aktualności

wyspać się, czy zmęczyć na zumbie?
wciskać w siebie wychładzającą organizm zieleninę i poczytać książkę, czy zapchać się kanapką i latać ze ścierą po domu?
warczeć na domowników, czy olać domowników?
wyborny wybór, prawda?
nie odczułam bożonarodzeniowego przejedzenia, bo i nie kojarzę świąt z gniciem przy stole, ale okołosylwestrowy wypad dał mi się we znaki. nie pomogło zajadanie wszystkiego chlorellą (jakby mogła stanowić antidotum na przesyt), ani noworoczne wygibasy.
 zazwyczaj o tej porze, najpóźniej w połowie stycznia na ulicach leżał już śnieg. dzięki niemu nawet, jeśli w jakiś zupełnie nierealny (serio) sposób przybyło tu i ówdzie ciała, światło odbite od białej powierzchni pomagało szerzej otworzyć oczy i popędzić na poranne zajęcia fat burning. wypluł sobie człowiek flaki, zjechał z błotem instruktorkę w ramach terapii wyrzucania gniewu i był jak nowo narodzony. nie wiem, czy to jesień tej zimy, czy mnie starość dopadła, ale nie ma siły, żebym w dniu wolnym zwlekła się z łóżka przed dziewiątą. nie mogę powiedzieć, że nauczyłam się tego od kasi i jej męża stanley’a, ale wyniosłam z ich domu wielką dawkę spokoju oraz przekonania, że nie muszę wciąż gdzieś gnać. chyba, że muszę…
z drugiej strony, powinnam rozejrzeć się na jakimś rozsądnym doradcą fitnesowo-żywieniowym, bo w moim wieku dupsko nie maleje od skiszonego w pomieszczeniach powietrza. macie jakieś pomysły? dobre słowo? od razu mówię, że jestem głucha na rady naturalnych szparagów.
w związku z akcją wyciszania codzienności przeczytałam już dwie książki (wiem, śmiech na sali w porównaniu z okresem, kiedy w ciągu tygodnia mieliło się więcej) i zdążyłam kupić kolejnych pięć. czy wy też tak macie, że po przestąpieniu progu księgarni chcecie zrobić w tył zwrot? co to za szmirę eksponują na wyspach i czołówkach? jakoś trudno mi uwierzyć, że 2015-ty ma być rokiem czytania. jak mocno nie znoszę wyborczej, tak mimo wszystko polecam artykuł o polskim czytelnictwie. okazuje się, że da się nie popsuć wywiadu z całkiem przyzwoitym człowiekiem. rozśmieszyło mnie tylko zdanie prof. koziołka o henryku sienkiewiczu, którego uważam co najwyżej za jednego z lepszych pisarzy klasy średniej.
gdyby nie tendencyjne pytania, to mógł być świetny tekst, lecz pan profesor trzyma fason i stara się łopatologicznie, a nie politycznie opowiedzieć o książkach i ich roli (choć to akurat jest palcem pisane i pozostawione bez filarów) w życiu, na przykład młodzieży. ucieszyło mnie również stwierdzenie, że lepiej nie deprecjonować tych, którzy czytać nie chcą i nie lubią. w końcu wyobraźnię rozwijać można na różne sposoby, a i papierek dyslektyka i dysgrafika załatwić da się w pierwszej lepszej poradni.
oglądałam wczoraj czułe słówka, w okolicach północy wgryzłam się w cień moniki rakusy i dzisiejszego poranka zaczęłam się zastanawiać, jak szybko popadnę w depresję. nic tak na mnie nie wpływa, jak emocje związane z relacją matka-dziecko, jestem pod tym względem prawidłowo rozwinięta ewolucyjnie.
dla zrównoważenia zabrałam dziś córkę na paddingtona. nie zniosłabym dwóch godzin przed kreskówką, choćby nie wiem, jak ambitną. paddington natomiast bawi i wciąga, to świetny relaks od dorosłego świata kinematografii. polecam.
z przestrzeni wirtualnej wyniosłam ostatnio niewiele, ale że to post o aktualnościach, coś tam wyskrobię z pamięci krótkotrwałej.
– korwin-mikke rozłożył mnie na łopatki swoją cichą manifestacją. jedni chwalą za własne zdanie, inni psioczą, że wstyd i hańba, a mnie to ni ziębi, ni grzeje. merytorycznie i metodycznie zamilknę, aby znów nie wywołać wilka z lasu. nie ma się czemu dziwić, że idioci zachowują się zgodnie z własnym poziomem rozwoju, wszak reprezentują swoich wyborców;
– u marysi propozycje zaproszeń ślubnych – niestandardowych, dedykowanych, ale przy tym klasycznych;
– u karoliny kalendarz do wydrukowania, który planuję zaaranżować na swoich włościach. planuję to dobre słowo.
aaaa, zapomniałabym. poznałam jagodziankę. powaga. jak ona nawijaaaaa. gdyby ktoś miał wątpliwości, jagoda ma to po niej. absolutnie. szkoda, że miałyśmy tak mało czasu, nawet lody nie zdążyły się w całości rozpuścić.
no i zupełnie bez związku z magdą jagodziankową, która lubi zgoła odmienne klimaty, zamarzyła mi się nowa łazienka. już mi minęło, że ma być mega neutralna i uniwersalna. mogłaby być o, taka: