karma

karma

to będzie moja surowa, pisemna psychodrama. uprzedzam na wstępie, żeby niezainteresowanych nie trzymać w napięciu na rozwój akcji.

zadałam ludziom pytanie o karmę – czy do nas wraca? zdania były podzielone i pierwsza moja myśl wiązała się z naturą człowieka. łatwo ocenić ten aspekt pod kątem optymistycznego bądź pesymistycznego usposobienia, ale czy na pewno odpowiednio? na ile nasze podejście do życia jest uwarunkowane przypadkiem, genetyką oraz ciężką pracą osób z najbliższego otoczenia, które troszczy się o stworzenie najkorzystniejszego dla rozwoju człowieka środowiska?

moi rozmówcy podzielili się na grupy: 1) zawsze wraca, 2) nie, ponieważ są osoby, które ślizgają się przez całe życie, 3) wraca energia, którą sami puszczamy w świat.

moje stanowisko w tej sprawie jest mocno określone i myślę, że trudno byłoby znaleźć argumenty, które w mojej ocenie by je podważyły. nie jesteśmy samotnymi wyspami, które dryfują swobodnie i niezależnie od innych istnień. wchodzimy w interakcje, zależności zarówno symbiotyczne, jak i pasożytnicze. to, w jakiej sytuacji się znajdujemy jest wypadkową naszego wychowania, charakteru, stopnia rozwoju i wsparcia otoczenia. wsparcia lub poparcia, te dwa określenia nacechowane są bowiem skrajnie odmiennie.

czasami życie prowadzi do miejsca, w którym musisz wybrać, czy pozostać sobą, czy wejść w istniejącą już konwencję po to, żeby przetrwać. bywa, że twoja świadomość i inteligencja są tylko świadomością i inteligencją, nie niosą za sobą żadnego potencjału. zdolność przewidywania reakcji innych osób staje się twoim przekleństwem, ponieważ wiesz, do czego to może doprowadzić i żyjesz w ciągłym napięciu, w oczekiwaniu na skok. w kontakcie z toksycznym człowiekiem w każdej minucie musisz być czujny, a i tak nie masz szans w bezpośrednim starciu. wiesz, jakich argumentów użyje, w jaki sposób zmanipuluje twoje wypowiedzi i odwróci sytuację, ale ty przecież nie umiesz w podchody, nie żyjesz cudzym życiem, nie notujesz każdego jego ruchu. jesteś już fizycznie i psychicznie wyczerpany tą wiedzą i nie potrafisz krzyczeć tak głośno, jak oponent.

z pewnością przegrasz w bitwie, ale to, jak potoczy się wojna zależy, niestety, nie tylko od was dwojga. nawet, gdy jesteś w oczywisty sposób pokrzywdzony, zaszczuty, zgnębiony, ale do tej pory myśl o tym nie zaświtała ci w głowie, bo odporność na stres jeszcze nie dojechała do granicy, nie ma szans, żeby ktoś udzielił ci pomocy. szczególnie, jeśli dawałeś znaki, prosiłeś o interwencję tak po prostu, widząc źle funkcjonujące relacje, ale jednocześnie udawało ci się trzymać fason. z pełnym przekonaniem piszę teraz, że to nie jest dobry sposób na życie bez zmartwień. wysyłasz sprzeczne sygnały. to, że raz na jakiś czas stracisz nad sobą panowanie i opadnie z twarzy maska, nie jest żadnym wyznacznikiem tego, że realnie potrzebujesz pomocy. ludzie nie lubią babrać się w cudzych problemach. nawet ci, którzy powinni. sęk w tym, że ci właśnie, którzy w obowiązku mają zapewnić ci wsparcie, już dawno wybrali poparcie. dla sytuacji zastanej, korzystnej, bo nie wymagającej zaangażowania.

to, że masz wiedzę, wrażliwość na świat, empatię i sprzeciw wobec nierówności nic nie znaczy, jeśli trafisz do miejsca, w którym promocja człowieka opiera się na tym, kto dosadniej wyraża swoje poglądy. jest tym trudniej, jeśli pragniesz zachować swoje wartości i nie zmienić się w bezpardonowego cwaniaka bez szacunku dla ludzi, zasad współżycia społecznego, odmiennych poglądów. do sfery zawodowej przenika już nie tylko osobowość, choć przecież ona nie powinna przeszkadzać w wykonywaniu obowiązków, jeśli jesteś skuteczny w tym, co robisz. słabą stroną zawsze są ludzie. możesz stawać na rzęsach, wypróbowywać różne nieinwazyjne metody współdziałania, wyrywać czas z prywatnego życia, kraść go rodzinie po to, żeby odnaleźć najlepszy sposób rozwiązania konfliktu, ale w końcu się poddasz. zacznie brakować ci tchu, nie będziesz w stanie logicznie myśleć, odpierać ataków. w sytuacji mocno kryzysowej możesz już mieć tak wypaczone poczucie rzeczywistości i własnej wartości, że nie jesteś w stanie zdystansować się i trzeźwo ocenić sytuację. bierzesz winę na siebie mimo, że w głowie wciąż zapala się lampka awaryjna, bo przecież to niesprawiedliwe. dlaczego miałbyś nosić ciężar czyichś kompleksów i braku zahamowań w torowaniu sobie wygodnej ścieżki? ale nie masz narzędzi, żeby to zmienić.

w konsekwencji długofalowych, wielokrotnych niepowodzeń dochodzisz do ściany prosząc o pomoc w rozwiązaniu trudnej sytuacji. to nie jest jednorazowy wybryk i dziecinada, którą stworzyłeś dla zabawy albo chęci zaistnienia, jak myślą ci, do których zwróciłeś się o wsparcie. twój problem okazuje się dla nich problemem. ty jesteś problemem. bo przecież mogłaś to inaczej załatwić. po męsku. krótko, szybko i sprawnie. wierzysz w to, że jesteś zerem.

i wtedy pojawia się ktoś doświadczony, kto mówi ci, czym jest przemoc psychiczna. doskonale znasz jej definicję, pośrednio masz z nią do czynienia, ale nigdy w kontekście własnej osoby. nie wiesz, czy ten człowiek ma szansę cię realnie wesprzeć, ale to, że poświęca swój czas i energię otwiera ci w głowie kilka zapadek, przez które wylewa się potok zatrzymanych dotąd myśli. bądź wdzięczny i udaj się do specjalisty, jeśli ci tak doradzi. to, że nie potrafimy wyznaczać granic często nie wynika z braku woli, w większości przypadków jest konsekwencją bezsilności, która z kolei bierze się z położenia. są ludzie uprzywilejowani i ci, którzy przez całe swoje życie będą borykali się z ich stanowiskiem, że wszystko im się należy. będzie ich drażnić to, że nie jesteś sfrustrowany długotrwałą dyskryminacją, że mimo upokorzeń i skumulowanego napięcia starasz się prowadzić normalne, radosne życie, bo tylko to jest warte wspomnień, gdy będziesz się żegnał z doczesnością.

karma nie wróci do dobrego człowieka, jeśli znajduje się on w sytuacji patowej, wśród niesprzyjających osób i kłód rzucanych pod nogi. karma nie wróci też do wartościowego człowieka, zlęknionego w wyniku życiowych wydarzeń. wreszcie karma nie wróci do cudownej osoby, która nie ma w pobliżu kogoś, kto zauważy jej powolne wycofywanie się, zapadanie w sobie, stłamszonej i tracącej poczucie wartości i godności. świat to nie komedia romantyczna. karma nie wróci też do oprawcy, jeśli otoczenie wspiera albo choćby ignoruje jego działania. do agresora, z którym się nie walczy. do psychopaty, który żywi się cudzym nieszczęściem. karma nie ma wymiernej definicji.

musisz mieć czas i warunki do znalezienia dystansu i wyciszenie emocji. musisz mieć kogoś, kto potwierdzi, że mimo pozornego obrazu sytuacja nie jest przegrana tylko dlatego, że ty od dłuższego czasu czujesz się przegrany. musisz mieć możliwość przeanalizowania suchych faktów, żeby móc odeprzeć ataki bezpośrednie, jak również pośrednie, jak chociażby laurkę, którą sprawca przemocy psychicznej ci wystawił. idziesz w świat z opinią, którą inni wyrobili sobie o tobie w oparciu o zdanie kogoś obcego. on dużo mówi, głośno krzyczy i wybiera na słuchaczy tych, którzy przekażą owe wiadomości dalej. świat karmi się plotką, jeśli nie ma się wielu zainteresowań, o których można porozmawiać i poglądów, które można wzajemnie wymienić bez obawy, że odmienne racje stworzą konflikt, a nie okazję do zebrania nowych doświadczeń.

nie myśl jednak, że wszystko skończone. sprawiedliwości trzeba się domagać, tego nie unikniesz, ale twoim zadaniem jest w pierwszej kolejności ochrona samego siebie. i tylko ty jesteś w stanie ocenić, gdy już nieco okrzepniesz, czy chcesz walczyć do ostatniej kropli krwi, czy wystarczy ci, że osiągniesz spokój i dogodne warunki dla dalszego życia. masz prawo do zadośćuczynienia, ale też do pozostawienia sprawy na każdym etapie, który pozwala wrócić ci do równowagi i dalej cieszyć się wszystkim tym, czego do tej pory nie zauważałeś poprzez permanenty stres. zacznij od nazwania swoich emocji. następnie przypisz im skalę, natężenie, częstotliwość występowania i sytuacje, z którymi się wiążą. najprostsze sposoby są najlepsze. kartka z plusami i minusami będzie dobra na początek, lecz nie wystarczy. idź dalej, wsłuchaj się w siebie. powinienieś być dla siebie najważniejszym człowiekiem na świecie. nie bez powodu w samolotach najpierw nakładasz maskę tlenową sobie, a dopiero później dziecku, które masz pod opieką. jesteś odpowiedzialny za kogoś, ale zawsze najpierw za siebie. nieodwołalnie.