantusowej i resztę kasztanowej, ale można mieszać dowolne mąki, ponieważ te pączki zawsze wychodzą puszyste)

350 g serka do serników (użyłam Philadelphia)

90-100 g słodzidła sypkiego (cukier/ksylitol)

3 duże jajka lub 4 mniejsze

1-2 łyżki esencji waniliowej*

szczypta soli

2 łyżeczki proszku do pieczenia

zmielone słodzidło sypkie (np. w młynku do kawy) do posypania pączków

tłuszcz do smażenia

(ja użyłam oleju rzepakowego rafinowanego pół na pół z olejem kokosowym, ale równie dobrze możecie smażyć na smalcu)

dodatkowo – ręczniki papierowe,

Lucy Mayday Art

SPOSÓB WYKONANIA

Utrzyj całe jaja z cukrem pudrem (zmiksuj na puszystą masę).

Dodaj ser, proszek do pieczenia, sól i mąkę. Wymieszaj do połączenia składników, a później dokładnie zmiksuj zmiksuj. Wlej esencję, połącz składniki.

Podgrzej tłuszcz do smażenia w głębokim naczyniu w ilości takiej, żeby pączki nie dotykały dna, kiedy zaczną puchnąć w czasie smażenia (podwoją lub potroją swoją objętość w zależności od tego, jaką mąkę dodaliście; mąka pszenna przesiana przed sitko przed dodaniem do masy jeszcze bardziej napowietrzy ciasto i urośnie podczas smażenia).

Przygotuj dwie łyżki, jedną nabieraj ciasto i zanurzaj w gorącym oleju, drugą zsuń klejące się resztki masy. Nie polecam formowania pączków rękami, powoduje to zbyt wiele szkód w okolicy blatu roboczego i kuchenki/płyty, które później trzeba posprzątać. Nawet zwilżone olejem dłonie nie są odporne na przywierające kawałki ciasta.

Smaż pączki dwustronnie – po ok. 1 minucie przewróć na drugą i dokończ smażenie przez kolejną minutę. Czas ten może być dłuższy, jeśli będziecie mieć za zimny olej lub/i bardzo duże porcje masy.

Usmażone wyjmij na półmisek wyłożony potrójnie ręcznikami papierowymi, który wchłonie całkiem spory nadmiar tłuszczu.

Lucy Mayday Art

*2-4 rozkrojone laski wanilii włóż do butelki z 250 ml alkoholu (u mnie rum), szczelnie zakręć i odstaw na dwa tygodnie co kilka dni wzruszając.