new in

new in

Wkroczyłam w Nowy Rok tak, jak sobie to wymyśliłam – bez obciążenia, myśli z tyłu głowy, nieokreślonej obawy. Nie wpasowałam się w masowe oczekiwania, but who cares. Butla szampana, koronki i miękkie światło lampek choinkowych są lepsze od jakiejkolwiek imprezy sylwestrowej. Do tego lekka książka o życiu i da się przetrwać dwanaście godzin noworocznej tyrki, wszak nie można mieć wszystkiego.

Można?

Ależ owszem, tylko trzeba umieć nazwać swoje potrzeby. A później zastanowić się, czy koniecznie idziemy wytyczonym wcześniej torem, czy może pozwolimy życiu płynąć, dopuścimy ingerencję zewnętrzną, damy sobie szansę na doświadczanie życia spoza planu. To nie jest tak, że w życiu nie ma przypadków, że wszystko je po coś.

Przeciwnie.

Inaczej żylibyśmy pod dyktando innych, jednego wyższego celu, potrzeb określanych masowo, nigdy indywidualnie.

Happy New Year

Happy New Year

Happy New Year

Dostałam wczoraj około setki życzeń urodzinowych za pośrednictwem społecznościówki. Po dwóch pierwszych jeszcze nie załapałam, że to nie życzenia noworoczne, tylko wycieczki personalne. Oświecił mnie kolega, z którym żegnałam się w pracy noworocznym orędziem i który niedługo po wyjściu wysłał mi jubileuszowy sms. Trochę pośpiesznie usunęłam z tablicy wpisy urodzinowe, niedługo potem dodając post informujący o tym, że fejsbunio kłamie. Wyobrażacie sobie, jak głupio czułam się widząc napływające przez cały dzień kolejne życzenia?

Nie mam urodzin 1 stycznia, to data, którą ustawiłam naprędce zakładając konto fb. Chociaż… chyba na początku widniała tam prawdziwa informacja, lecz po pierwszych życzeniach byłam wystarczająco mocno zakłopotana sytuacją i wycofałam się z imprezy. Wydawało mi się, że pierwszy-pierwszy-któryśtam będzie jawnym dowodem na to, że kpię sobie nieco ze społecznościowych powinności, tym bardziej, że według portalu jestem jeszcze niepełnoletnia. Jak widać ludzie nie czytają tego, co piszą konkretne osoby, być może fejsbuk nie wyświetla wszystkich wpisów robiąc miejsce na reklamy określane za pomocą ciasteczek i pojedyncze posty giną wśród miliona zalajkowanych stron, fajnpejdży. Mniejsza o większość. Te życzenia, z jednej strony miłe, z drugiej mocno krępujące nie tylko z powodu błędu przekazu, skłoniły mnie do wyartukułowania czegoś, o czym zawsze wiedziałam, ale nie chciałam tworzyć z tego zagadnienia.

O ile przyjemnie jest przeczytać, że osoby, z którymi nie masz obecnie żadnego kontaktu poza wirtualnym, życzą ci dobrze, o tyle mina kwaśnieje widząc posty urodzinowe od tych, którzy wielokrotnie słyszeli, że obchodzisz je w innym terminie. Ale w sumie i tak się przecież niczego dobrego po tych osobach nie spodziewałeś, więc luz. Reflekszyn dotyczy czego innego.

Być może należysz do grupy osób, które lubią stać na świeczniku i nie zrozumiesz mojego toku rozumowania, ale przynajmniej spróbuj. Mogłam zostawić prawdziwą datę i co rok cieszyć się, że mam tyle wpisów na tablicy. Mogłam robić ranking, porównywać się z innymi, sprawdzać obowiązkowość i przychylność znajomych, których jeszcze nie usunęłam z fb. (Tak, tak, wyrzuciłam już kilka, może nawet kilkanaście sztuk, które albo szukały powodu do plotek, albo ich wirtualne wypowiedzi były przeze mnie nieakceptowalne.) Brzmi nieciekawie? Drwiąco? Za mało wazeliny w wazelinie?

A widzisz! I tu cię mam. To tylko nazewnictwo, konstrukcja zdania, problem ze znalezieniem synonimów. Prawdziwy wydźwięk jest gdzieś indziej, na pewno nie na fejsie. Przyzwyczailiśmy się do pisania landrynkowych bzdetów, spijania sobie z dziubków literka po literce częstokroć zasłaniając się unikaniem hejtu. Taka nasz mała, codzienna hipokryzja, która na stałe już wpisała się w wirtualne kontakty międzyludzkie. Ot, paradoks, bo kontakt zdalny wyklucza kontakt blikości, umownie nazwany międzyludzkim.

Zrozummy się dobrze, luźne znajomości, podtrzymywane przez portale społecznościowe w takiej czy innej formie nie są niczym złym. Ba, często pomagają w wymianie informacji mimo, że w prywatnym życiu ciężko jest o coś poprosić, zapytać, dowiedzieć się. I ja naprawdę jestem wdzięczna za każde dobre słowo od każdego z moich wirtualnych znajomych (poza kilkoma znamiennymi wyjątkami), niemniej jednak nie bez powodu zmieniłam datę na mocno karykaturalną unikając prawdziwej podpowiedzi. Nie chodziło mi o poszanowanie swojej prywatności w znaczeniu, które krąży jako hasło przewodnie wszystkich nieinternetowych, bywa że zupełnie niekontaktowych ludzi (choć jedno nie wyklucza, ani nie wiąże drugiego). Próbowałam w ten sposób uniknąć tych pojedynczych zgrzytów, kilku nieszczerych słów cieknących jadem, które w zalewie podobnych sobie życzeń nie zawsze można na pierwszy rzut oka odróżnić, ale to się czuje i wie. Wolałam narazić się na konieczność tłumaczenia, że to nie mój dzień i fejkowa data, zamiast gryźć się ludzką dwulicowością w dniu swoich urodzin, który z założenia ma być wyjątkowy na tarcie łez za to, że nie robimy się młodsi.

Potraktujmy to jako życzenia noworoczne i słowo na 2017. Mniej pokrętności i faryzeizmu, więcej głębokich relacji to you all. Dajcie sobie szansę na lepszą jakość.

Happy New Year.

Happy New Year

Happy New Year

Happy New Year