galeria piękna

galeria piękna

w okolicach studiów wydawało mi się, że kobiety dzielą się na ładne i brzydkie. ładne to te, które potrafią dopasować strój, makijaż i fryzurę do osobowości, brzydkie przeciwnie. ładna miała  nosić szpilki i mieć makijaż – widoczny, ale zgodny z porą dnia. brzydkich się nie zauważało. pamiętam, jak siedziałam przy stoliku na stołówce uczelnianej razem z koleżankami drugiego sortu (wybaczcie moją bezczelność) i dziwiło mnie niezmiernie, skąd mają tak wielką wiedzę o pielęgnacji, skoro jej efektów nie widać. kilka katalogów kosmetycznych lawirowało z rąk do rąk, temat niezmiennie ten sam nigdy się nie kończył. to ja, używająca eyelinera i tuszu oraz odrobiny różu, czułam się jak kosmitka w tym towarzystwie. nie znałam większości maseczek, olejków, mazideł, soli, nabłyszczaczy, pudrów, balsamów i płynów, ale nie nosiłam też nie dopasowanych do sylwetki ubrań w kolorach burej, jesienno-zimowej ulicy. moja nikła wiedza na temat upiększaczy nie zmieniła faktu, że daleko mi było do  owych koleżanek. albo im do mnie. to były studia, rozumiecie? czas wiecznej imprezy, klubowych spotkań i obcinania wzrokiem. wstyd wyjść gdziekolwiek w dresach i – wówczas jeszcze nie modnych – trampkach nawet, jeśli półki w łazience uginają się od urodowych untensyliów.

nic to. zapomniałam.

praca, dzieci, praca. lans zszedł na drugi plan. tylko niezłomne, rozwiedzione lub mocno zakompleksione koleżanki nadal pozostały mentalnie na studenckich baletach. priorytety się zmieniły, ale i życie nabrało większej rozpiętości barw. jedno pozostało constans – dziewczyny nadal w swoisty sposób dbały o urodę. kremiki i maseczki wędrowały w rąk do rąk, z pokoju do pokoju, od jednej koleżanki do drugiej, wieść się niosła.

większość kobiet ma tendencję do skupiania się na wycinku rzeczywistości. jak cera, to nie fryzura, jak fryzura, to nie figura, jak figura, to nie ubrania. kompleksy nasze powszednie mają używanie.

widzę po latach obserwacji, jak ważna jest dobra baza, żeby móc dopieszczać trudniejsze w obsłudze, bardziej skomplikowane rejony. najważniejsza jest prewencja, zapobieganie negatywnym skutkom zawczasu, a następnie, wraz z nastaniem pewnego wieku, zabiegi powstrzymujące degradację urody.

jednym słowem – kosmetyczka. żadna obca kobieta nie jest tak wyśmienitą przyjaciółką wobec naszego ciała i duszy, jak sprawdzona i skuteczna kosmetyczka. jest niczym ekskluzywna bielizna pod zwyczajnym ubraniem. podniesie twoją atrakcyjność i pewność siebie. zadba o skórę i samopoczucie. nigdy cię nie oszuka, że w czymś ci do twarzy, żeby nie zranić twoich uczuć. dobierze ci makijaż i nauczy, jak korzystać z kosmetyków. napoi dobrą kawą, opowie, co w świecie, wysłucha, jeśli trzeba, ale to, co ważne, zachowa dla siebie. możesz jej zaufać.

oczywiście, kosmetyczka to człowiek, a ludzie są różni. trzeba trafić na wartościowy egzemplarz. niestety, często informacje na ten temat są skrzętnie ukrywane, bo kobiety nie lubią, kiedy inne wyglądają dobrze, a już na pewno nie lepiej od nich samych. tym właśnie paniom przychodzę z pomocą. w rocznicę od otwarcia salonu galeria piękna mam przyjemność przedstawić wam jego właścicielkę agnieszkę, fantastyczną babkę z jajem, zaangażowaną, schludną, dokładną i pomocną rudą lisicę, której charakter nie idzie wraz z kolorem włosów. to nie jest zwyczajny dostawca usług, który wymiętosi was na leżance, oskubie i wyrzuci. to energetyczny wampir i anioł jednocześnie. z rozmachem zadba o to, o co wy nie dbacie samodzielnie i systematycznie w domach.

agnieszka wykonuje usługi szerokiego zakresu – od manicure po depilację laserową, więc jeśli wahacie się, lub nie macie na podorędziu kosmetyczki z sercem i głową na karku, albo obecna nie spełnia waszych oczekiwań, szczerze polecam. w kameralnej atmosferze otrzymacie pełne spektrum zainteresowania i dopieszczenia.

galeria piękna agnieszka grzegorczyk

tel. 603 340 164

ul. Słowackiego 96 lok. 2
26-600 Radom