okruchy

okruchy
 Snuję się od kilku dni po blogowisku, kręcę głową, hoduję muchy w nosie. Z jednej strony widać jeszcze letni brak weny i życie spędzane gdzieś indziej, z drugiej zbliżającą się mentalną jesień. Za wcześnie jeszcze na marudzenie, nie chcę przejmować złych emocji, bo ludzie źli, a tydzień zaczyna się od poniedziałku. Masz szklankę do połowy pustą? Przelej do mniejszej. Są tacy, którzy nie mają lekko, ale nie pędzą co rano, żeby obwieścić swoje smuteczki całemu światu i wcale nie muszą gryźć się z twoim gigantycznym problemem startego fleka w bucie. Nie, nie piszę o sobie, ale o tych, którzy na co dzień zmagają się z czymś więcej niż przez pomyłkę wyłączony budzik, wkurzony szef i upierdliwe dziecko. Wiem, że trudno ich dostrzec, ponieważ nie emanują wiecznie negatywną energią. Dlaczego więc ty, który masz dwie ręce, dwie nogi, sprawne zmysły i umysł jeszcze bystry wolisz usiąść i biadolić?
Bo lato było zbyt upalne, a teraz noce zbyt chłodne na grilla w ogrodzie.
Bo pieniądze się rozeszły w wakacje, a za chwilę szkoła i pierdyliard wydatków.
Bo sterta prania czeka na wyprasowanie.
Bo akumulator padł.
Bo kanar w autobusie nie miał litości.

Ręce opadają….

Może wy, wieczni malkontenci, powinniście się bardziej socjalizować? Kręcenie się wokół własnej osi, jak widać, nie poszerza horyzontów. Nie ma, że brak czasu, że za dużo wysiłku.
Wiele razy już tutaj padło, że nie lubię ludzi. Jak mieć do nich ciepłe uczucia, kiedy odbierają ci energię?! To nie tak, że jestem anty, wręcz przeciwnie. Zimną suką bywam dla gawiedzi, która nie zasługuje na więcej. O, tak, piszę to wprost i z wyrachowaniem. Selekcjonuję, choć wcale się przy tym dobrze nie bawię. Robię to dla zachowania wewnętrznej równowagi.
Miałam napisać o czymś zupełnie innym, lecz zainspirowałam się rozmową z koleżanką, a właściwie jej opowieścią o życiu. Nie zawsze wszystko jest takie, na jakie wygląda, najczęściej przeciwnie, nietrudno dokopać się do drugiego dna. Znajome powiedziały o niej: fajna, ale lekko usztywniona. A ona jest piękna, idealna w swoim dopracowanym, lecz nienachalnym entourage, a przez to oraz poprzez swoje prywatne stresy nie zawsze wystarczająco wyluzowana – roześmiana, rozplotkowana. Ludziom wydaje się, że spotkania towarzyskie zobowiązują wszystkich do jednorodnego zachowania. Szkoda, że nie doceniają tego, że ktoś do ludzi chce wyjść, na chwilę zapomnieć o codzienności, porozmawiać o innych lub choćby o nowej kolekcji w Zarze. Krok po kroku, byleby wyjść do ludzi, to już coś.
Są kobiety, które nigdy nie mają na nic czasu, ale też takie, które czekają. Na zaproszenie. Zorganizowanie. Podetknięcie pod zadarty nosek. Inne tylko  z mężem, na tygodniu wyłącznie z dziećmi, nawet na kawę nie wyciągniesz. I dobrze, nie ma się co starać. Ale. Nie tak prędko. Są bowiem dziewczyny, które dotąd nie trafiły na koleżanki inne, niż przypadki powyżej. Nauczone, że dziwny jest ten świat, nie mają odmiennej perspektywy. Chyba większość z nas była na pewnym etapie życia w podobnej sytuacji. Wówczas warto popracować nad wzajemną relacją, wymyślić kontekst, w którym obie strony będą czuły się komfortowo.
Ja chyba nie powinnam narzekać. Przeciwnie. Nie wystarcza mi czasu na wino dla wina, kawy dla kawy, plotek dla plotek. A do tego mam potrzebę nieco większej finezji. Wygłupów. Sylwestra w sierpniu, jak w lipcu u Lejdis. Spania w śpiworach na tarasie i dyskusjach przy księżycu. Palenia papierosów mimo solennej obietnicy rzucenia. I takie tam.
Bo z dziewczynami nigdy nie wie się.
Jaki w tym trud, żeby się spotkać? Chyba tylko chcieć.
Ostatnio urządziłam swap odzieżowy, przy kilku butelkach wina rozeszło mi się pół garderoby, a uchachane michy wyszły obładowane siatami ubrań. Za chwilę planuję wspólne pieczenie tart oraz kosmetyczny wieczór. Trzeba coś robić, żeby później mieć ochotę wyłącznie na wygrzewanie się przy kominku.
Żałuję, że zamiera tradycja spędzania czasu w większym gronie kobiet. Teraz nawet do toalety w klubie nie chodzi się parami, jak za szczenięcych czasów, a koła gospodyń opiewają drwiną i kpiną. Nie ma się co śmiać, jacy ludzie, taka kultura, a każdemu według jego upodobań. Szkoda tylko, że te upodobania ograniczają się do obejrzenia serialu, kiedy dzieci już zasną.