„Oceniamy, zanim jeszcze zrozumiemy”

„Oceniamy, zanim jeszcze zrozumiemy”

Jaki związek ma empatia z czytelnictwem? Dlaczego i jak oceniamy ludzi i sytuacje? Jaki mamy w tym świadomy udział i czy mózg nie działa przeciwko nam?

Lat temu co najmniej cztery, jeszcze w czasach, kiedy tworzyłam internetowe treści na blogspocie, czyli totalnie niezindywidualizowana i niepasująca do pozostałych blogów tej społeczności, napisałam tekst o czytelnictwie i o tym, jaka jest różnica pomiędzy czytaniem in general, a czytaniem konkretnej literatury. Tamto miejsce przestało istnieć, niektóre publikacje przeniosłam tutaj, ale zabrakło kilkudziesięciu komentarzy, które w przypadku tematu czytelniczego były wręcz walką na pograniczu neutralności i nienawiści. Nikt nie rzucał mięsem, obyło się bez hejtu, ale wśród pasywno – agresywnych wypowiedzi można było przebierać do woli. Żal mi nieco tej poglądowej szermierki, ponieważ dawała pogląd na adresatów współczesnej literatury, jednak clou stanowi rzeczony post i do niego będę się głównie odnosić (link TUTAJ).

Cytat przytoczony w tytule to słowa Milana Kundery i o ile rozczytana w nobliście pod koniec liceum nie rozumiałam genezy tego stwierdzenia, teraz, rozkochana w książkach o neurobiologii i biochemii, doskonale wiem, że odczucia to podwalina wiedzy. Możesz nie umieć nazwać, nie znać definicji, mieć braki w wykształceniu, ale jednocześnie możesz rozumieć na podstawie dotychczas zdobytej wiedzy ogólnej.

Żeby pokazać wam związek pomiędzy czytaniem i empatią muszę po krótce pojęcie empatii rozwinąć.

W uproszczeniu empatia stanowi zdolność współodczuwania. To mniej więcej tyle, ile zrozumienie sytuacji drugiego człowieka i wynikająca z tego umiejętność określenia jego stanu psychicznego. A zrozumienie jest jednoznaczne z brakiem ignorancji. Nie trzeba przyjmować czyjegoś punktu widzenia za własny, żeby przyjąć odmienny sposób myślenia, umieć postawić się w czyjejś sytuacji, wyobrazić sobie, skąd wynikają podejmowane przez niego decyzje, z czym się boryka, dlaczego reaguje w określony sposób.

Empatia to część inteligencji. Jest ważna, ponieważ jej posiadanie umożliwia budowanie więzi (społeczność, rodzina) i ich pogłębianie. Na pewno znacie gro osób, które niezaprzeczalnie będąc osobami towarzyskimi i lubianymi, nie potrafią zadzierzgnąć bliższych znajomości, nie są zainteresowane niczym więcej ponad chwilową przyjemność dla samych siebie, traktowaną z doskoku, niezobowiązująco. Podobnie funkcjonują osoby z Zespołem Aspergera, jednak ci drudzy nie mają wpływu na swoje zachowanie, urodzili się z konkretnymi odmiennościami w strukturach mózgu. Piszę o odmiennościach, ponieważ ewolucyjnie to oni odstają od normy, w przeszłości nie mieliby szans na przeżycie nie potrafiąc ocenić czyichś zamiarów, ryzyka. Natomiast znajomi, o których wspomniałam, mają problem z empatią, a ten – jakkolwiek złożony – najczęściej wynika z braku doświadczeń życiowych, sposobu wychowania, wzorców, niechęci do wysiłku, egoizmu, itp. Zrozumienie wymaga refleksji, a ta z kolei jest procesem poznawczym, który potrzebuje czasu i wysiłku. Ludzie emocjonalnie ułomni najczęściej funkcjonują instynktownie, albo w sposób wyuczony, nie lubią wydatkować energii ponad to, co konieczne.

Empatia jest ważna nie tylko w sensie przetrwania wyrażonym we wzajemnej pomocy, ale również z uwagi na istotny czynnik ówczesnego życia – umiejętność rozwiązywania konfliktów w sposób satysfakcjonujący dla wszystkich stron. I niby sprzyja zaradności, ale jednocześnie prowadzi do destrukcji na drodze interpersonalnych kontaktów, zabija więzi, szacunek, zrozumienie. Można po trupach do celu, na szczyt, ale co zastaniemy tam na górze? Nie ma umiejętności kontemplowania przyrody, potrzeba samotności nie istnieje, w jej miejsce pojawia się pustka. Niby nie istnieje potrzeba kontaktu z ludźmi dla wymiany interakcji, ale też nie ma przed kim brylować, z kim się ścigać. Cel sam w sobie staje się złudzeniem, przestaje mieć jakikolwiek sens.

Wysnuwam czysto teoretycznie tezę, że ludzie czytając książki uczą się zaangażowania w drugiego człowieka.

Nie słyszałam o badaniach empirycznych na ten temat, jednak wielu psychologów na podstawie swojego zawodowego i życiowego doświadczenia było skłonnych potwierdzić, że im wyższa kultura czytania, tym ich odbiorcy podejmują więcej prób zrozumienia innych osób przez pryzmat ich poglądów i wyznawanych wartości. Te aspekty charakteryzują empatię, którą nazywamy poznawczą. Cytując dr. Wiesława Baryłę jej istotą jest przezwyciężenie skłonności do natychmiastowego stosowania schematu: „ja w takiej sytuacji”. I tę umiejętność jesteśmy w stanie wyćwiczyć, choćby czytając książki. Im ambitniejsze pozycje i im bardziej skomplikowane powieści z czasem poznajemy, tym więcej wkładamy wysiłku intelektualnego w ich zrozumienie, a tym samym poznajemy postaci – bohaterów owej literatury, które mają skomplikowaną konstrukcję, śledzenie ich losów wymaga skupienia i angażowania innych części mózgu niż podczas automatycznych odruchów, rozwijamy więc swój intelekt, którego jedną ze składowych jest empatia. Zwykłe czytadła tymczasem, pozbawione głębi, wymagają wyłącznie śledzenia, i to niezbyt pilnego, akcji.

Gdybym miała dawniej tę łatwość wypowiedzi, co teraz, popartą argumentami w procesie (dobrowolnego) zdobywania wiedzy z wielu dziedzin, moje odpowiedzi na komentarze pod przytoczonym postem sprzed lat byłyby bardziej kategoryczne i śmiałe. Być może nie pozwoliłabym na bezpodstawne dywagowanie, czy mam rację w swoim poglądzie, czy nie, na dzielenie włosa na czworo i swobodnej wypowiedzi rzeszy osób, dla których czytanie to wartość o tyle, o ile sprawia przyjemność bez wysiłku z ich strony. Ograniczało mnie wówczas „odczucie” nie poparte konkretną wiedzą, wynikające jedynie z doświadczeń zbieranych mimochodem, bez zapamiętywania ich źródła, czyli na poziomie pierwotnym i behawioralnym.

Różnice w mózgu osób empatycznych i nieempatycznych.

Pisałam wcześniej o tym, że nie znam badań potwierdzających moje spostrzeżenia odnośnie powiązań czytelnictwa z empatią. Pamiętam natomiast, że naukowcy z Monash University w Australii przeprowadzili badanie, w którym ukazali anatomiczne różnice w mózgach osób empatycznych. Próba obejmowała jedynie 176 badanych, lecz mimo tak niewielkiego ilości mózgów do przeskanowania jednoznacznie uwidoczniono różnice w objętości i gęstości istoty szarej i białej w mózgowiu, czyli w najważniejszej, centralnej części ludzkiego (i wszystkich innych kręgowców) układu nerwowego.

Badani z wysokim poziomem empatii emocjonalnej posiadali więcej komórek istoty szarej w obszarze znajdującym się w ścisłym centrum mózgu, natomiast badani z wysokim poziomem empatii poznawczej posiadali więcej komórek istoty szarej w rejonie znajdującym się nad ciałem migdałowatym, łączącym obie półkule mózgu. Oczywiście u osób nieempatycznych takie zagęszczenia nie występują.

Dla ścisłości dodam, że wysoka empatia emocjonalna to ta, która wpływa na nasze rozczulenie na widok uroczych piesków, płaczliwość jako taką czy drętwienie ze strachu podczas oglądania horroru. Jest ważna, ale też niebezpieczna, bo im wyższa, tym większe rodzi zagrożenie, że człowiek zaczyna żyć cudzymi emocjami przestając określać i realizować własne cele.

Hej, zacznij czytać. A później idź po więcej. I jeszcze więcej. Sięgaj po to, co nieznane, wymagające, ale rób to stopniowo. Naucz swój mózg współpracy, pokaż mu chęci i perspektywę, daj czas na rozwój. Nie bądź tym, który we wszystkich rozmowach kontruje: „a u mnie”, „bo ja”.

Nie można się przyjaźnić, jeśli nie interesuje cię drugi człowiek. Przeszkadza nam nasza narodowa cecha – zawiść, ale nie widzimy jej podstaw u siebie. Degradacja szybko postępuje przekształcając się w zło. Jak widać remedium na to mogą stać się dobre książki i poznawanie ludzi. Nauczą cię, dlaczego inni nie mają takich samych potrzeb, jak ty, zrozumiesz definicję tolerancji, przestaniesz bać się odmienności. A przy tym wszystkim staniesz się lepszym człowiekiem dla najbliższego otoczenia – to chyba jest najcenniejsza zaleta, prawda?