kobieta kompetentna

kobieta kompetentna

Czytałam niedawno artykuł trafiający w punkt. Wszystkie znane mi kobiety, którym go pokazałam przyznały, że tak właśnie z nimi jest, wypisz, wymaluj jak opisuje Anna Dziewit-Meller. A dokładnie? W pułapce kompetencji – czy to wam coś mówi?

Przyznam, że tytuł zasugerował mi coś, czego zupełnie się nie spodziewałam. Nie wiem, czy miał być dwuznaczny, czy to tylko mnie uwikłanie w kompetencje kojarzy się z samczym pędem ku władzy, co jednak zwiastuje identyczny skutek w postaci wycofanej postawy kobiecej. Nie czujemy się dość dobre, wystarczająco wykształcone, odpowiednio wykwalifikowane. Czekamy, aż osiągniemy to wszystko i jeszcze więcej, bo chcemy się spełniać również na polu rodzinnym, wychowawczym i towarzyskim. Jednocześnie.  Często mówimy o sobie: zadaniowe. Wykazujemy się całym wachlarzem umiejętności i kompetencji level hard, kiedy zostajemy zadaniowane przez przełożonego, ale sukces nie wywołuje w nas poczucia siły i wartości, po zakończeniu projektu wycofujemy się do swojego narożnika. Jesteśmy fighterkami na polu niezarobkowym i niezawodowym, bo ewolucja stanowiska i roli kobiety w społeczeństwie nakładała wymagania, ale w żaden sposób nigdy ich nie równoważyła wynagrodzeniem.

Nie mamy ego, żeby walczyć, przede wszystkim nie chcemy przeć taranem do przodu dla samych tylko splendoru i władzy. Historia wyściełana jest przypadkami, które podkreślają, że im ktoś głośniej krzyczy, tym większy ma posłuch i poparcie, a to nie nasza metoda. Damskie działanie ukierunkowane jest na wynik, który traktuje się nierozłącznie z procesem dochodzenia do niego. I tylko szkoda, że w tym samym postępie ewolucyjnym mężczyzna nadal tkwi w jaskini, choć w skórzanym, podgrzewanym fotelu i z pilotem w dłoni. Jemu nie potrzebna jest wiedza, ani pewność, że sobie poradzi. Sięgnie po stanowisko, bo mu się należy nie mniej, niż innemu, a nawet bardziej, bo dlaczego by nie. Uzasadnienie per ja jest po tysiąckroć właściwsze w męskim świecie niż predyspozycje i wiedza. Z pewnością nie jest miło czytać o sobie w negatywnym kontekście i wiem też, że nie mam co szukać zrozumienia w męskich szeregach, bo to zaprzeczyłoby wszystkiemu, co napisałam powyżej, lecz nie oszukujmy się, panowie (i panie), świat kobietą nie stoi.

Reprezentantki drużyny USA w piłce nożnej złożyły pozew do sądu o dyskryminację płciowo-płacową. Jako mistrzynie świata i olimpijskie dostały od związku piłkarskiego sześć baniek do podziału, natomiast drużynie męskiej, której największym sukcesem był awans do jednej ósmej finału na mundialu, skapnęło dwadzieścia milionów. Milusio. Ale można? Można. Nie wiem, co na to polskie sądy pracy i czy ewentualny precedens byłby iskrą zapalną dla rozruchu podobnych spraw dla Polek na różnych płaszczyznach ich działalności. Szczerze? Śmiem wątpić, choć wolałabym, żeby było inaczej. Chciałabym wsparcia ze strony mężów i ojców oraz współwsparcia od kobiet. Chciałabym patrzeć, jak doceniamy się za to, co potrafimy i nie działamy na niskich instynktach: strachu przed ostatecznym zdaniem przełożonego i obawą o porażkę własnej inicjatywy oraz sławetne A nie mówiliśmy?! Chciałabym patrzeć na system, który dopinguje kobiety do zakładania działalności gospodarczych, a nie rozwija socjal oraz dodatki jednocześnie zawyżając składki ZUSowskie. Chciałabym więcej współpracy i dopingowania do działania, mniej rzucania kłód pod nogi i obrabiania tyłków.

Lucy Mayday

Co z wami, kobietki? Co z nami? Gdzie te marzenia i plany z czasów szkolnych i studenckich? Boję się, że zaraz usłyszę: pogrzebane w okruchach codzienności. Bo dzieci, dom, praca, wypalenie, zmęczenie. Sęk w tym, że nie musicie, drogie panie, spełniać wszystkich wyimaginowanych oczekiwań własnych czy otoczenia. Multitasking jest fajny na krótką metę, ale nie da się długo żyć szczęśliwie i w dobrej formie chwytając pięć srok za ogon. Nie wierzycie, spytajcie swoich facetów, a także mężczyzn nie pozostających w konfiguracji rodzinnej, jeśli kłopoczecie się o stronniczość. Wy, kobietki, jesteście zadaniowe w sytuacjach zawodowych, a wasi partnerzy na każdej płaszczyźnie. Wymyśl, zrealizuj i skończ jedno, dopiero później zajmij się czymś innym. Podziel sobie czas i zadania, a nie multiplikuj obowiązki. Pójdź dalej, ucz się od facetów tego, co im najlepiej wychodzi, bo skoro coś dobrze funkcjonuje, dlaczego by tego nie wdrożyć na własnym podwórku?

Nie rezygnuj zawczasu. Nikt nie pyta już na starcie, czy ukończysz projekt na podium, bo to nie wyścigi. Nie musisz być najlepsza i najbardziej doświadczona, żeby ci się udało. Bywa, że wystarczy sam łut szczęścia, ale częściej jednak nakład pracy oraz zaangażowanie i tego się trzymaj.

Nie wycofuj się. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie udawał Greka oraz taki, który będzie się mądrzył, uwypuklał swoje zasługi i próbował zniszczyć innych psychicznie. Nie daj się wkręcić, skup się na swoich pomysłach i własnej roli w przedsięwzięciu. Dlaczego miałabyś się czuć gorsza i mniej wartościowa?

Nie tchórz. Możesz być niepewna, co do własnych przekonań, wiedzy i możliwości, ale nie okazuj tego. Myślisz, że wokół ciebie pracują same alfy i omegi? Otóż nie i wobec tego…

…nie sprzedawaj swoich koncepcji.  Przerwa na lunch, szybka kawa i papieros to nie czas na przedstawianie swoich pomysłów. Wypowiedz je na forum, bo nikt ci głowy nie urwie, jeśli nie trafisz z zajawką, ale wykażesz się zaangażowaniem i pomysłowością, zostaniesz zapamiętana z aktywności, natomiast dobry koncept może przepaść, bo nieznane są ścieżki wydeptywane po kryjomu w kierunku gabinetów szefostwa.

Bądź sobą. Nie ma nic gorszego, niż powiedzieć człowiekowi, że bycie sobą jest nadrzędne nad każdą inną postawą, bo nie wszyscy są cool/jazzy/trendy i nie zawsze reprezentują stanowisko adekwatne do sytuacji, ale lepiej postawić na naturalność niż udawać kogoś, kim się nie jest. Być może nawet uda ci się wmówić wszystkim dookoła, że jesteś rekinem biznesu, ale jak to poprzesz argumentami w dłuższym okresie? Nie warto z siebie robić błazna. No i jak trafna jest twoja ocena, że takie właśnie podejście do tematu jest w danej chwili właściwe? Skoro się miotasz i przychodzą ci pomysły na granie nie do końca fair…

Nie brataj się z inną zakompleksioną duszą. Szanuj się jako jednostkę. Nie przyjęto cię do pracy w parze z drugim, obcym człowiekiem, a to, że łączy was taka sama niepewność nie sprawi, iż wejdziecie w środowisko zawodowe z przytupem. Przeciwnie. Już zawsze będziecie wycofywały się na bezpieczne pozycje, konsultowały swoje propozycje zmian i ograniczały się do dwuosobowej oceny. Nie będzie tu miejsca na świeżość i wzajemne napędzanie się. A nie daj Bóg zaczniecie namiętnie krytykować każdy krok innych osób w firmie. To na pewno nie przysporzy wam poklasku i chęci współdziałania w grupie.

Nie szukaj przyjaciół od serca. Nie musisz lubić swoich współpracowników, choć wiadomo, że milej byłoby, gdyby okazali się być interesujący i zdrowo zdystansowani. Zostałaś wybrana na piastowane stanowisko nie z uwagi na wrodzony dar kumoterstwa i tworzenia rodzinnej atmosfery, lecz za sugerowane w cv predyspozycje. Niestety, liczenie na to, że w środowisku zawodowym będziesz się czuła jak w gronie przyjaciół jest najgorszym z możliwych założeniem. Albo rozczarujesz się, zaczniesz przeżywać i przez to będziesz mniej wydajna oraz skoncentrowana na pracy samej w sobie, albo zamienisz firmowy pokój w bawialnię i czytelnię scenopisu serialu Klan. Jeśli już musisz zwierzać się z życia osobistego, rób to w tzw. międzyczasie, dla urozmaicenia relacji i krótkotrwałego relaksu, a nie odwrotnie.

Wyważ potrzeby i możliwości, zbagatelizuj naciski. Praca to TYLKO praca i AŻ praca. W kontekście potrzeby zarobkowania jest niezwykle ważna, ale nie może istotnie wpływać na twoje życie. Dasz się wkręcić z nadgodziny i służbowe wyjazdy, twoja sprawa, pomyśl jednak, zanim zgodzisz się na to po raz kolejny, następny i jeszcze jeden. W pewnym momencie twoja zgoda wpisze się w pewien schemat i możesz mieć trudności z jego odkręceniem. Do tego potrzeba naprawdę sporo dyplomacji, lecz nie rozpaczy i nerwówki, w którą nadmiar obowiązków zapewne cię wtrąci. Szef zamiast wysłuchać argumentów zobaczy rozedrganą i rozhisteryzowaną osobę i na tej postawie w ciągu kilkunastu sekund nastawi się do ciebie. Doprawdy, trudno to będzie odkręcić, a niech jeszcze serdeczni współpracownicy wyhaczą okazję i przysłużą ci się zgrabnym przytakiwaniem przełożonemu…

Bądź racjonalna. Częste przymykanie oczu na drobne przewinienia może być tak samo niebezpieczne, jak nadmierna zasadniczość niezależnie od stanowiska, jakie piastujemy. Oddziel pozycję od człowieczeństwa, bałwochwalcze zgadzanie się z każdą decyzją przełożonego od wyzysku, luz od śmieszności. Na wszystko jest jakieś wytłumaczenie, trzeba do każdej sytuacji podejść indywidualnie. To naprawdę niewiele, a dużo zmienia.

Lucy Mayday