azja express na nfz

azja express na nfz

gdzie się nie obrócę, wyskakuje na mnie hanka lis. wolałabym już emily blunt, choć naiwną miała rolę w sicario, a dziewczynę z pociągu musiała umiejętnie ratować, co nie zmienia faktu, że kawał talentu ma.

ale. ta hanka, co to gotuje, nie wstydzi się nagich iksów i kamufluje szlugi w orient ekspresie, wciąż rzuca mi jakieś niewypowiedziane wyzwanie. jest świetlista, o poranku tylko odrobinę wymiętoszona, z blond nogami do nieba, choć jeszcze niedawno o tej samej długości, tylko w przeciwną stronę.  i te jej równiutkie zęby w delikatnym niczym mgiełka moherowym sweterku filuternie spadającym z ramienia wzdłuż wiotkiej, dystyngowanej kibici. starszawa już jest (w porównaniu), na czym wychodzę jak zabłocki na mydle wyginając się przed lustrem szpitalnej łazienki. paczę na coraz mocniej rysujące się chomiki, paczę na skapcaniałą oponę, paczę na się na wskroś i tak mi się nie chce myśleć o tych wszystkich pierdoletach, cellulitach, botoksach i szpilkach.

nie widzimy innych takimi, jacy są. oglądamy ich w wersji podrasowanej na potrzeby życia zawodowo-towarzyskiego, nikomu się nie chce patrzeć głębiej. bo i po co? żeby dogrzebać się do starych blizn i nowych skaleczeń?

pudelki, instagramy, klub w sobotę i msza w niedzielę to nieodzowne atrybuty malarza, który wymachuje na nich pędzlem, jak na specjalnie przygotowanym płótnie. tu dodać magnety, tam zdjąć cienie, wygładzić chropowatość, rozświetlić. nie zapominajmy, że życie dzieje się pod warstwą lukru, japońskiego mejkapu i czerwonej pomadki chanel.

nie chcę już dłużej czytać o autoryzowanym życiu, przysiadam się więc do dwóch lasek w okolicach siedemdziesiątki, które czekają na zabieg, przed którym cierpnie mi skóra. a one nic, rozparły się wygodnie i rozmawiają, od robienia na drutach przechodzą do gotowania obiadów w prl-u, a zaraz potem do zagłady żydów w auschwitz. uszy mi się gorące robią z wrażenia. opowieści rodzinne zasłyszane mimochodem na szpitalnym korytarzu to coś jak współczesna saga zarzucona z audiobooka, tyle że z podziałem na role. nie ma tu utopijnych i heroicznych polaków, ciemiężonych żydów, ani bestialskich niemców, jest za to kwintesencja doczesności, zwyczajny człowiek w okolicznościach, które towarzyszyły mu w codziennym życiu.

tego szukajmy w ludziach. prawdy. nie żadnych wygładzonych buziek, chińskich zegarków udających markowe, wystylizowanych śniadań, które po sesji nie nadają się już do zjedzenia.

rozmowa, kontakt, dotyk.

 

*zdjęcie hanki pochodzi stąd