nam strzelać nie kazano

nam strzelać nie kazano

Byłam w szóstej klasie podstawówki, kiedy rodzice pierwszy raz niefrasobliwie zabrali nas w góry. Eksplorowaliśmy wszystkie tatrzańskie szlaki z wyłączeniem czarnych, które oznaczały najwyższy stopień trudności. Dość rozsądni byli ci moi starzy – młodzi wówczas jeszcze, ale nie do końca świadomi, ile nas będzie kosztowało maszerowanie od rana do wieczora niekończącymi się szlakami. Jeden przechodził w drugi, drugi w kolejny i następny. Byliśmy urzeczeni widokami i możliwościami, oszołomieni siłą przyrody i przychylnością meteo. Byliśmy dzielni, my – dzieci – ja i mój młodszy brat, teraz to widzę. Zamknięci we własnym świecie nowych doznań chłonęliśmy wszystko bez marudzenia.

Pamiętam, że tylko raz zrejterowałam. Nie ze strachu. Wycofałam się z planu, który tworzył się na bieżąco, więc uaktualniłam go po swojemu. Po południu znaleźliśmy się w miejscu, z którego można było odbić na Giewont. Wymaszerowaliśmy z lasu na powierzchnię i choć ta odmiana bardzo mi się spodobała, ku zaskoczeniu rodziny i samej siebie zrezygnowałam z podejścia ostatnich kilkudziesięciu metrów pod krzyż Giewontu. Był to pierwszy, zapamiętany przeze mnie moment, kiedy z własnej woli odmówiłam dotarcia na szczyt, który miałam na wyciągnięcie ręki. Zniechęciła mnie mała ilość miejsca na górze, tłum ludzi, nieatrakcyjność tej przestrzeni, która nijak się miała do tego, co zobaczyłam wcześniej. Być może rozciągający się stamtąd widok przyprawiłby mnie o drżenie serca, ale wystarczył mi ten, który posiadałam nieco niżej.

Lucy Mayday Art

Przez następnych kilkanaście lat moje wyobrażenie o życiu było zupełnie inne. Parłam, pragnęłam więcej, spalałam się na tym, ile rzeczy mogłabym zrobić, a jednak nie tak łatwo osiągalnych i często okazji ku temu brakujących. Oraz mocy przerobowych. Czasy nie były sprzyjające, ale minęły, a ja nadal zżymałam się o więcej, bo moje możliwości znacznie wykraczały poza potrzeby otoczenia. Na każdym etapie życia znalazła się sfera, w której widziałam potencjał, byłam gotowa oddać jej to, co we mnie najlepsze.

Lucy Mayday Art

I oddałam. Bez wzajemności jednak. Przygniotła mnie małomiasteczkowość, ludzka małostkowość i mój brak odwagi, żeby podążać tam, gdzie nie będę żyła wieczną tęsknotą za możliwością samorealizacji. Wiele czynników miało na to wpływ, lecz nie o nich chcę napisać, lecz o tym, co tu i teraz. Dopiero po piętnastu latach od okołogiewontowej historii drugi raz poczułam, że nie chcę. Ogólnospołeczne, a w zasadzie globalne przekonanie o tym, że człowiek powinien dążyć do jednego słusznego celu, nie jest moją życiową wykładnią. Nie mówi się o tym głośno, ale to jest jakby stan odwrotny do zjawiska rozproszonej odpowiedzialności. Na pewno jest w psychologii na to specjalny termin, niemniej nie posiadłam owej wiedzy. Wiem tylko, że ludzie wepchnięci w kierat powtarzalności przestają myśleć o sensie codziennej rutyny,  bezrefleksyjnie wykonują to samo, co inni. Pracują, zarabiają, kupują, wydają. Niczym się od nich do niedawna nie różniłam. Wydawało mi się, że rozumuję inaczej, choć regularnie dawałam się nabrać na promocje, szybkie i krótkotrwałe przyjemności, zaspokajałam nie te potrzeby, które miałyby szansę realnie wpłynąć na wzrost komfortu życia. Nic odkrywczego, prawda? Poza jednym aspektem, o którym później.

Lucy Mayday Art

Jesteśmy wypadkową wszystkiego, czego w przeszłości doświadczyliśmy, jednak nigdy nie będziemy jednakowi nawet przy założeniu, że nasze życie zasadniczo przebiegło identycznie. Decyzje podejmujemy również w oparciu o zdobytą wiedzę poruszając się po świecie, słuchając innych, obserwując, nakładając kalkę cudzego życia na swoje, żeby zauważyć między nimi różnice, a później nawiązując relację z drugim człowiekiem, z której dowiadujemy się, w jaki sposób znalazł się w tak odmiennym od naszego momencie i stanie. Nie musimy być wiecznymi entuzjastami owych sprzeczności, nie wszystko należy radośnie akceptować. Przeciwnie, mądrze jest wątpić i dociekać, poszukiwać i odnosić się do różnorakich przeżyć, żeby z czasem dokładnie określić, dokąd pragniemy zmierzać i nie podążać ślepo za tłumem. W tłumie stajemy się bezwolni, wahamy się, nie jesteśmy pewni swoich decyzji, jeśli nie znajdujemy potwierdzenia w oczach większości.

Lucy Mayday Art

Ludzie lubią czekać, aż pierwszy ruch wykona ktoś inny często tłumacząc się strachem, chociaż faktycznie czekają na konsekwencje, jakie spotkają pierwszego, który wychyli czubek nosa. Są asekuracyjni do granic, tchórzliwi i niesolidarni. Istnieją również tacy, którzy, w przeciwwadze do pozostałych, niezależnie od poziomu wykształcenia i ilości zdobytych doświadczeń, potrafią prawidłowo ocenić sytuację, zracjonalizować ją i odnaleźć się w niej nie tylko ze względu na własne dobro. Siły nigdy nie są rozłożone równo, ale wystarczy jeden chwast, żeby zepsuć harmonię wypielęgnowanego trawnika. Najczęściej nie mamy wpływu na to, gdzie pojawi się wybroczyna, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby się jej pozbyć. Jednym ruchem ręki, bez nadmiernego wysiłku, bez oczekiwania, że może ktoś inny, bo a nuż w pobliżu pojawi się wściekły pies i nam ją odgryzie. Gdy trawnik rośnie na znajomym terenie, kiedy wspólnie dbamy o jego zrównoważony wzrost, jesteśmy przecież świadomi potencjalnych zagrożeń. Powinniśmy umieć ocenić, czy mają rację bytu, czy nie ma możliwości, żeby się pojawiły. Wystarczy chwilę pomyśleć i nie zasłaniać się własnym tchórzostwem. Chwilę, a nie wieczność w oczekiwaniu na czyjś ruch, bo w tym czasie chwasty się rozplenią i coraz trudniej będzie z nimi walczyć. Ale nawet w sytuacji ich dominacji, powinniśmy mieć solidny kręgosłup. 

Lucy Mayday Art

Skąd ten pesymistyczny tekst dzisiaj? Zdjęcia powinny być podpowiedzią. Wobec pomówień, przekłamań, manipulacji informacjami, układów i nadużyć, jestem skłonna przyznać, że nigdy nic nie osiągnę, a szacunek, który należy mi się chociażby z powodu stania po stronie dobra ogółu, solidarności, sumienności i wiedzy, nigdy na mnie nie spadnie. Opinie kreuje się w oparciu o najbardziej oczywiste i rzucające się w oczy aspekty, później można je zweryfikować. Ludzie, którzy siedzą ze mną w tym samym gównie oraz ci, którzy ledwo się z niego wydostali, przestają czuć smród, jeśli nie dotyczy ich samych. Znamienne, prawda?

Nie widzę powodu, dla którego miałabym bogacić się na cudzej krzywdzie polegającej na tym, że skazałabym kogoś na mój dotychczasowy los. Za dużo chwastów, żeby poradzić sobie z nimi w pojedynkę, co nie znaczy, że muszę im dorównać, żeby zaistnieć. Wstyd mi tylko za to, jak szybko inteligentni potrafią stracić fason. Głupich mi nie żal, oni nie patrzą dalekosiężnie, dochodzą do ściany i nic poza tym nie jest im dane. Wstyd mi za dorosłych obywateli ogarniętych chwilowym egocentryzmem, potrzebą zaistnienia, po których to chwilach nie przychodzi refleksja, dzięki której człowiek pozostaje człowiekiem, a nie wilkiem.

Lucy Mayday Art

Zawsze za wzór stawiałam sobie inteligentniejszych ode mnie, ale nareszcie wiem, że nie sztuką jest mieć wysokie IQ, ale wiedzieć, jak je mądrze wykorzystać. Dzisiaj również nie wspięłabym się na szczyt, na którym trzeba się rozpychać łokciami tylko po to, żeby zobaczyć panoramę. Z innych miejsc też świetnie widać. A zdobywanie wyżyn dla dodania sobie atrakcyjności uważam za śmieszne. Tę energię można przeznaczyć na mnóstwo wartościowych rzeczy, które oferuje świat. Mając na uwadze wyłącznie wymyślony bądź wskazany przez kogoś innego cel traci się to, co dookoła. Na zawsze. Pewnych spraw nie da się nadrobić, ponieważ, jak już wiecie, to, kim będziemy w przyszłości zależy od aktualnych wyborów. Teraźniejszość w końcu stanie się przeszłością.

Lucy Mayday Art

Ten wpis jest prosty (a przyrównanie do chwastów nawet dość prostackie) i chaotyczny, ponieważ trudno pisze się o własnych emocjach będąc w ich epicentrum. Bardzo chciałam mieć go tutaj, żeby po jakimś czasie, gdy napięta sytuacja odsunie się w czasie, móc wrócić do tego, jak się czułam i nie zapominać, nie wybaczać tak łatwo. Nieco mi wstyd za powyższy tekst, ponieważ puszczam w świat coś, z czego niewiele zrozumiecie, a już z pewnością możecie przyjąć nieprawidłowe założenia. Jestem zdania, że nie wolno mówić, jeśli nie jest się pewnym wypowiedzi. Z drugiej strony muszę się jakoś trzymać w ryzach, ponieważ mam tendencję do pobłażliwości i szukania w ludziach pozytywów za wszelką cenę, przez co tracę ogólny pogląd i potrafię wyciągać mylne wnioski, często o wiele zbyt przychylne, w konsekwencji czego dostaję po dupie po raz enty. Jestem rozdarta pomiędzy racjonalnością, a emocjonalnością, które poruszają się zmiennie po amplitudzie mojego życia. Jeszcze przez jakiś czas muszę uczestniczyć w cyrku, od którego odcięłam się mentalnie i światopoglądowo, jednak dopóki go nie opuszczę, będą szarpały mną wieczne rozterki, wątpliwości i sprzeczności.

W świetle dzisiejszej setnej rocznicy odzyskania przez Polaków niepodległości głośno mówię, że nie godzę się na taką Polskę.