Aromatyczne gruszki zatopione w czekoladowym musie, czyli jesienna tarta raz!

Aromatyczne gruszki zatopione w czekoladowym musie, czyli jesienna tarta raz!
Latem łapie się jego owoce w locie, zapycha buzie naturalnymi smakołykami, rozsmarowuje lepkie soki na policzkach. Od czerwca do sierpnia człowiek nie zauważa ulotności czasu, rozkoszuje się i przebiera w przysmakach prosto z drzewa/krzewu jakby lato miało trwać zawsze.
Dawniej schyłek lata i początek jesieni zwiastowało pojawienie się gruszek. Dorodne klapsy rosły tak wysoko, że trzeba po nie było wspinać się na złamanie karku, do tego ukradkiem, bo jeszcze twarde i niedojrzałe, że sadownikom grzech było zrywać. Pamiętam ten skurcz w szczęce i trudności z opanowaniem łakomstwa, kiedy się człowiek na czubku gruszy już znalazł…
doczesne.pl
No właśnie, nie jadamy miękkich gruszek. Ba! Każdą zażółconą wkładamy do lodówki i szybko o niej zapominamy. Mayday w ogóle nie jest owocowy, a dzieciaki, w ślad za mną, wcinają tylko twarde, strzelające pod naciskiem palców owoce. Przez ostatni miesiąc trochę się nam gruszek uzbierało, głównie z tych, które dzieciaki dostały w szkole i zapomniały podsunąć matce do obrania (albo w domu był jeno tatuńcio, jego od noża i obieraczki uchroń, Panie). Szkoda mi było je wyrzucić, staram się nie marnować jedzenia (większość dojada Mafiozo), ale zupełnie nie miałam pomysłu na ich zagospodarowanie. Przyszły mi do głowy gruchy zamarynowane w occie, ale one też powinny być twarde, inaczej nikt z domowników nawet nie zerknie w ich stronę.
Moje zapasy nie były jakieś wyjątkowo miękkie, dlatego pozwoliłam sobie dorzucić je do ciasta. Skoro jabłka, maliny i śliwki przechodzą, może uda się też teraz.
Nikt w domu nie przepada za cynamonem w dużych ilościach (ja nawet w małych), imbiru szczerze nie znosimy, ale uroiłam sobie, że w połączeniu z kardamonem ich niewielkie ilości wydobędą z gruszek jeszcze więcej smaku. Wiadomo – grucha poddana obróbce termicznej staje się mączysta i pozbawiona słodyczy.
Zaryzykowałam i opłaciło się.
Gdybym jednak zatopiła gruszki w jakimś kremie maślanym, serowym czy budyniowym, mogłabym ją spisać na straty, dzieciaki by nie ruszyły. Postanowiłam więc dodać to, co tygryski lubią najbardziej, czyli czekoladę podkręconą puszystą kremówką.
Na chwilę obecną została połowa blachy tylko dlatego, że ciasto podałam po sytym obiedzie. Aniu, trzymaj kciuki, żeby zostało coś na jutro dla Was.
doczesne.pl
kruche ciasto lekko słodkie
330 g  mąki pszennej
200 g zimnego masła
2 łyżki cukru pudru
1 żółtko
masło + bułka tarta/mąka do formy
mus czekoladowy
100 g czekolady mlecznej
50 g czekolady gorzkiej
ok. 400 ml śmietanki 30%
łyżka cukru pudru
4 gruszki
marynata do gruszek
2 szklanki wody
laska cynamonu
łyżeczka kardamonu
szczypta imbiru
2 łyżki ksylitolu/cukru pudru2 łyżki dżemu morelowego/brzoskwiniowego*
doczesne.pl


Sposób wykonania

Zimne masło pokroić w kostkę, wymieszać z mąką i cukrem pudrem, dodać żółtko i szybko zagnieść. Kulkę ciasta wstawić do lodówki na co najmniej pół godziny.
Rozgrzać piekarnik do 180 – 200 st. C.
Formę na tartę wysmarować tłuszczem, obsypać bułką tartą lub mąką i wykleić ciastem, a następnie nakłuć widelcem. Na wierzch położyć karton papieru do pieczenia lub folii aluminiowej, wysypać fasolę i piec w ten sposób ok. 15 minut. Po usunięciu obciążenia piec jeszcze ok. 10-20 minut – do zarumienienia.
Spód tarty schłodzić.
Marynata – zagotować wodę z przyprawami i cukrem, zdjąć z ognia.
Pokroić gruszki w plastry lub na połówki, włożyć do gorącej marynaty i pozwolić im wchłonąć delikatny aromat przypraw przez ok. kwadrans. W razie potrzeby zwiększyć ilość wody oraz przypraw według upodobań.
Po piętnastu minutach gruszki wyjąć, odsączyć.
Rozpuścić czekoladę w kąpieli wodnej.
Ubić na sztywno** kremówkę, dodać cukier puder, miksować przez chwilę.
Wlać czekoladę, wymieszać dokładnie ze śmietaną.
Masę wylać na spód tarty.
Na wierzchu ułożyć odsączone owoce.
Podgrzać dżem morelowy, aby się rozpuścił. Pędzelkiem rozsmarować niewielką ilość na gruszkach.
Całość chłodzić w lodówce minimum godzinę.
doczesne.pl
doczesne.pl

 

* Dżem morelowy lub brzoskwiniowy w oryginale był galaretką morelową – pomysł ściągnęłam z jakiegoś brytyjskiego programu kulinarnego, w którym zapiekali jabłka na cieście francuskim. Taka glazura zapobiega wysychaniu owoców i ich czernieniu. Jako, że u nas ciężko dostać galaretki owocowe, a właściwie musy, bo taką mają konsystencję te owocowe przetwory, zastąpiłam je dżemem.
** Kremówkę do deserów zazwyczaj kupuję w Biedronce – nie kwaśnieje, nie jest gęsta, więc nadaje się do łączenia z czekoladą czy mascarpone, ale mus w tym przepisie wychodzi dość rzadki. Nie da jej się ubić na sztywno, to tylko skrót umowny. Jeśli wolicie bardziej zwarte i estetyczne formy, zaopatrzcie się w łowiczowską lub dla uzyskania bardzo maślanego efektu – z Piątnicy.
Uwaga.
Do koncepcji zdjęcia pasowały mi owoce ze skórką, ale jeśli macie dzieci lub wrażliwe podniebienia, oszczędźcie sobie problemu i obierzcie gruszki przed namoczeniem w marynacie.

doczesne.pl