gwiazdkę z nieba

gwiazdkę z nieba
Jedna schyli się z pokorą i mimo bólu podniesie papierek, który wypadł jej z kieszeni, inna będzie narzekać na niewychowaną młodzież i wykłócać się o wszystko w kolejce do internisty. Jedna o swoim wiecznie schlanym, kradnącym jej emeryturę synu wykrzyknie: on jest taki biedny!, inna wszystkie zaoszczędzone pieniądze zabierze ze sobą do dębowej jesionki, sama w spartańskich warunkach żyjąc, wnuków nawet czekoladą nie poczęstując.
Jaką się jest matką, taką się będzie babką… mniej więcej. Wiadomo, pewne cechy się pogłębią, inne zanikną z powodu prowadzenia innego trybu życia, ale pamiętajmy, ludzie się nie zmieniają diametralnie i zasadniczo.

W styczniu obchodzimy Dzień Babci i Dziadka, w styczniu też mój kalendarz wskazuje, że statystycznie mam za sobą połowę życia. Połowę! Pierwsze kilkanaście lat przeżyłam zupełnie nieświadomie, kolejne coś tam się o tym ziemskim padole ucząc, trzecia dekada była szczytem bezczelności wstrząśniętym i mocno zmieszanym z kompleksami oraz poczuciem to zagubienia, to zachwytu nad nową mną. Nową, bo samostanowiącą w pełni, z wszystkimi możliwościami i ograniczeniami. Dopiero początek czwartego dziesięciolecia przyniósł dogłębną refleksję nad tym, jak to wszystko funkcjonuje i jaką-taką pewność, że mimo życia z konsekwencjami decyzji podejmowanych wcale nie przeze mnie, można sobie z tym całkiem dobrze radzić, ba, da się nawet zawrócić kijem Wisłę.

No, dobrze, nie bądźmy patetyczni powiedziałabym w myślach sama do siebie, gdybym to analizowała nie dzieląc się z Wami niektórymi spostrzeżeniami. Aż tak rewelacyjnie nie jest.
Ale.
O ile wcześniej walczyłabym z nieistniejącym wrogiem i spalała się na złorzeczenie przewrotnemu losowi, połowa życia, która właśnie nastała, rozwinęła we mnie (i pewnie w większości kobiet, za mężczyzn nie ręczę) zgodę na to, co było i jakie to wywołało skutki z jednoczesną siłą i wiarą w loterię życia i jego nowe możliwości. Spokojnie, bez narwania, z realną oceną zysków i strat.
Nie wiem, czy to aż takie piękne, ale na pewno ma swoje plusy w przewadze nad minusami.
Nie ma co rwać włosów z głowy, bo nie wiadomo, jak długo jeszcze będą na niej rosły i czy tą drugą połowę uda nam się szczęśliwie przeżyć.
Może warto w pewnym momencie zamienić błyszczącą złoto gwiazdkę z nieba na realną śnieżnobiałą?