“nie ma nic szlachetnego w górowaniu nad innymi”*

“nie ma nic szlachetnego w górowaniu nad innymi”*

Grupa ludzi, uśmiechy, wzajemna wymiana serdeczności. Przytulamy się, poklepujemy po plecach, policzki karminowe od pocałunków na powitanie. Przy okazji zjazdu rodzinnego nikt się nie usztywnia na dotyk, to część stałego paradygmatu scenariusza napisanego przez pokolenia. Musi mieć należyty początek, później przyjdzie czas na kulminację – pierwszą, drugą, trzecią, następnie zapętlenie, rozwiązanie i epilog, którego treść zaczynacie właśnie czytać.

Nic się nie zmieniło na przestrzeni wieków, choć jednocześnie zmieniło się bardzo wiele. Scenariusze ewoluują wraz z warunkami życia, lecz jedno jest constans – nie należy się wyłamywać z obowiązującego kanonu zachowań. Rączka – rączka, buzi – buzi, wspaniale was widzieć. I tylko nieliczni widzą, że te prawa nie przysługują wszystkim. Nie masz nazwiska, nie dostałeś się do rodziny przez aklamację, ktoś podjął decyzję nie pytając o pozwolenie. Merytorycznie twoje pytanie nic by nie zmieniło, przeniknięcie do hermetycznie zamkniętej przestrzeni jest niemożliwe, ale gniew grupy dzierżącej dotąd władzę ustawodawczą byłby mniejszy i jego konsekwencje krótsze. A tak wzrok zawsze cię omiecie, zamiast się zatrzymać, możesz stać się adresatem wytyków, pouczeń i narzekania, ale nigdy partnerem do rozmowy. Będziesz próbował kupić sobie tytuł szlachecki, zdobędziesz pieniądze i sławę, ale uznania nigdy.

Oczekiwania wobec ciebie będą niezmienne, choć z założenia niemożliwe do spełnienia. I choćbyś brał na siebie odpowiedzialność za całe zło tego świata, upadał pod jego ciężarem na kolana, a później, choć z mozołem, to jednak triumfalnie się z nich podnosił, nie licz na lepsze miejsce przy stole. Nagród nie wręczamy, ponieważ podium jest w renowacji.

Naucz się definicji słowa: wykluczenie. Nie masz wpływu na działanie grupy, w żadnej minucie nie zdobędziesz kontroli nad swoją w niej rolą. Error. Twój dostęp został dożywotnio ograniczony. Dopóki nie zdasz sobie sprawy z tego, że jesteś poza tajemniczym kręgiem, dopóty sam siebie będziesz wiódł ku unicestwieniu. Jeśli raz dasz się upokorzyć, zrobią to znów i jeszcze raz, i kolejny, aż osiądą w przekonaniu, że to ich prawo, a twoja kara za próbę włączenia się do klu-klux-klanu samonagradzających się członków. Nie licz na to, że twoje wysiłki i działania stworzą z nich Samarytan jeden po drugim. Jest ich zbyt wielu i zbyt długo wzajemnie utwierdzają się w swojej wyjątkowości.

Zapamiętaj: nikt nie jest stworzony do znoszenia upokorzeń. Żaden człowiek nie musi stawiać wyuczonych zasad ponad własne dobro, kiedy siedząc w okopach doświadcza ataku z powietrza. Jesteś łatwym celem, ale to nie znaczy, że masz się poddać. Jeden trafiony strzał pozbawi cię kłopotu, nie obawiaj się, że kogoś przy tym zranisz, bo nie ty zacząłeś. To nie obrona przez atak, to konieczność. Kapitulując unicestwisz samego siebie, a podejmując walkę możesz wygrać szacunek. Nigdy nie będziesz mógł powiedzieć, że jest on bezwarunkowy, ale nie o nomenklaturę chodzi, tylko o twoje życie. Nauczono cię uników i ucieczki, ale kto powiedział, że zrobiono to w trosce o twoje dobro? A jeśli nawet, to czy dawne prawdy pasują do twojej aktualnej sytuacji?

Kiedy nikt cię nie szanuje, nie wiesz, jak wzbudzić szacunek do samego sobie inaczej niż zwyczajowo – poprzez pogardę okazywaną innym. Nie idź tą drogą. To jest tak jak z gniewem, podobno nie przysługuje każdemu. Kiedy wejdziesz w rolę, którą napisał scenarzysta, twój gniew zawsze pozostanie wówczas niemy, aż w końcu zamieni się w bezsilność. Dokonaj wyboru pomiędzy własnym życiem, a centralnie sterowanym planem, którego zawsze będziesz źle naoliwionym mechanizmem. Nie musisz porzucać ludzi, których kochasz, żeby odnaleźć szacunek dla samego siebie. Wystarczy zrozumieć, gdzie leżą granice.

Lucy Mayday

Gdybyście nie byli pewni, skąd pomysł na ten tekst, odpowiadam: jak zwykle z serca. Nic nowego, ale musiał przecież powstać w oparciu o coś konkretnego. Napatrzyłam się, jak się żyje w innych rodzinach, jak się żyje w mojej i w związku z nadchodzącymi wyborami samorządowymi zaczynam odczuwać przerażenie. Skoro na tak małej przestrzeni jaką jest rodzina potrafimy dać się zapędzić w kozi róg i wcisnąć w za małe portki, jaki zgotujemy sobie los wybierając na oślep? Lokalne władze mają równie wielki wpływ na życie jednostki, co władze na szczeblu rządowym. I to z lokalsów później wyłaniają się decydenci.

Stawia się na tych, którzy mogą potencjalnie załatwić podwyżkę, lepszą pracę, miejsce w żłobku. I co dalej? Nie chodzi o to, żeby martwić się o czubek własnego nosa, ale o społeczność, przyszłość ogółu, w tym naszą, naszych dzieci, naszych rodziców i dziadków. Jeśli ktoś traktuje kobiety jak śmieci i nie wstydzi się wygłaszać owych opinii na forum publicznym, nie zrobi nigdy nic dobrego dla waszych córek, wnuczek, partnerek. Jeśli w programie wyborczym dba o interesy wyższych grup społecznych, nigdy nawet nie spojrzy w stronę maluczkich. Zawsze gdy daje jednym, musi zabrać innym, ponieważ nie ma worka bez dna, z którego będzie w nieskończoność czerpał. Jeśli w debacie publicznej lży oponenta i stosuje czarny PR, nie będzie skłonny do dyskusji, nie rozumie wobec tego demokracji, dąży do pełnej władzy, więc nie licz na wyrozumiałość. Jeśli jego kampania wyborcza opiera się wyłącznie na wytykaniu innym błędów, a brakuje w niej postulatów na przyszłość i realnej wizji ich spełnienia, jak wyobrażacie sobie jego przyszłe rządy?

Poddajemy się schematom i wpływom, stajemy krótkowzroczni brnąc przez ubłocone życiowe drogi. Każdy by chciał przestać brodzić w mule i przesiąść się do luksusowego auta sunącego nieopodal, ale nie sztuką jest wedrzeć się do niego podstępem. Należy mieć plan, jak do niego wsiąść z godnością i nie pozwolić byle komu się z niego wyrzucić. Jak przetrwać ostrą jazdę w niebezpiecznych warunkach, żeby nie wypaść z drogi.

 

Nie mamy wpływu na początek naszego życiowego scenariusza, kulminacje również nie zawsze są od nas zależne, ale kierunek, jaki temu życiu nadajemy określa, czy zapętlenie sprawi, że na koniec to wszystko okaże się być komedią, dramatem, czy zwykłą obyczajówką.

 

*Ernest Hemingway