melting

melting
 Zapomniałam o blogu. Tak jakby. Robiłam kilka podejść do napisania paru zdań, nie wyszło, zapomniałam więc, żeby się nie drażnić sama ze sobą. Najgorsze są utarczki, kiedy ma się przeciwnika równego sobie, bo nigdy się nie kończą. Zresztą ostatnie tygodnie obfitują w mocno kontrowersyjne tematy, obok których ciężko przejść obojętnie, lecz czasem warto zachować się tak, jak TUTAJ.
Gdzieś między 2 a 3 nad ranem przyszło mi do głowy, że zamiast o sprawach trudnych, warto wspomnieć o zwyczajnych – zwyczajnie przyjemnych, na przykład o tym, co mnie rozczula w moich dzieciach. Jak to zwykle bywa, natychmiast skrystalizowały mi się same niepochlebne zachowania małolatów, nie pomagał w tym również fakt, że przez cały czas pomiędzy zakończeniem lekcji, a moim wyjściem do pracy syn drażnił mnie, rozpraszał, męczył i nie dawał spokoju. Przez to też nie udało mi się przywołać ciepłego wizerunku córki, zniknęła mi gdzieś z pola widzenia pośród grymasów i dopiekań młodego.
melting

W pewnym momencie zaczęłam się nawet zastanawiać, czy nie przeszłam na ciemną stronę mocy ignorując ich potrzeby i ich samych, skądś się w końcu bierze ta pustka. Nie trwało to długo, wystarczyło kilkadziesiąt minut w odosobnieniu, żebym strzeliła baranka o ścianę po zwizualizowaniu sobie córki i syna w anielskimi aureolami nad głowami niosących mi wodę różaną i chleb z solą na szczerozłotych tacach. Nie świruj, kobieto. To po prostu nie był TEN moment. W bieżącym rozgardiaszu niełatwo jest się skupić na czymś zasadniczo istotnym.

Teraz, kiedy patrzę na psa, którego ogon rytmicznie podryguje spomiędzy żeberek kaloryfera, bardzo szybko przywołuję wspomnienia.
melting
Widzi szerzej, rozumie więcej.
Pies jest dobrym kompresorem poziomu empatii mojej córki. Nie jest nim jakoś szczególnie zainteresowana, bo Mafiozo ma już swoje lata i nie domaga się wiecznych pieszczot, ale każdy jego ruch jest przez nią śledzony. Zauważy niewidoczną rankę, zruga nas za brudne psie uszy, położy się na nim i podrapie, kiedy wydaje jej się, że jest w kiepskiej formie i trzeba go rozruszać.
Mała ma bardzo dobrze rozwinięte zmysły i nadmierną wrażliwość emocjonalną. Na co dzień bywa to problematyczne, natomiast w domowym zaciszu daje gwarancję normalności, o którą coraz trudniej w relacjach międzyludzkich. Zawodowo i prywatnie bez przerwy potykam się o upadek podstawowego systemu wartości w ludzkich działaniach, dlatego jestem już nawet nie zrezygnowana, ale zobojętniała. I wtedy przychodzi Ona, mówi takie rzeczy i wykonuje takie gesty, że wszystko wraca na swoje miejsce. Mimo nocnych koszmarów z powodu większej percepcji niedoskonałości tego świata, za dnia zauważy, pocieszy, współodczuje nawet wówczas, jeśli twoje dobrze działające mechanizmy obronne neutralizują negatywne odczucia na twojej twarzy.
Kochamciu.
Drepcze boso przez cały dom, choć ma swój pokój w połowie drogi. Idzie żeby tylko dotknąć mnie swoimi mokrymi usteczkami. Słyszę, jak spocone stopu klaszczą o podłogę, pięty koślawo wybijają rytm o klepkę, po czym po chwili zauważam w drzwiach małą główkę. Blond włosy podskakują w milczeniu przemierzając kilkumetrowy odcinek, żeby w akompaniamencie całusa przytulić się do moich. Zawsze pada kocham cię, a nie dobranoc.
 
To mama mnie nauczyła.
Zaczęłam doceniać te słowa, ale najpierw zaczęłam je zwyczajnie zauważać. Wypowiada je za każdym razem, kiedy ktoś ją pochwali. To zasługa mojej mamy, która zwracała małej uwagę na to, że mimo zmęczenia i braku dostatecznej ilości czasu realizuję w jakiejś części jej pragnienia i potrzeby. Niby zwyczajne sformułowanie, ale podkreśla, że relacja rodzicielska to nie taśma, na której końcu stoi dziecko i beznamiętnie odbiera nadany przez matkę towar.
Zza znajomych pleców..
Odmawia uczestnictwa w imprezach urodzinowych kolegów i koleżanek chyba, że jest z kimś szczególnie zżyty. Ignoruje przepychanki w walce o dominację, nie zależy mu na konkretnej roli w grupie. Rozczula mnie ta jego pozorna nieporadność. Przywiązuje się do ludzi i przedmiotów, które mu odpowiadają. Nawet, jeśli ma okazję przebywać z osobami, które w pełni akceptuje, rezygnuje z tej atrakcji na rzecz przebywania z nami, ze mną lub z mężem. Nie potrzebuje wówczas rezerwowanych na od święta atrakcji, nie musi usypiać w naszym łóżku, nie wymaga większego dopieszczenie niż zazwyczaj. Wystarczy mu, że jest tu, gdzie jest, w bezpiecznym miejscu pod ochroną najlepszych skrzydeł.
Zaufanie.
Niektóre dzieci w ogóle nie czują strachu przed nieznanym, moje przeciwnie. Nie ujawnia się on w tych samych obszarach, każde przeżywa go na swój sposób. Mała jest emocjonalna, ale też rozważna. Można jej wytłumaczyć cały proces, naświetlić sytuację w sposób dla niej mniej lub bardziej zrozumiały, a wtedy jej analityczny umysł przyjmie do wiadomości, a serce zaufa. Problem nowości zawsze rozwiązujemy tak samo: Kochanie, czy ja cię kiedykolwiek oszukałam? Jej wzrok nadal wyraża obawę, lecz usta mówią: Nie. Ok. Zróbmy to. I znów te jej oczy, głęboko wierzące w to, że nie zawiodę, tak jak nigdy dotąd nie zawiodłam.
Obsługa codzienna.
Rzucić plecak, ubranie i się zawinąć jak najprędzej. Przywrócenie do porządku skutkuje porzuconą na środku kuchni śniadaniówką i plażującym na sofie ubraniem. A następnego dnia czując pod bluzką zaplątane okruchy z jego wczorajszego deseru stoisz w progu i patrzysz, jak składa w kostkę piżamę.
 melting

Dziecięca relacja.

Zdarza im się zdzielić po łbach, kopnąć w złości w splot słoneczny, zabrać ulubioną zabawkę tylko po to, żeby drugiemu było przykro. Przytulają się do nas i rozdają całusy, ale siebie nazwajem obchodzą szerokim łukiem. Zgrzytasz zębami, włos ci się jeży , aż tu nagłe słyszysz: Kocham cię, Blanka. / Świetnie sobie poradziłeś, Mil. / Zostawiłem dla ciebie żelki, nie zjadłem wszystkich. / Trzeba jeszcze kupić coś dla Mila, bo on nie lubi kolorowanek. Najlepiej karty Lego Ninjago. / Blanka jest najlepsza, wiesz, mamo?! / Mil dzisiaj prawie strzelił dwie bramki, mamo. Dobra robota, Milan.

melting

Wasze dzieci na pewno też mają swoje powtarzalne rytuały, które topią wasze rodzicielskie serca. Zatrzymajcie się czasem nad nimi.