leżymy w łóżku, piątek, późne popołudnie. musiałam znaleźć się w nim pierwsza, totalnie wyczerpana, żeby przypomnieć sobie, jak to jest odpoczywać. mąż choruje na to samo, obowiązków na co dzień jest tyle, że przez przyzwyczajenie zrywa się co chwilę, żeby zrobić jeszcze to, śmo i owo. za każdym razem zatrzymuję go przy sobie i cierpliwie tłumaczę, że tak naprawdę nic nie musimy. cały tydzień żyliśmy na wysokich obrotach, zatem w piątkowy wieczór mamy prawo do relaksu. nawet powinność. jestem tematycznie mądrzejsza, ponieważ niechcący znalazłam w powszedniej czasoprzestrzeni ten moment, który pozwala myślom na wolny przepływ. mąż pyta, czy długo będziemy tacy wyodpoczywani, bo już łapie, o co w tym chodzi. naprawdę w tej chwili nic nie musimy. z tyłu głowy jeszcze świta pytanie, jak szybko to się skończy, ale niedługo potem w jego miejscu pojawia się potrzeba aktywności. nie dalszego wypełniania zadań z listy, lecz czynności, które sprawiają nam przyjemność. nie jesteśmy kanapowcami (choć paradoksalnie mój mąż jest typem leniwca), spełniamy się w drobnych przyjemnościach.

Lucy Mayday Art

lubię kroić, gotować i piec, ale musi mieć to znamiona celowości, np. organizując przyjęcie, dla zdjęć czy przyjemności córki. jeśli wykreślimy pierwszy przypadek, pozostaną dwa, które w odwróconej kolejności sprowadziły mnie do tego momentu.

wyszły nam ciastkowe potwory. wyrośnięte, choć po wyjęciu z piekarnika wcale nie zwiastowały dobrych wiadomości. aktualnie mam jedną, fundametalną – smakują wybitnie jeszcze lekko ciepłe, z chrupiącą skórką mimo, że to zwykłe, banalnie proste maślano – czekoladowe bulwy.

Lucy Mayday Art

składniki na 2 blachy:

1 kostka (200 g) masła

1 szklanka cukru pudru

(używam trzcinowego zmielonego w młynku do kawy, ale może być zwyczajny)

2 duże lub 3 mniejsze jaja

2,5 szklanki mąki pszennej

(gluten jest tu niezbędny)

1 łyżeczka sody + pół łyżeczki proszku do pieczenia

2 tabliczki czekolady

(można mniej, ale to już nie będzie to samo)

ewentualnie: spora garść orzechów lub/i suszonych owoców

(u mnie tylko żurawina do ostatnich kilku sztuk ciastek)

papier do pieczenia, duża blacha z wyposażenia piekarnika

 

wykonanie:

rozgrzać piekarnik do temperatury 180 st. c

masło o temperaturze pokojowej lub lekko rozpuszczone zmiksować z cukrem pudrem na gładką masę. dodać jajka i dalej miksować do połączenia składników.

mąkę przesiać z sodą i proszkiem do pieczenia. spulchniacze są potrzebne z uwagi na to, że mamy ciepły tłuszcz i dodatkową jego porcję w postaci czekolady. bez nich otrzymalibyśmy małe cegiełki.

początkowo szpatułką, później łyżką połączyć mąkę z masą maślaną. silikonowa szpatułka jest wygodniejsza łyżka się przyda, jest bowiem sztywna, a ciasto dość tępe pod koniec mieszania.

pokroić czekoladę na niezbyt drobne kawałki. zbyt duże obciążą ciasto, za małe nie dadzą odpowiedniej przyjemności na podniebieniu. moja córka kroi całą tabliczkę „podwójnie”, czyli każdą kostkę na cztery części, ale bez wcześniejszego łamania tabliczki na poszczególne kawałki.

jeśli używacie dużych, suszonych owoców, to jest ten moment, żeby je pokroić wedle uznania.

dodać kawałki czekolady/owoce do ciasta, wymieszać.

na blachę piekarnika wyłożoną papierem do pieczenia nakładać łyżką placki klejącego ciasta pamiętając, żeby zachować odstęp. to idealna zabawa dla tych, którzy w dzieciństwie woleli być szczęśliwi niż schludni.

piec od 10 do 15 minut. mam stary model piekarnika, dość nieszczelny, dlatego podaję widełki. myślę, że po 10 minutach spokojnie będzie można je wyjąć, ale obserwujcie.

ciasteczka są upieczone, kiedy mają przyrumieniony spód i brzegi, środek po wyjęciu ładnie twardnieje. bywają dni, kiedy sobie i sprzętom kuchennym nie dowierzam, więc odwracam je jeszcze na 2-3 minuty, żeby złapały ładnej barwy.

Lucy Mayday Art

idźcie i róbcie je wszyscy, jeszcze zdążycie przed sobotnią imprezą, ale jeśli wolicie zostawić pieczenie na później, zajrzyjcie tutaj znowu, niedługo dodam bowiem krótki reportaż z przygotowań do ciasteczkowej uczty. widać będzie na nim, jaką formę przybiera ciasto przed i po upieczeniu.

do miłego!