dear santa

dear santa,

nie wiem, czy dobrze kieruję mój list, ale w nie wierzę w boską moc stwórczą, choć większość wierzy mimo, że nie widziała. ja odwrotnie, ufam twojej mocy odtwórczej, bo pojawiasz się u mnie przynajmniej raz w roku. o czymś to świadczy, c’nie?
nawet, jeśli obarczę cię zbyt dużą odpowiedzialnością za minione i przyszłe wydarzenia, nie bierz tego do siebie, zrobisz mi po prostu prezent czytając ze zrozumieniem, odpowiadać nie musisz.
powinnam ci podziękować za cały ubiegły rok i za to, że jeszcze żyję. jeśli będziesz tak miły, podaruj mi kolejne 365 dni miarowego tym razem bicia serca. żadnych zapaści i kroplówek z kofeiną, żadnych wybuchów wulkanów w głowie, białych myszek i żółtych plam przed oczami. przydałaby się jeszcze odporność na większość pokarmów, po których nie musiałabym trzymać ścisłej diety przez kolejny tydzień. wino sobie odpuszczam – siła wyższa, więc spoczko, aż tak bardzo wysilać się nie musisz.
skoro dotrwałam do grudnia 2014, choć w pewnym momencie wcale się nie zapowiadało, powinnam ci opowiedzieć o tym, co się zmieniło od naszego poprzedniego spotkania.
1. stałam się prawdziwym hardcorem.
umiem stać na głowie żonglując jednocześnie podstawowymi obowiązkami. próbowałam rozszerzyć pole tej działalności o bardziej skomplikowane powinności, ale poległam w przedbiegach. będę musiała wyjąć kryptonit spod poduszki i zacząć działać na szerszą skalę, ale to później, bo najpierw chciałabym, abyś spełnił moje życzenie.
załatwisz mi kurs skutecznego odpoczywania? szukałam w necie i w gazetach ogłoszeń lokalnych, rozpuściłam wici w kraju i zagranicą, ale nic odpowiedniego nie znalazłam. przy okazji wyszukałam sobie kilka kursów fotograficznych, więc jakby ten tego, no wiesz, przy okazji mógłbyś sypnąć groszem (nie zastrzegam, że akurat z twojej kieszeni) i załatwiłbyś opiekę nad dziećmi, żebym nie musiała znowu stawać na rzęsach, by zrobić coś dla siebie.
2. dzieci mi urosły i dojrzały. to twoja sprawka?
mała, choć od początku złapałam do tego dystans, ma najwyższy wynik w badaniach zerówkowych spośród klasy dwudziestopięcioosobowej. mała rzecz, męża wbija w dumę, a mnie zwyczajnie cieszy. ona naprawdę rozumie to, co się do niej mówi i jeszcze to, co między wierszami. no i dała sobie radę z leczeniem sześciu zębów bez znieczulenia przecież. do tego jest czuła i empatyczna. fajną mam córkę, wiesz?
młody, przeciwieństwo małej, ma cały czas banana na twarzy i strzela żarcikami. pewnie będzie mu łatwiej w życiu, bo nie skupia się na szczegółach. potrafi zwrócić nam uwagę, że nie zadbaliśmy o jego siostrę w takim samym stopniu, co o niego, bezstresowo dąży do równowagi. zaczął sprzątać w swoim pokoju, uwierzysz? teraz właśnie zaprosił blankę do wspólnego malowania, a wczoraj urządził jej dancing w wannie. gdyby nie mój blondas, smutaśne mogłoby być nasze życie.
3. mąż mi się zmienił w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy.
nie wiem, jak to zrobiłeś, ale potrafi wręczyć mi kwiaty bez okazji, w przeciwieństwie do mnie pamięta o szczególnych okazjach, na co dzień ogarnia dzieci i dzielnie znosi niedogodności moich nastrojów. z rzeczy dziwnych – trzyma mnie z daleka od pralki, widziałam ją tylko raz, kilka miesięcy temu w sklepie. od tamtej pory ubrania w cudowny sposób z brudnych stają się czyste, równo poskładane i tylko elfa do prasowania nam brakuje. może coś? jak myślisz?
4. polubiłam swoich rodziców.
wcześniej ich zwyczajnie kochałam, teraz, kiedy nie wymagam od nich  żadnej pomocy i świetnie (no cóż, czasem po prostu poprawnie) daję sobie radę sama, patrzę na nich z zupełnie innej strony. nie próbuję zmieniać we własnych myślach, nie rozważam, dlaczego tak, a nie inaczej. mają swoje życie, a ja chętnie o nim posłucham raz, dwa razy w miesiącu. poza tym są fajnymi dziadkami, nie szkodzi, że nie pełnoetatowymi. tutaj nic bym nie zmieniała.
5. nie schudłam, ale i nie przytyłam.
za to postarzałam się wizualnie i mentalnie. nie przeszkadza mi to. lubię być z czasem coraz mądrzejsza życiowo. miło by było, gdybym zachowała większą sprawność fizyczną i żeby zdrowie mi się tak nie sypało, ale wszystko małymi kroczkami, ty zrób swoje, a ja odsiedzę swoje w poczekalniach specjalistów i będzie git.
6. przeczytałam mniej książek, niż w roku poprzednim.
to pewnie dlatego, że leczyłam się prywatnie. i że nałogowo szydełkowałam. fajnie by było zrobić w końcu coś dla siebie. wyobrażasz sobie, że wszystkie moje szydełkowe wytwory z ostatniego roku poszły w ręce potrzebujących? oraz tych, którzy mieli akurat urodziny… dla siebie zero, null, figa z makiem. gdzieś mi się ta szczypta wrodzonego egoizmu zapodziała, pomógłbyś mi jej poszukać. a przy okazji znajdź jakieś dobre pozycje literackie, zamierzam zbojkotować gotowanie obiadów i odkurzanie domu, zawsze to kilka dodatkowych godzin tygodniowo na słowo pisane i pachnącą kąpiel.
o sprawy materialne się nie kłopocz, nauczyłam się żyć na minimum swoich potrzeb i muszę przyznać, że wcale nie jest najgorzej. chciałabym, ofkors, zwiedzić kawałek świata, ale to nie sprawa pierwszej potrzeby. zresztą teraz i tak nie mogę przecież latać.
prezentami gwiazdkowymi zajmuję się ja, rodzinka przekazuje mi tylko wskazówki i żywą gotówkę, ale mógłbyś szepnąć mojej bratowej, żeby nie robiła popeliny z tymi przecenionymi bzdetami z primark. wszyscy wiemy, że to na sztukę, a wolelibyśmy się nie denerwować w święta. lepsze byłoby ptasie mleczko – w podobnej cenie, a przyjemności o wiele więcej.
to w sumie tyle.
a ty – jak sobie dajesz radę? korzonki ci już nie doskwierają? zamówiłeś sobie ten akumulatorowy termofor z wi-fi i przenośną lodówką na drinki? pamiętasz, że nie wolno prowadzić po pijaku? w ubiegłym roku miał to być ostatni raz, tym razem nie będzie taryfy ulgowej. i renifery pilnuj, bo potrafią zaglądać do twojej piersiówki, kiedy przeciskasz się przez kominy.
trzymaj się
do zo
lucy