gdy rodzi się nowe życie

gdy rodzi się nowe życie
kiedy urodziła się moja córka, wyglądałam i czułam się jak zombi: poczochrane włosy, plamy na twarzy, sińce wokół oczu czarne niby węgiel, do tego zgięta wpół sylwetka od ciągnącego szwu. po kilku dobach wysiłku i zmęczenia większego niż sam poród zdołałam jakoś ułożyć włosy i podjąć próbę zatuszowania niedoskonałości, czas wyjść do ludzi. pewnie niewielu zwraca uwagę na przemykający szpitalnym korytarzem zwitek zrolowanych ubrań przyczepiony do faceta dzierżącego nosidełko z dzieckiem, ja zwracam. ilekroć jestem w szacownej specjalistycznej placówce medycznej wzrok mi się wyostrza w ocenie rozmiaru cierpienia pomieszanego ze szczęściem u kolejnych pierwo- i wieloródek. nie każdy nosi w sobie urazę, nie każdy ma naturę wiecznego kontemplatora, ale w naprawdę wielu twarzach zobaczyłam pewien rodzaj odczłowieczenia, którego sama doświadczyłam.

gdy na świat przychodzi twoje pierwsze dziecko, nie wiesz czego się spodziewać, ale na pewno nie jesteś przygotowana na tak bezduszne traktowanie. wszędzie pracują tylko i aż ludzie, lecz ich uśmiecyh przyklejone na minutę do twarzy na czas obchodu wcale nie muszą świadczyć o ich zaangażowaniu w pracę i niesienie pomocy. zwijając się z bólu i zmęczenia trzydniowym już brakiem snu nie jesteś w stanie wyartykułować swoich obaw, ani zawalczyć o opiekę nie tylko wówczas, gdy odwiedza cię mąż, a położne przychodzą obejrzeć owo zjawisko i ocenić wedle umownej punktacji. ot, taka mała rozrywka na położnictwie. wiesz, że zaraz po jego wyjściu zostaniesz zupełnie sama ze swoimi lękami, a gdybyś nie zdążyła dopaść przycisku alarmującego mdlejąc, możesz być spokojna, że znajdą cię przy okazji przygotowań do kolejnego obchodu. chyba, że sama się ockniesz wcześniej…
siedząc w poczekalni szpitalnej nigdy nie mam przy sobie książki, zatracam się bowiem w odczytywaniu z oczu pacjentów ich nadziei i obaw, traum oraz bezgranicznego szczęścia. zdumiewające, ile można wyczytać z ludzkiej twarzy.
pamiętam siebie udręczoną bólem porodu, odstraszającą wizualnie i werbalnie, a jednak tęsknię za tymi chwilami, co jakiś czas odtwarzam je w myślach i ubolewam, że pamięć jest taka ulotna. gdybym miała wehikuł czasu, całe dziewięć miesięcy spędziłabym na poszukiwaniu delikatnego w wyrazie i subtelnego fotografa, który zdołałby uchwycić najważniejsze chwile z przygotowań do i narodzin mojego dziecka. nie zrobię już tego, żyję więc wspomnieniami, które w różnej formie kolekcjonuję, jednocześnie żyjąc nadzieją, że kiedyś sama będę mogła stanąć po drugiej stronie barykady i sprawić dozgonną pamiątkę przyszłym rodzicom, sporządzając dla nich reportaż z narodzin.
póki co mam przyjemność obcowania z kilkunastodniowymi kruszynkami.
to fantastyczne uczucie ekscytacji i obawy, kiedy wchodzisz do nieznanego domu i tulisz maleńką, obcą istotkę, która roztkliwia cię i sprawia, że chcesz ją uwiecznić na zdjęciu – już, teraz, natychmiast. jednocześnie musisz być cierpliwy i delikatny, zadbać o komfort psychiczny mamy i fizyczny noworodka, stworzyć warunki do zrobienia kilku ujęć bez wprowadzania atmosfery ponaglania i dezorientacji.
masz tylko kilka godzin na zaaranżowanie miejsca do fotografowania, pokierowanie mamą tak, żeby nakarmiła i utuliła dzieciątko bez obawy, że przejmująca je za chwilę obca baba wyrządzi mu krzywdę. musisz pamiętać, że główka jest niestabilna, ciałko się szybko wychładza, potrzeby fizjologiczne realizowane są w trybie niestandardowym i nieprzewidywalnym. wiesz, że życzenia niektórych rodziców są absurdalne i że podążanie za modą umieszczania maleństwa w najróżniejszych kubłach, wiadrach i kaskach strażackich to przemijający styl, z którego nie będą dumni po dwudziestu latach. skręcasz się z prób dyplomatycznego wytłumaczenia, że nie przyłożysz ręki do obróbki zdjęć a’la anne geddes (choć są niezmiennie piękne), ponieważ sama masz dzieci i wiesz, że to nie zabawki, a dosztukowywanie im akcesoriów w postprodukcji to zadanie co najwyżej retuszera, nie osoby fotografującej dziecko.
na szczęście przyciągam ludzi o podobnej wrażliwości na kompozycję i barwy, dla których efekt końcowy sesji jest ściśle związany z namacalnym życiem.
o sesji z magdą i jej córeczkami jeszcze wspomnę, bo są tego warte!