Pierwsze, co zauważasz wjeżdżając na terytorium Węgier, to przestrzeń. Dziwisz się, bo w miasteczkach zabudowa jest gęsta, posesje niewielkie, domy ściśnięte w zwartym szyku, mix kolorów na budynkach, bo niemal każdy nosi piętno upływu czasu, odpadający tynk i wypłowiała dachówka pozornie nie sprawiają dobrego wrażenia. Coś tu nie gra, jest jakoś inaczej niż w Polsce. Dopiero po chwili orientujesz się, że to za sprawą całkowitego braku reklam i nienagannego porządku. Ogródki, chodniki i ulice są nieskazitelnie czyste. Rzadko rozstawione w przestrzeni publicznej kosze nie są przepełnione, nieczęsto się z nich korzysta, Węgrzy są bowiem schludni. Prowadzą proste życie, nie wymagają wiele, robią wszystko spokojnie i systematycznie. Wielokrotnie będę jeszcze do tego wracała, ponieważ ich nastawienie do życia ma kluczowe znaczenie w mini przewodniku dla turystów, którzy chcą się zrelaksować w sposób maksymalnie naturalny.

Lucy Mayday

Drogi na Węgrzech są kiepskie. Miejscami nieco wyrównane, ale w większości dziura na dziurze, łata na łacie, dlatego zasadne jest, żeby wykupić sobie winietę i mieć dostęp do autostrad, które są sukcesywnie rozbudowywane.  Można to zrobić w przygranicznych punktach sprzedaży i stacjach benzynowych, ale łatwiej je kupić przez internet. Strona jest dostępna w trzech językach, ale nawet, jeśli macie problemy lingwistyczne, google translator przetłumaczy wam pełne zdania. Dla pojazdów do 3,5 tony dostępne są winiety tygodniowe (tylko z nazwy, bo faktycznie obowiązują przez 10 pełnych dni) i miesięczne, dłuższy okres czasu na wakacyjne zwiedzanie raczej nie będzie was interesował. Koszt dziesięciodniowej to ok. 40 zł, więc żaden wydatek, a komfort nieoceniony. Niestety, odcinek mniej więcej 70 km głównej trasy przelotowej to nadal jednopasmówka o nawierzchni pozostawiającej wiele do życzenia, jednak mimo to podróżuje się tutaj wygodnie. Być może to dlatego, że…

Lucy Mayday

węgierscy kierowcy przestrzegają przepisów. Przekroczenie limitu prędkości o 10-20 km/h zdarza się na większych przestrzeniach, ale widząc ograniczenie Węgier zawsze zwalnia. Podróż przez to może na początku wydać się monotonna, tym bardziej, że w pierwszej części kraju wokół tylko pola zboża, słoneczników i kukurydzy, ale to wrażenie znika na rzecz spływającego na was spokoju.

Podczas małego ruchu na autostradzie kierujący zjeżdżają na prawy pas i to nie jest nic nadzwyczajnego. Nie ma ciągnięcia lewym, bo nic przecież z tyłu nie jedzie, albo za pięć kilometrów będę skręcał. Kultura jazdy, panie! Natomiast gdy ruch kołowy się wzmaga, nie zdziwcie się, kiedy znienacka ktoś wam wjedzie przed maskę, żeby wyprzedzić jedno auto. Wszystko to odbywa się przy prędkości 100-130 km/h, więc jest płynne, bezkolizyjne i wygodne.

Na Węgrzech nie zostaniecie zatrzymani do RUTYNOWEJ kontroli, coś takiego nie istnieje w ich słowniku. Żeby nawiązać kontakt z policjantami, będziecie musieli popełnić wykroczenie, być cyganem w mocno zdezelowanej furgonetce, albo trafić na akcję trzeźwość, kiedy to sprawdza się wszystkich, jak leci. Bez obaw, dmuchasz, wykazuje zero i jedziesz dalej. Nie spisują cię, nie sprawdzają, ich rolą jest tylko zapewnienie bezpieczeństwa pozostałym uczestnikom ruchu. Inaczej sprawa się ma, gdy jednak coś wydmuchasz. No nie wolno i już, a znalezienie alkotestu do sprawdzenia stanu trzeźwości dla własnej pewności graniczy z cudem (jest ich mało i przeważnie mobline, więc niedostępne w posterunkach). Podobnie z winietami. Jeśli wjechałeś na autostradę bez wykupionej winiety i zostaniesz sczytany przez skaner, informacja ta zostanie odnotowana w systemie i niechybnie za to bekniesz. Na miejscu raczej nikt cię nie zatrzyma, jeśli nic nie przeskrobiesz, ale mandacik może przyjść pocztą. Nie warto skąpić tych kilkudziesięciu złotych, nie warto cwaniakować ja typowy Polaczek.

Lucy Mayday

Pieniądze. Węgrzy lubią swoje forinty, ale nie robią problemów z euro. Europejską walutą możesz zapłacić nawet w malutkim wielobranżowym Coop ABC  (najpowszechniejsze sklepy) po ich stałym kursie. Podobnie z płaceniem za noclegi. Węgier poda ci cenę w euro jak dla obcokrajowca, ale zapytaj o równowartość w HUF, przelicznik jest dla Polaka korzystniejszy, o ile nie zarabia za granicą. Węgier też będzie kontent, bo nie lubi dokładać sobie obowiązków i biegać po kantorach, szczególnie mieszkaniec wsi.

Lucy Mayday

Niech się wam nie wydaje, że pisząc o wsi mam na myśli gospodarstwa rolne i totalne zadupie. Pierwszego nie uświadczysz w ogóle, drugie się zdarza, ale tam akurat nie ma w ogóle bazy turystycznej, więc ten obszar całkowicie pomijamy.

Węgry nie są luksusowe, to musisz wiedzieć wybierając się tam. Zapomnij o wysokich hotelowych standardach, bo tutaj szeroko pojęta komercja jeszcze nie dotarła. Możesz trafić na nieremontowaną daczę z lat 80-tych, albo komfortowo wyposażony dom z kilkoma sypialniami, łóżeczkiem dla dziecka, przydatnymi akcesoriami i dwoma łazienkami. Nie ma reguły, dlatego zawsze proś o zdjęcia wnętrza i dokładną lokalizację (choć Węgrzy nie oszukują i nie podają odległości do np. aquaparków w linii prostej). Jeśli jednak wybierasz się w celach typowo turystyczno-poznawczych, pozostaje ci Budapeszt, gdzie standardy są lepsze, ale też jest sporo drożej (nawet Eger jest jeszcze dość socjalistyczny). W mniejszych miejscowościach również masz dostęp do hoteli, są one jednak niewielkie, podobne do naszych pensjonatów i skupione głównie wokół źródeł termalnych z odkrytymi basenami, gdzie wstęp mają także osoby nie korzystające z usług noclegowych.

Lucy Mayday

W dalszych częściach przewodnika opowiem wam o tym, dlaczego warto na wieś, gdzie konkretnie i dlaczego akurat tam. Nie będzie o Hajduszoboszlo, ani o Balatonie, bo w sezonie wakacyjnym nie da się tam wypocząć. Ściągają w owe okolice tłumy Węgrów pozbawionych dostępu do morza, zmęczeni obsługą turystów górale i inni Polacy, którzy słyszeli, że tam tanio i ciepło. Owszem, pogoda gwarantowana, ale w porównaniu z pozostałą częścią Węgier tanio wcale nie jest, natomiast hałas, dziki tłum, fast foody i stragany z chińszczyzną niczym nie różnią się od naszego Władysławowa.

Lucy Mayday

Dodatkowe informacje w kwestiach technicznych.

Jeśli chcecie zwiedzać Węgry, albo przynajmniej zobaczyć coś więcej niż Budapeszt, pojeździe tam samochodem. Wypożyczalni aut bardzo mało, Węgrzy językowo ograniczeni, a komunikacja między miastami oddalonymi o 10-30 km słaba, autobusy niewielkie i rzadko kursują (w przeciwieństwie do doskonałej komunikacji miejskiej w Budapeszcie).

W uwagi na stan dróg i ograniczenia prędkości, co przekłada się na komfort i długość podróży, wybierzcie autostrady. Z przejścia granicznego w Jurgowie, tuż za Wysokimi Tatrami wskakujecie na słowacką autostradę, pustą i gładką jak lustro, bez utrudnień przejedziecie przez Poprad, Prešov i Košice i zanim obejrzycie się, już będziecie na terenie Węgier. Winiety na Słowację można kupić, podobnie jak na Węgrzech, w punktach przygranicznych i stacjach benzynowych, ale prościej będzie przez obsługiwaną w języku polskim stronę internetową. Koszt dziesięciodniowej to ok. 50 zł.

Stacje benzynowe i miejsca postoju przy słowackiej autostradzie zaskoczą was wszelkimi udogodnieniami. W przeciwieństwie do większości węgierskich punktów, Słowacy nie pobierają opłat za skorzystanie z toalety. Widoki z drogi zrekompensują wam nudę sunięcia przez bezkres pustej autostrady. Przejedziecie przez dwa tunele wykute w skałach, miniecie pięknie położony Zamek Spiski oraz urokliwe wsie z górującymi nad nimi kościółkami.

Ceny paliwa na Węgrzech są zbliżone do naszych, zapłacicie tylko kilka- – kilkadziesiąt groszy więcej.

Jeśli jedziecie pojazdem zarejestrowanym na inną osobę, będzie wam potrzebne notarialne poświadczenie w języku węgierskim, niemieckim, angielskim albo rosyjskim uprawniające do użytkowania. Jest bezterminowe i kosztuje ok. 24 zł.

Lucy Mayday

Sklepy spożywcze to w zasadzie sklepy wielobranżowe, zaopatrzone w dobra pierwszej potrzeby. Nie umrzecie z głodu, w każdym dostępna jest wędlina, skromna ilość owoców i warzyw, słodycze, napoje, alkohol, artykuły higieniczne i podstawowe kosmetyki. Niestety, praktycznie nigdzie nie zjecie gotowego śniadania, restauracje otwierane są podczas pełni sezonu najwcześniej o dziesiątej, ale przeważnie jednak w południe, fast foody i smażalnie na terenie kompleksów termalnych godzinę-dwie później niż godziny otwarcia basenów czy parków rozrywki, a wybór posiłków jest dość skąpy. Jeśli nie rezerwujecie hotelu ze śniadaniem (kontynentalne), warto zrobić zaopatrzenie na pierwsze dni w markecie na obrzeżach większego mijanego po drodze miasta. Ceny takie jak w Polsce, ale niektóre produkty gorszej jakości. Wszędzie dmuchane pieczywo, w 99% sprzedawana woda mineralna jest gazowana, mnogość wysokoprzetworzonej żywności. W dalszej części opowiem wam o alternatywie dla ubogiej kuchni węgierskiej i podrzucę kilka przydatnych informacji dla osób lubiących gotować oraz grillować we własnym zakresie. Będą: zdjęcia, ciekawostki, porównanie aquaparków, będzie o winie i zabytkach. Dużo będzie. Jeśli macie konkretne pytania o coś, co was specjalnie interesuje, jestem otwarta, piszcie.