czytanie rzeczą (nie)ludzką

uwielbiam ludzi, którzy czytają. oczywiście wolę tych, których gust literacki pokrywa się z moim, ponieważ – nie oszukujmy się – milej spędza się czas w towarzystwie osoby, z którą nie trzeba rozmawiać o pogodzie, prawda?
nieprawda. ludzie deklarują, że czytają, ale nie potrafią o książkach rozprawiać. najczęściej słyszę: wpadło mi w ręce to i to, zarąbiste, przeczytaj. no błagam, takie wymiany spostrzeżeń toczyli neandertalczycy na poziomie wydawania z siebie jakichkolwiek odgłosów. unga bunga.
generalnie ciężko o rozmowę, która wykracza poza przestrzeń finansowych osiągnięć i zdobyczy materialnych. tu nowe buty, tam jakaś madera w weekend, a z drugiego końca dobiega żałosny skowyt, jak to ciężko w tych czasach, frank taki drogi i na mięso nie wystarcza. drodzy państwo, żeby było śmieszniej – wydałam ostatnie pieniądze na kozaki w promocji gino rossi i od dwóch dni wyjadamy zapasy ze spiżarni. tylko tak naprawdę kogo to interesuje? tych samych, którzy drwią z kandydatki lewicy na prezydenta, pani ogórek na przykład? o panu ogórku niewielu słyszało, a to zacna postać jest, warto by było się zapoznać, bo jeszcze żywa i w kwestii literackiej co nieco ma do powiedzenia. michał ogórek, dla ścisłości. ten sam, którego możecie zobaczyć podczas prasówki w programie śniadaniowym tvn. choć może to było u szulim? nieistotne, kto kojarzy facecika z muszką, ten znalazł. swoją drogą niewielu potrafi w ciągu kilku minut wyjść elegancko z opresji komentowania publikacji prasy wszelakiej.

a udział w prasie mamy znaczny. w ubiegłym roku wzrósł odsetek osób korzystających z prasy w wydaniu internetowym i portali informacyjnych. tak czy inaczej nie oznacza to, że statystyczny polak czyta długie teksty. deklaruje się wzrost zakupu książek (ciekawe, co na to wydawnictwa?), choć nie potwierdza to korelacji z ich przeglądaniem chociażby. rynek usług informacyjnych wyszedł naprzeciw wierutnym kłamczuchom i kreuje artykuły w oparciu o wizualną fragmentację tekstu. (odkryli to również obrotni blogerzy, dlatego na poczytnych blogach widać tę samą strukturę infografiki). wszystko to dla mas, które chciałyby pochwalić się, że czytają, choć tak naprawdę interesuje je sensacja dnia powszedniego. wzrok człowieka biegnie (eyetracking = okulografia) w charakterystyczny sposób dostając do przeczytania tekst rozdzielony na kolumny, wytłuszczenia druku, zmiany rozmiaru czcionki i dodatkowe formy ilustracyjno-graficzne.
co ciekawe, ten kto wie, jakie informacje go interesują i nie chce tracić czasu na prasowy bełkot, który wiąże całość i sprawia, że przeciętny kowalski powraca to tej, a nie innej wizualizacji treści, przelatuje wzrokiem całość i zatrzymuje się na dłużej tylko przy konkretach.
okazuje się, że eyertacking wchodzi w rozmachem do naszego życia nie tylko na poziomie komercyjnych stacji informacyjno-kulturalnych, ma także zastosowanie podczas projektowania materiałów dydaktycznych. jeśli dotrwaliście do tego momentu możecie sobie pogratulować uwagi na lekcjach i jednakowoż starej szkoły nauczania. niedługo zniknie standardowy przekaz, nie trzeba będzie ciurkiem czytać mozolnie zdania za zdaniem. w szkołach uczą dla ocen, w życiu liczy się szybki i skuteczny efekt, zagłębianie się w literaturę może stać się fanaberią bogaczy lub przeciwnie, nieudaczników oderwanych od realiów, czyli od czternastogodzinnego czasu pracy. oby to było tylko moje czarnowidztwo. oby!
tymczasem na fejsbuniu ludzie się jednoczą w wydarzenia czytelnicze. 92 tysiące osób przyłączyło się do akcji przeczytam 52 książki w 2015 roku. nieco ponad 92 tys. mieszkańców liczy jastrzębie-zdrój, miasto na górnym śląsku, więc w skali kraju liczba ta, przełożona na liczbę osób, które skończyły co najmniej szkołę średnią i nie są analfabetami (co nie jest równoznaczne, jak wiadomo najstarszym góralom), jest nawet prawdopodobna, jeśli chodzi o wypełnienie założeń wydarzenia.
wyobraźcie sobie te 92 tysiące osób, które tydzień w tydzień, po wypełnieniu obowiązków codziennych, instalują się pod kołderką, w ulubionym fotelu, z kieliszkiem wina, z ciachem i kawą, pod aromatyczną pianą w kąpieli, podczas bezsennych nocy, w środkach komunikacji, na nudnym wykładzie, na ławce w parku, w poczekalni i gdzie jeszcze bądź, tydzień w tydzień (że się powtórzę) odkładają jeden pachnący drukiem bądź kurzem egzemplarz sięgając po kolejny. i tak do zajebania.
taśma produkcyjna.
wyparcie jednych informacji na rzecz innych.
utrata pamięci długotrwałej w konkretnej dziedzinie.
już rozumiem, dlaczego nie mam z kim porozmawiać o książkach…
jeśli przeczytaliście w całości ten nie ubarwiony, nudny, pisany bez atrakcji wizualnych tekst, ujawnijcie się. nie mam wielkich oczekiwań, chociaż przyznać muszę, że i chciałabym, i boję się. jestem ciekawa, kto funkcjonuje w tej samej co ja galaktyce, kiedy i jak czyta oraz co ciekawego może mi polecić. moje w miarę aktualne odkrycia literackie już niebawem.
ps. nie kategoryzuję ludzi na czytających lub nie. tego nie da się polubić na pstryknięcie palcami. jakaś osoba, sytuacja, splot zdarzeń muszą wpłynąć na miłość do słowa, pisanego słowa, a oczytanie nie gwarantuje życiowej mądrości i odwrotnie. niemniej jednak lubię bibliofilów…

Pps.