Recent Posts

polish psycho part two

polish psycho part two

…prawda jest taka, że… Nie ma prawdy obiektywnej, jest tylko to, co sądzimy o danym zagadnieniu w oparciu o stan naszej wiedzy, doświadczenia i sytuacje, w których się znaleźliśmy lub byliśmy świadkami wcale w nich bezpośrednio nie uczestnicząc. Słyszeliście o eksperymencie jugosłowiańskiej artystki Mariny Abramowić? […]

polish psycho part one

polish psycho part one

A może by tak siebie polubić?! – oświadczyła pytając Agnieszka. Ale tak od razu, na starcie? Siedząc na kozetce należącej do wyimaginowanego psychoterapeuty opowiadam mu o swoim życiu. Klasyczny układ z amerykańskich filmów, doprawiony obrazami z Ozona. Kiedy doszliśmy do dzieciństwa, kiedy wyplułam z siebie […]

nam strzelać nie kazano

nam strzelać nie kazano

Byłam w szóstej klasie podstawówki, kiedy rodzice pierwszy raz niefrasobliwie zabrali nas w góry. Eksplorowaliśmy wszystkie tatrzańskie szlaki z wyłączeniem czarnych, które oznaczały najwyższy stopień trudności. Dość rozsądni byli ci moi starzy – młodzi wówczas jeszcze, ale nie do końca świadomi, ile nas będzie kosztowało maszerowanie od rana do wieczora niekończącymi się szlakami. Jeden przechodził w drugi, drugi w kolejny i następny. Byliśmy urzeczeni widokami i możliwościami, oszołomieni siłą przyrody i przychylnością meteo. Byliśmy dzielni, my – dzieci – ja i mój młodszy brat, teraz to widzę. Zamknięci we własnym świecie nowych doznań chłonęliśmy wszystko bez marudzenia.

Pamiętam, że tylko raz zrejterowałam. Nie ze strachu. Wycofałam się z planu, który tworzył się na bieżąco, więc uaktualniłam go po swojemu. Po południu znaleźliśmy się w miejscu, z którego można było odbić na Giewont. Wymaszerowaliśmy z lasu na powierzchnię i choć ta odmiana bardzo mi się spodobała, ku zaskoczeniu rodziny i samej siebie zrezygnowałam z podejścia ostatnich kilkudziesięciu metrów pod krzyż Giewontu. Był to pierwszy, zapamiętany przeze mnie moment, kiedy z własnej woli odmówiłam dotarcia na szczyt, który miałam na wyciągnięcie ręki. Zniechęciła mnie mała ilość miejsca na górze, tłum ludzi, nieatrakcyjność tej przestrzeni, która nijak się miała do tego, co zobaczyłam wcześniej. Być może rozciągający się stamtąd widok przyprawiłby mnie o drżenie serca, ale wystarczył mi ten, który posiadałam nieco niżej.

Lucy Mayday Art

Przez następnych kilkanaście lat moje wyobrażenie o życiu było zupełnie inne. Parłam, pragnęłam więcej, spalałam się na tym, ile rzeczy mogłabym zrobić, a jednak nie tak łatwo osiągalnych i często okazji ku temu brakujących. Oraz mocy przerobowych. Czasy nie były sprzyjające, ale minęły, a ja nadal zżymałam się o więcej, bo moje możliwości znacznie wykraczały poza potrzeby otoczenia. Na każdym etapie życia znalazła się sfera, w której widziałam potencjał, byłam gotowa oddać jej to, co we mnie najlepsze.

Lucy Mayday Art

I oddałam. Bez wzajemności jednak. Przygniotła mnie małomiasteczkowość, ludzka małostkowość i mój brak odwagi, żeby podążać tam, gdzie nie będę żyła wieczną tęsknotą za możliwością samorealizacji. Wiele czynników miało na to wpływ, lecz nie o nich chcę napisać, lecz o tym, co tu i teraz. Dopiero po piętnastu latach od okołogiewontowej historii drugi raz poczułam, że nie chcę. Ogólnospołeczne, a w zasadzie globalne przekonanie o tym, że człowiek powinien dążyć do jednego słusznego celu, nie jest moją życiową wykładnią. Nie mówi się o tym głośno, ale to jest jakby stan odwrotny do zjawiska rozproszonej odpowiedzialności. Na pewno jest w psychologii na to specjalny termin, niemniej nie posiadłam owej wiedzy. Wiem tylko, że ludzie wepchnięci w kierat powtarzalności przestają myśleć o sensie codziennej rutyny,  bezrefleksyjnie wykonują to samo, co inni. Pracują, zarabiają, kupują, wydają. Niczym się od nich do niedawna nie różniłam. Wydawało mi się, że rozumuję inaczej, choć regularnie dawałam się nabrać na promocje, szybkie i krótkotrwałe przyjemności, zaspokajałam nie te potrzeby, które miałyby szansę realnie wpłynąć na wzrost komfortu życia. Nic odkrywczego, prawda? Poza jednym aspektem, o którym później.

Lucy Mayday Art

Jesteśmy wypadkową wszystkiego, czego w przeszłości doświadczyliśmy, jednak nigdy nie będziemy jednakowi nawet przy założeniu, że nasze życie zasadniczo przebiegło identycznie. Decyzje podejmujemy również w oparciu o zdobytą wiedzę poruszając się po świecie, słuchając innych, obserwując, nakładając kalkę cudzego życia na swoje, żeby zauważyć między nimi różnice, a później nawiązując relację z drugim człowiekiem, z której dowiadujemy się, w jaki sposób znalazł się w tak odmiennym od naszego momencie i stanie. Nie musimy być wiecznymi entuzjastami owych sprzeczności, nie wszystko należy radośnie akceptować. Przeciwnie, mądrze jest wątpić i dociekać, poszukiwać i odnosić się do różnorakich przeżyć, żeby z czasem dokładnie określić, dokąd pragniemy zmierzać i nie podążać ślepo za tłumem. W tłumie stajemy się bezwolni, wahamy się, nie jesteśmy pewni swoich decyzji, jeśli nie znajdujemy potwierdzenia w oczach większości.

Lucy Mayday Art

Ludzie lubią czekać, aż pierwszy ruch wykona ktoś inny często tłumacząc się strachem, chociaż faktycznie czekają na konsekwencje, jakie spotkają pierwszego, który wychyli czubek nosa. Są asekuracyjni do granic, tchórzliwi i niesolidarni. Istnieją również tacy, którzy, w przeciwwadze do pozostałych, niezależnie od poziomu wykształcenia i ilości zdobytych doświadczeń, potrafią prawidłowo ocenić sytuację, zracjonalizować ją i odnaleźć się w niej nie tylko ze względu na własne dobro. Siły nigdy nie są rozłożone równo, ale wystarczy jeden chwast, żeby zepsuć harmonię wypielęgnowanego trawnika. Najczęściej nie mamy wpływu na to, gdzie pojawi się wybroczyna, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby się jej pozbyć. Jednym ruchem ręki, bez nadmiernego wysiłku, bez oczekiwania, że może ktoś inny, bo a nuż w pobliżu pojawi się wściekły pies i nam ją odgryzie. Gdy trawnik rośnie na znajomym terenie, kiedy wspólnie dbamy o jego zrównoważony wzrost, jesteśmy przecież świadomi potencjalnych zagrożeń. Powinniśmy umieć ocenić, czy mają rację bytu, czy nie ma możliwości, żeby się pojawiły. Wystarczy chwilę pomyśleć i nie zasłaniać się własnym tchórzostwem. Chwilę, a nie wieczność w oczekiwaniu na czyjś ruch, bo w tym czasie chwasty się rozplenią i coraz trudniej będzie z nimi walczyć. Ale nawet w sytuacji ich dominacji, powinniśmy mieć solidny kręgosłup. 

Lucy Mayday Art

Skąd ten pesymistyczny tekst dzisiaj? Zdjęcia powinny być podpowiedzią. Wobec pomówień, przekłamań, manipulacji informacjami, układów i nadużyć, jestem skłonna przyznać, że nigdy nic nie osiągnę, a szacunek, który należy mi się chociażby z powodu stania po stronie dobra ogółu, solidarności, sumienności i wiedzy, nigdy na mnie nie spadnie. Opinie kreuje się w oparciu o najbardziej oczywiste i rzucające się w oczy aspekty, później można je zweryfikować. Ludzie, którzy siedzą ze mną w tym samym gównie oraz ci, którzy ledwo się z niego wydostali, przestają czuć smród, jeśli nie dotyczy ich samych. Znamienne, prawda?

Nie widzę powodu, dla którego miałabym bogacić się na cudzej krzywdzie polegającej na tym, że skazałabym kogoś na mój dotychczasowy los. Za dużo chwastów, żeby poradzić sobie z nimi w pojedynkę, co nie znaczy, że muszę im dorównać, żeby zaistnieć. Wstyd mi tylko za to, jak szybko inteligentni potrafią stracić fason. Głupich mi nie żal, oni nie patrzą dalekosiężnie, dochodzą do ściany i nic poza tym nie jest im dane. Wstyd mi za dorosłych obywateli ogarniętych chwilowym egocentryzmem, potrzebą zaistnienia, po których to chwilach nie przychodzi refleksja, dzięki której człowiek pozostaje człowiekiem, a nie wilkiem.

Lucy Mayday Art

Zawsze za wzór stawiałam sobie inteligentniejszych ode mnie, ale nareszcie wiem, że nie sztuką jest mieć wysokie IQ, ale wiedzieć, jak je mądrze wykorzystać. Dzisiaj również nie wspięłabym się na szczyt, na którym trzeba się rozpychać łokciami tylko po to, żeby zobaczyć panoramę. Z innych miejsc też świetnie widać. A zdobywanie wyżyn dla dodania sobie atrakcyjności uważam za śmieszne. Tę energię można przeznaczyć na mnóstwo wartościowych rzeczy, które oferuje świat. Mając na uwadze wyłącznie wymyślony bądź wskazany przez kogoś innego cel traci się to, co dookoła. Na zawsze. Pewnych spraw nie da się nadrobić, ponieważ, jak już wiecie, to, kim będziemy w przyszłości zależy od aktualnych wyborów. Teraźniejszość w końcu stanie się przeszłością.

Lucy Mayday Art

Ten wpis jest prosty (a przyrównanie do chwastów nawet dość prostackie) i chaotyczny, ponieważ trudno pisze się o własnych emocjach będąc w ich epicentrum. Bardzo chciałam mieć go tutaj, żeby po jakimś czasie, gdy napięta sytuacja odsunie się w czasie, móc wrócić do tego, jak się czułam i nie zapominać, nie wybaczać tak łatwo. Nieco mi wstyd za powyższy tekst, ponieważ puszczam w świat coś, z czego niewiele zrozumiecie, a już z pewnością możecie przyjąć nieprawidłowe założenia. Jestem zdania, że nie wolno mówić, jeśli nie jest się pewnym wypowiedzi. Z drugiej strony muszę się jakoś trzymać w ryzach, ponieważ mam tendencję do pobłażliwości i szukania w ludziach pozytywów za wszelką cenę, przez co tracę ogólny pogląd i potrafię wyciągać mylne wnioski, często o wiele zbyt przychylne, w konsekwencji czego dostaję po dupie po raz enty. Jestem rozdarta pomiędzy racjonalnością, a emocjonalnością, które poruszają się zmiennie po amplitudzie mojego życia. Jeszcze przez jakiś czas muszę uczestniczyć w cyrku, od którego odcięłam się mentalnie i światopoglądowo, jednak dopóki go nie opuszczę, będą szarpały mną wieczne rozterki, wątpliwości i sprzeczności.

W świetle dzisiejszej setnej rocznicy odzyskania przez Polaków niepodległości głośno mówię, że nie godzę się na taką Polskę.

miłość nieromantyczna

miłość nieromantyczna

Prawdopodobnie będziecie zdziwieni moim odkryciem, sama ze zdumieniem zdałam sobie z tego sprawę dopiero, kiedy zauważyłam kontrast w stosunku do innych pór roku – jesień jest moim sezonem miłości.  To pora roku, która zbliża bardziej niż inne przez to, że nie rozprasza relacji z partnerem. […]

seasonals: krucha szarlotka z masłem orzechowym

seasonals: krucha szarlotka z masłem orzechowym

Gdy nastaje weekend, z tygodnia na tydzień jestem coraz bardziej zdziwiona jego kruchością. Lekkością bytu. Niefrasobliwością. Po tygodniu zapełnionym od świtu (a w zasadzie na długo przed) do głębokiej nocy chciałoby się zrobić coś dla siebie. Leniwego, niespiesznego. Jednocześnie, żeby utrzymać psychikę w dobrej formie, planujemy […]

wybory i wybory

wybory i wybory

Jak to łatwo dzisiaj żyć złudzeniem.
Na plakatach wyborczych, jak na instagramie, mikroskopijny wycinek rzeczywistości ułożony odpowiednio do zdjęcia, zestaw skopiowany od kogoś innego, przepuszczony przez filtr, od którego bolą oczy, ale stał się idiotycznie popularny, więc i pożądany. Kandydaci na radnych, zupełnie nie związani dotąd z polityką, powściągnęli nadmierne uśmiechy, zostali fotoszopowo pozbawieni wyrazu twarzy, który nie potrafi ukryć tego, jak bardzo zależy im wyłącznie na zabezpieczeniu tyłów, nie wiedzą, czym jest ordynacja wyborcza. Nie rozumieją zależności, nie mają pojęcia o budżecie, dyplomacja jest słowem – abstrakcją. Zapomnieli, że z ich fejsbukowych profili można wyczytać dużo więcej niż z plakatu. Wiemy, co piją, gdzie i z kim się bawią, jak dbają (bądź nie) o dzieci, a lajkowane memy i komentarze na plotkach zdradzają ich iloraz inteligencji.
Tak się złożyło, że tuż przed wyborami liście zaczęły hurtowo spadać z drzew, na tle większości pni widać już tylko kikuty życia. Minie jesień, minie zima i świat natury znów obudzi się do życia, lecz nie ma pewności, czy podobnie będzie z konsekwencją naszych wyborów.
Pierdylion nic nie wnoszących plakatów zaśmieca nasz kraj, gruby plastik będzie się rozkładał setki tysięcy, a nawet miliony lat. Nas już wtedy nie będzie, ale możemy przestać suwerennie istnieć szybciej, niż jesteśmy sobie wyobrazić. Dąży się do tego, żeby kraj produkował imbecyli, którzy jak marionetki będą zapierdalać jak w kamieniołomach czy innym łagrze. Sądy nam się upolitycznia, odbiera godność jednostki, a sprawiedliwość wtłacza w gestię garstki ludzi, którzy przez dwóch decydentów będą rozdawać karty.
Nie chcę żyć w kraju, którego rządzący wyrośli w kompleksie Napoleona i niedowartościowaniu, albo przeciwnie, z gigantycznym przerostem formy nad treścią. Nie chcę do końca życia żebrać o łaskawość i litość, której nie otrzymam. Nie chcę się płaszczyć i zniżać do poziomu podłogi. Musiałabym się na niej położyć i albo przyjąć nowo wprowadzane zasady, albo zdechnąć. A ja chcę żyć. Mieć dostęp do kultury, do rozrywki, do kosmopolitycznych treści i niezafałszowanych informacji.
Nasi dziadkowie i pradziadkowie walczyli o to samo, tylko ich stawką było bezpośrednie zagrożenie życia. W długiej perspektywie możemy spartaczyć to, za co umierali.
Nie będzie wam wstyd?
#idźnawybory #wybierzdobrze

autumn vibes

autumn vibes

Corocznie na początku jesieni słyszę dumki na miltigłosy, pieśni nadchodzącącej melancholii. Ziiimno w intonacji na cierpiątniczego katolika, na uciemiężonego podwładnego, na zbłąkaną owieczkę. Baby, it’s cold outside na troskliwego misia i na weterana klasycznych wymówek. Zabawy rytmiczne w ciepło – zimno naśladując  Scatman Johna. Stonesi […]

seasonals: kruche z jabłkami, orzechami i leśnym twistem

seasonals: kruche z jabłkami, orzechami i leśnym twistem

Gdyby się nie okazało dzisiaj, że nie daję rady, ciasto zrobiłoby się jakoś w międzyczasie, zjedzone zostałoby podobnie i nikt z żywo nim zainteresowanych nie pomyślałby, żeby zrobić mu zdjęcia i podzielić się przepisem. Jak widzicie zdjęcia są, przepis poniżej, co znaczy, że padłam. Wiem, […]

“nie ma nic szlachetnego w górowaniu nad innymi”*

“nie ma nic szlachetnego w górowaniu nad innymi”*

Grupa ludzi, uśmiechy, wzajemna wymiana serdeczności. Przytulamy się, poklepujemy po plecach, policzki karminowe od pocałunków na powitanie. Przy okazji zjazdu rodzinnego nikt się nie usztywnia na dotyk, to część stałego paradygmatu scenariusza napisanego przez pokolenia. Musi mieć należyty początek, później przyjdzie czas na kulminację – pierwszą, drugą, trzecią, następnie zapętlenie, rozwiązanie i epilog, którego treść zaczynacie właśnie czytać.

Nic się nie zmieniło na przestrzeni wieków, choć jednocześnie zmieniło się bardzo wiele. Scenariusze ewoluują wraz z warunkami życia, lecz jedno jest constans – nie należy się wyłamywać z obowiązującego kanonu zachowań. Rączka – rączka, buzi – buzi, wspaniale was widzieć. I tylko nieliczni widzą, że te prawa nie przysługują wszystkim. Nie masz nazwiska, nie dostałeś się do rodziny przez aklamację, ktoś podjął decyzję nie pytając o pozwolenie. Merytorycznie twoje pytanie nic by nie zmieniło, przeniknięcie do hermetycznie zamkniętej przestrzeni jest niemożliwe, ale gniew grupy dzierżącej dotąd władzę ustawodawczą byłby mniejszy i jego konsekwencje krótsze. A tak wzrok zawsze cię omiecie, zamiast się zatrzymać, możesz stać się adresatem wytyków, pouczeń i narzekania, ale nigdy partnerem do rozmowy. Będziesz próbował kupić sobie tytuł szlachecki, zdobędziesz pieniądze i sławę, ale uznania nigdy.

Oczekiwania wobec ciebie będą niezmienne, choć z założenia niemożliwe do spełnienia. I choćbyś brał na siebie odpowiedzialność za całe zło tego świata, upadał pod jego ciężarem na kolana, a później, choć z mozołem, to jednak triumfalnie się z nich podnosił, nie licz na lepsze miejsce przy stole. Nagród nie wręczamy, ponieważ podium jest w renowacji.

Naucz się definicji słowa: wykluczenie. Nie masz wpływu na działanie grupy, w żadnej minucie nie zdobędziesz kontroli nad swoją w niej rolą. Error. Twój dostęp został dożywotnio ograniczony. Dopóki nie zdasz sobie sprawy z tego, że jesteś poza tajemniczym kręgiem, dopóty sam siebie będziesz wiódł ku unicestwieniu. Jeśli raz dasz się upokorzyć, zrobią to znów i jeszcze raz, i kolejny, aż osiądą w przekonaniu, że to ich prawo, a twoja kara za próbę włączenia się do klu-klux-klanu samonagradzających się członków. Nie licz na to, że twoje wysiłki i działania stworzą z nich Samarytan jeden po drugim. Jest ich zbyt wielu i zbyt długo wzajemnie utwierdzają się w swojej wyjątkowości.

Zapamiętaj: nikt nie jest stworzony do znoszenia upokorzeń. Żaden człowiek nie musi stawiać wyuczonych zasad ponad własne dobro, kiedy siedząc w okopach doświadcza ataku z powietrza. Jesteś łatwym celem, ale to nie znaczy, że masz się poddać. Jeden trafiony strzał pozbawi cię kłopotu, nie obawiaj się, że kogoś przy tym zranisz, bo nie ty zacząłeś. To nie obrona przez atak, to konieczność. Kapitulując unicestwisz samego siebie, a podejmując walkę możesz wygrać szacunek. Nigdy nie będziesz mógł powiedzieć, że jest on bezwarunkowy, ale nie o nomenklaturę chodzi, tylko o twoje życie. Nauczono cię uników i ucieczki, ale kto powiedział, że zrobiono to w trosce o twoje dobro? A jeśli nawet, to czy dawne prawdy pasują do twojej aktualnej sytuacji?

Kiedy nikt cię nie szanuje, nie wiesz, jak wzbudzić szacunek do samego sobie inaczej niż zwyczajowo – poprzez pogardę okazywaną innym. Nie idź tą drogą. To jest tak jak z gniewem, podobno nie przysługuje każdemu. Kiedy wejdziesz w rolę, którą napisał scenarzysta, twój gniew zawsze pozostanie wówczas niemy, aż w końcu zamieni się w bezsilność. Dokonaj wyboru pomiędzy własnym życiem, a centralnie sterowanym planem, którego zawsze będziesz źle naoliwionym mechanizmem. Nie musisz porzucać ludzi, których kochasz, żeby odnaleźć szacunek dla samego siebie. Wystarczy zrozumieć, gdzie leżą granice.

Lucy Mayday

Gdybyście nie byli pewni, skąd pomysł na ten tekst, odpowiadam: jak zwykle z serca. Nic nowego, ale musiał przecież powstać w oparciu o coś konkretnego. Napatrzyłam się, jak się żyje w innych rodzinach, jak się żyje w mojej i w związku z nadchodzącymi wyborami samorządowymi zaczynam odczuwać przerażenie. Skoro na tak małej przestrzeni jaką jest rodzina potrafimy dać się zapędzić w kozi róg i wcisnąć w za małe portki, jaki zgotujemy sobie los wybierając na oślep? Lokalne władze mają równie wielki wpływ na życie jednostki, co władze na szczeblu rządowym. I to z lokalsów później wyłaniają się decydenci.

Stawia się na tych, którzy mogą potencjalnie załatwić podwyżkę, lepszą pracę, miejsce w żłobku. I co dalej? Nie chodzi o to, żeby martwić się o czubek własnego nosa, ale o społeczność, przyszłość ogółu, w tym naszą, naszych dzieci, naszych rodziców i dziadków. Jeśli ktoś traktuje kobiety jak śmieci i nie wstydzi się wygłaszać owych opinii na forum publicznym, nie zrobi nigdy nic dobrego dla waszych córek, wnuczek, partnerek. Jeśli w programie wyborczym dba o interesy wyższych grup społecznych, nigdy nawet nie spojrzy w stronę maluczkich. Zawsze gdy daje jednym, musi zabrać innym, ponieważ nie ma worka bez dna, z którego będzie w nieskończoność czerpał. Jeśli w debacie publicznej lży oponenta i stosuje czarny PR, nie będzie skłonny do dyskusji, nie rozumie wobec tego demokracji, dąży do pełnej władzy, więc nie licz na wyrozumiałość. Jeśli jego kampania wyborcza opiera się wyłącznie na wytykaniu innym błędów, a brakuje w niej postulatów na przyszłość i realnej wizji ich spełnienia, jak wyobrażacie sobie jego przyszłe rządy?

Poddajemy się schematom i wpływom, stajemy krótkowzroczni brnąc przez ubłocone życiowe drogi. Każdy by chciał przestać brodzić w mule i przesiąść się do luksusowego auta sunącego nieopodal, ale nie sztuką jest wedrzeć się do niego podstępem. Należy mieć plan, jak do niego wsiąść z godnością i nie pozwolić byle komu się z niego wyrzucić. Jak przetrwać ostrą jazdę w niebezpiecznych warunkach, żeby nie wypaść z drogi.

 

Nie mamy wpływu na początek naszego życiowego scenariusza, kulminacje również nie zawsze są od nas zależne, ale kierunek, jaki temu życiu nadajemy określa, czy zapętlenie sprawi, że na koniec to wszystko okaże się być komedią, dramatem, czy zwykłą obyczajówką.

 

*Ernest Hemingway

#beautifulhungary część 1 (techniczna)

#beautifulhungary część 1 (techniczna)

Pierwsze, co zauważasz wjeżdżając na terytorium Węgier, to przestrzeń. Dziwisz się, bo w miasteczkach zabudowa jest gęsta, posesje niewielkie, domy ściśnięte w zwartym szyku, mix kolorów na budynkach, bo niemal każdy nosi piętno upływu czasu, odpadający tynk i wypłowiała dachówka pozornie nie sprawiają dobrego wrażenia. […]