BFF

BFF

W czwartek olśnienie i kontakt z Tomkiem.

Ogarniasz się jakoś?

Jeszcze nie, Iw też nic nie wspominała.

Pomyślałam, że kto jak kto, ale ona zasługuje na docenienie. Tylu znajomym i przyjaciołom organizowałam już niespodziankowe przyjęcia urodzinowe, konspirowałam z partnerami, wbijałam na chatę o 6 rano niczym rasowy policjant, gdy nie było szans na siurpyzę. Dlaczego do tej pory nie zrobiłam tego dla Iw? Podstawowy problem tkwi we mnie, nie jestem w towarzyskim nastroju. Mam swoje problemy i trudno mi się skupić. Z drugiej strony muszę się czymś zająć, czymś, co nie pozwala myślom swobodnie przepływać i wprowadzać mnie w coraz większy stan napięcia. Idę w to, tak mi przecież poradziła lekarka.

Być może również zasugerowałam się tym, że Iw rzadko sama coś strugała, była zawsze otwarta na propozycje, ale to nie typ wodzireja i zaradnej pani domu w jednym. Często przylegasz do stylu innych ludzi, akceptujesz ich odmienny temperament i przyzwyczajasz się. Coś podobnego zadziało się właśnie tutaj. Sęk w tym, że Iw jest bezpretensjonalna. Nie wymaga, tłumaczy różne, czasem kontrowersyjne zachowania i decyzje innych, nie walczy z wiatrakami, dlatego mi tak przy niej dobrze mimo odmiennych temperamentów. Niektórzy określali to brakiem asertywności i życiowym chaosem, ale łatwo mówić, gdy ma się zdrowe dzieci, kochającego partnera i komfortowe życie. Ona, mimo wielu kłopotów, w każdej minucie swojego życia sprzyja wszystkim dookoła. Jest empatyczna, wrażliwa, inteligentna. Dobry, wartościowy człowiek.

No to co z tym robimy dalej?

Iw w weekend w szkole, od poniedziałku intensywny kurs, który pozwoli jej się przebranżowić. Który dzień wybrać, żeby jak najmniej straciła i goście dopisali? Właśnie, goście! Tomek załatwia lokal, bo plan jest taki, że podołamy, więc mieszkanie wszystkich nie pomieści. Powiadamia swoich znajomych, ja głowię się nad tymi, o których mamy niewielkie pojęcie, ale słyszeliśmy różne historie i jedyne, co możemy zrobić, to połączyć je z zasłyszanym imieniem. Pamiętam więcej szczegółów niż on, szukam sposobu na kontakt. Jak wytypować z fejsbukowego grona tę konkretną osobę, której nazwiska nie znam, nie mam dostępu do większości kont? Ryzykuję i piszę do jednej na początek. Później dzwonię przez opcję dostępną na messengerze. Tomek również. Zero odzewu. Albo ma nas za wariatów, albo nie jest maniaczką social mediów. Zastanawiam się, próbuję wyłuskać z pamięci i połączyć zasłyszane szczątki informacji, a w międzyczasie daję znać reszcie. Wycyganiam numer do koleżanki, lecz gdy dzwonię, właśnie gości u siebie przyszłą jubilatkę. Ostrożna rozmowa, przedstawienie sytuacji i znak zapytania – czy brzmię podejrzanie? Bo mówi, że nastąpiła zmiana w grafiku pracy i nie da rady. Na szczęście oddzwania później oznajmiając, że spróbuje. Dogadujemy szczegóły – informuję Tomka. Ponagla mnie.

A ta już wie? A może jeszcze do tej? No to zadzwoń po prostu do Iw z prośbą o numer telefonu. – Przejmuje się, jest zaangażowany. Chce, żeby wszystko miało smak i w tak wyjątkowej chwili znaleźli się wszyscy, którzy wiele dla Iw znaczą. Sporo tych osób naliczyliśmy, kilkoro z powodu codziennych obowiązków i szaleństwa przygotowań ominęliśmy. No trudno, nie da się przewidzieć wszystkiego. Skupiamy się na istotnych w jej życiu figurach, więc powracam do sekretnej przyjaciółki z fejsbuka.

Prawdopodobnie podświadomie akurat teraz zadzwoniłam do koleżanki z firmy, która przeszła operację i przebywa na zwolnieniu lekarskim. Lubię ją, ale nie jesteśmy bardzo blisko, więc trochę mnie zdziwił pomysł pogaduszek, bo przecież jestem introwertyczką, jeśli nie chodzi o tych, których znam na wylot. No i nienawidzę rozmawiać przez telefon! W trakcie rozmowy zapala się żarówka. Chyba coś mi się obiło o uszy, że przyjaciółka Iw i moja koleżanka mają wspólnego znajomego, który jest również moim, ale na bank nie mam jego numeru telefonu. Zmieniłam aparat i wysypały mi się kontakty. Moja wina, że uzupełniłam dopiero do T. Na wszelki wypadek proszę o kontakt i dzwonię. Gdyby to było takie proste… oczywiście nie odbiera. Próbuję następnego dnia znowu, tym razem bingo. Nakreślam zarys i nawet może byłaby szansa, żeby znajomy wyskoczył z tortu, choć ze śmiechem zastrzega, że nie ma opcji.

Imienniczka Iw odbiera telefon, ale czuję napięcie z powodu przydługiego wstępu, a ja przecież chcę delikatnie, bo jestem dla niej zupełnie obcym człowiekiem. Na szczęście Iw jej o mnie wspominała, więc w końcu lody zostają przełamane. Potwierdzi za kilka godzin, bo to już sobota, późno. Miała inne plany, trzeba zorganizować kogoś do dzieci. Oddzwania już po czterdziestu minutach, udało się.

Przed imprezą knujemy, na którą zebrać gości. Dobrze byłoby, żeby Iw trochę odpoczęła po zajęciach, więc umawiamy się na wieczór. Zresztą jest duże prawdopodobieństwo, że wyjdzie z zajęć z gotowym makijażem wieczorowym i fryzurą. Na wszelki wypadek piszę jeszcze do Tomka, żeby namówił Iw do wystrojenia się. My w przecież znamy cel, a ona myśli, że wychodzą rodzinnie na urodzinowe ciacho w kawiarni. Może być zmęczona, może jej się nie chcieć pindrzyć dla porcji tiramisu.

Przed umówioną godziną sms: – Jak sytuacja? – okazuje się, że dziewczyny od pół godziny gotowe i koniecznie chcą wychodzić.

Pojawili się dopiero pierwsi goście, symuluj rozstrój żołądka, zmykaj do toalety. Tylko weź ze sobą telefon, będę nadawać.

Gdy większość już na pokładzie, daję znak sygnał. Przygotowujemy świeczki na tort.

Zapomniałam kupić cyferki, ale córka znalazła w domu flary. Nie miałam zbyt wiele czasu, bo zwyczajne życie toczy się równolegle, ale sama sobie obiecałam ten tort upiec, taki mój kawałek serca i zajęcie głowy odmierzaniem składników. Będzie nas dużo, musi wystarczyć, więc do trzydziestoletniego piekarnika poleciał biszkopt, później w tej samej formie chlebek bananowy. Na kuchence przez godzinę odparowało mleczko kokosowe. Zapomniałam o serku i mascarponie, silly me. Biedronka, piekarnik, w międzyczasie zupa meksykańska dla dzieci i tworzenie na szybko dekoracji z córką. Kremu wyszło za mało, dorobiłam bitą śmietanę, ale na boki już nie wystarczy. Brakuje czasu, trudno, będzie jaki będzie.

Sms od Tomka, zaraz będą. Chowamy się z Edytką za filarem, w odpowiednim momencie odpali flary. Wera i Ula na czatach, mają dać znać, gdy queen of the night będzie się zbliżać. Reszta siedzi grzecznie przy stole, bo ustawiony jest tak, że z zewnątrz nie widać poszczególnych osób, wpadka byłaby zaprzeczeniem wysiłków. Wchodzą, śpiewamy więc sto lat i wyskakujemy z ciachem. Później dowiemy się, że w pierwszej chwili jubilatka nie zorientowała się, że to dla niej. Gdy zauważa nas, wzruszenie toczy jej łzy z oczu. Jest dobrze, jest pięknie, jest wyjątkowo.

Nie zorientowała się, ani wtedy, gdy lekko podpytywałam o konto imienniczki na fejsie, ani kiedy Tomek robił podchody, ani nawet wówczas, gdy Sylwia pojawiła się w tym samym czasie w drzwiach do lokalu. Możemy w przyszłości spiskować dla dobra innych.

Iw, jesteś cudowna. Silna, waleczna, ale w rozsądny, metodyczny sposób. Mimo ogromnej obawy o przyszłość zmieniłaś swoje życie na lepsze, możesz być z siebie dumna. Jesteś perfekcjonistką, myślisz głową i sercem, dasz sobie radę. Będziemy Cię wspierać, żebyś po latach udręki miała szansę w końcu pokazać, jaka jesteś naprawdę bez ograniczeń.