Recent Posts

seasonals: kruche z jabłkami, orzechami i leśnym twistem

seasonals: kruche z jabłkami, orzechami i leśnym twistem

Gdyby się nie okazało dzisiaj, że nie daję rady, ciasto zrobiłoby się jakoś w międzyczasie, zjedzone zostałoby podobnie i nikt z żywo nim zainteresowanych nie pomyślałby, żeby zrobić mu zdjęcia i podzielić się przepisem. Jak widzicie zdjęcia są, przepis poniżej, co znaczy, że padłam. Wiem, […]

“nie ma nic szlachetnego w górowaniu nad innymi”*

“nie ma nic szlachetnego w górowaniu nad innymi”*

Grupa ludzi, uśmiechy, wzajemna wymiana serdeczności. Przytulamy się, poklepujemy po plecach, policzki karminowe od pocałunków na powitanie. Przy okazji zjazdu rodzinnego nikt się nie usztywnia na dotyk, to część stałego paradygmatu scenariusza napisanego przez pokolenia. Musi mieć należyty początek, później przyjdzie czas na kulminację – […]

#beautifulhungary część 1 (techniczna)

#beautifulhungary część 1 (techniczna)

Pierwsze, co zauważasz wjeżdżając na terytorium Węgier, to przestrzeń. Dziwisz się, bo w miasteczkach zabudowa jest gęsta, posesje niewielkie, domy ściśnięte w zwartym szyku, mix kolorów na budynkach, bo niemal każdy nosi piętno upływu czasu, odpadający tynk i wypłowiała dachówka pozornie nie sprawiają dobrego wrażenia. Coś tu nie gra, jest jakoś inaczej niż w Polsce. Dopiero po chwili orientujesz się, że to za sprawą całkowitego braku reklam i nienagannego porządku. Ogródki, chodniki i ulice są nieskazitelnie czyste. Rzadko rozstawione w przestrzeni publicznej kosze nie są przepełnione, nieczęsto się z nich korzysta, Węgrzy są bowiem schludni. Prowadzą proste życie, nie wymagają wiele, robią wszystko spokojnie i systematycznie. Wielokrotnie będę jeszcze do tego wracała, ponieważ ich nastawienie do życia ma kluczowe znaczenie w mini przewodniku dla turystów, którzy chcą się zrelaksować w sposób maksymalnie naturalny.

Lucy Mayday

Drogi na Węgrzech są kiepskie. Miejscami nieco wyrównane, ale w większości dziura na dziurze, łata na łacie, dlatego zasadne jest, żeby wykupić sobie winietę i mieć dostęp do autostrad, które są sukcesywnie rozbudowywane.  Można to zrobić w przygranicznych punktach sprzedaży i stacjach benzynowych, ale łatwiej je kupić przez internet. Strona jest dostępna w trzech językach, ale nawet, jeśli macie problemy lingwistyczne, google translator przetłumaczy wam pełne zdania. Dla pojazdów do 3,5 tony dostępne są winiety tygodniowe (tylko z nazwy, bo faktycznie obowiązują przez 10 pełnych dni) i miesięczne, dłuższy okres czasu na wakacyjne zwiedzanie raczej nie będzie was interesował. Koszt dziesięciodniowej to ok. 40 zł, więc żaden wydatek, a komfort nieoceniony. Niestety, odcinek mniej więcej 70 km głównej trasy przelotowej to nadal jednopasmówka o nawierzchni pozostawiającej wiele do życzenia, jednak mimo to podróżuje się tutaj wygodnie. Być może to dlatego, że…

Lucy Mayday

węgierscy kierowcy przestrzegają przepisów. Przekroczenie limitu prędkości o 10-20 km/h zdarza się na większych przestrzeniach, ale widząc ograniczenie Węgier zawsze zwalnia. Podróż przez to może na początku wydać się monotonna, tym bardziej, że w pierwszej części kraju wokół tylko pola zboża, słoneczników i kukurydzy, ale to wrażenie znika na rzecz spływającego na was spokoju.

Podczas małego ruchu na autostradzie kierujący zjeżdżają na prawy pas i to nie jest nic nadzwyczajnego. Nie ma ciągnięcia lewym, bo nic przecież z tyłu nie jedzie, albo za pięć kilometrów będę skręcał. Kultura jazdy, panie! Natomiast gdy ruch kołowy się wzmaga, nie zdziwcie się, kiedy znienacka ktoś wam wjedzie przed maskę, żeby wyprzedzić jedno auto. Wszystko to odbywa się przy prędkości 100-130 km/h, więc jest płynne, bezkolizyjne i wygodne.

Na Węgrzech nie zostaniecie zatrzymani do RUTYNOWEJ kontroli, coś takiego nie istnieje w ich słowniku. Żeby nawiązać kontakt z policjantami, będziecie musieli popełnić wykroczenie, być cyganem w mocno zdezelowanej furgonetce, albo trafić na akcję trzeźwość, kiedy to sprawdza się wszystkich, jak leci. Bez obaw, dmuchasz, wykazuje zero i jedziesz dalej. Nie spisują cię, nie sprawdzają, ich rolą jest tylko zapewnienie bezpieczeństwa pozostałym uczestnikom ruchu. Inaczej sprawa się ma, gdy jednak coś wydmuchasz. No nie wolno i już, a znalezienie alkotestu do sprawdzenia stanu trzeźwości dla własnej pewności graniczy z cudem (jest ich mało i przeważnie mobline, więc niedostępne w posterunkach). Podobnie z winietami. Jeśli wjechałeś na autostradę bez wykupionej winiety i zostaniesz sczytany przez skaner, informacja ta zostanie odnotowana w systemie i niechybnie za to bekniesz. Na miejscu raczej nikt cię nie zatrzyma, jeśli nic nie przeskrobiesz, ale mandacik może przyjść pocztą. Nie warto skąpić tych kilkudziesięciu złotych, nie warto cwaniakować ja typowy Polaczek.

Lucy Mayday

Pieniądze. Węgrzy lubią swoje forinty, ale nie robią problemów z euro. Europejską walutą możesz zapłacić nawet w malutkim wielobranżowym Coop ABC  (najpowszechniejsze sklepy) po ich stałym kursie. Podobnie z płaceniem za noclegi. Węgier poda ci cenę w euro jak dla obcokrajowca, ale zapytaj o równowartość w HUF, przelicznik jest dla Polaka korzystniejszy, o ile nie zarabia za granicą. Węgier też będzie kontent, bo nie lubi dokładać sobie obowiązków i biegać po kantorach, szczególnie mieszkaniec wsi.

Lucy Mayday

Niech się wam nie wydaje, że pisząc o wsi mam na myśli gospodarstwa rolne i totalne zadupie. Pierwszego nie uświadczysz w ogóle, drugie się zdarza, ale tam akurat nie ma w ogóle bazy turystycznej, więc ten obszar całkowicie pomijamy.

Węgry nie są luksusowe, to musisz wiedzieć wybierając się tam. Zapomnij o wysokich hotelowych standardach, bo tutaj szeroko pojęta komercja jeszcze nie dotarła. Możesz trafić na nieremontowaną daczę z lat 80-tych, albo komfortowo wyposażony dom z kilkoma sypialniami, łóżeczkiem dla dziecka, przydatnymi akcesoriami i dwoma łazienkami. Nie ma reguły, dlatego zawsze proś o zdjęcia wnętrza i dokładną lokalizację (choć Węgrzy nie oszukują i nie podają odległości do np. aquaparków w linii prostej). Jeśli jednak wybierasz się w celach typowo turystyczno-poznawczych, pozostaje ci Budapeszt, gdzie standardy są lepsze, ale też jest sporo drożej (nawet Eger jest jeszcze dość socjalistyczny). W mniejszych miejscowościach również masz dostęp do hoteli, są one jednak niewielkie, podobne do naszych pensjonatów i skupione głównie wokół źródeł termalnych z odkrytymi basenami, gdzie wstęp mają także osoby nie korzystające z usług noclegowych.

Lucy Mayday

W dalszych częściach przewodnika opowiem wam o tym, dlaczego warto na wieś, gdzie konkretnie i dlaczego akurat tam. Nie będzie o Hajduszoboszlo, ani o Balatonie, bo w sezonie wakacyjnym nie da się tam wypocząć. Ściągają w owe okolice tłumy Węgrów pozbawionych dostępu do morza, zmęczeni obsługą turystów górale i inni Polacy, którzy słyszeli, że tam tanio i ciepło. Owszem, pogoda gwarantowana, ale w porównaniu z pozostałą częścią Węgier tanio wcale nie jest, natomiast hałas, dziki tłum, fast foody i stragany z chińszczyzną niczym nie różnią się od naszego Władysławowa.

Lucy Mayday

Dodatkowe informacje w kwestiach technicznych.

Jeśli chcecie zwiedzać Węgry, albo przynajmniej zobaczyć coś więcej niż Budapeszt, pojeździe tam samochodem. Wypożyczalni aut bardzo mało, Węgrzy językowo ograniczeni, a komunikacja między miastami oddalonymi o 10-30 km słaba, autobusy niewielkie i rzadko kursują (w przeciwieństwie do doskonałej komunikacji miejskiej w Budapeszcie).

W uwagi na stan dróg i ograniczenia prędkości, co przekłada się na komfort i długość podróży, wybierzcie autostrady. Z przejścia granicznego w Jurgowie, tuż za Wysokimi Tatrami wskakujecie na słowacką autostradę, pustą i gładką jak lustro, bez utrudnień przejedziecie przez Poprad, Prešov i Košice i zanim obejrzycie się, już będziecie na terenie Węgier. Winiety na Słowację można kupić, podobnie jak na Węgrzech, w punktach przygranicznych i stacjach benzynowych, ale prościej będzie przez obsługiwaną w języku polskim stronę internetową. Koszt dziesięciodniowej to ok. 50 zł.

Stacje benzynowe i miejsca postoju przy słowackiej autostradzie zaskoczą was wszelkimi udogodnieniami. W przeciwieństwie do większości węgierskich punktów, Słowacy nie pobierają opłat za skorzystanie z toalety. Widoki z drogi zrekompensują wam nudę sunięcia przez bezkres pustej autostrady. Przejedziecie przez dwa tunele wykute w skałach, miniecie pięknie położony Zamek Spiski oraz urokliwe wsie z górującymi nad nimi kościółkami.

Ceny paliwa na Węgrzech są zbliżone do naszych, zapłacicie tylko kilka- – kilkadziesiąt groszy więcej.

Jeśli jedziecie pojazdem zarejestrowanym na inną osobę, będzie wam potrzebne notarialne poświadczenie w języku węgierskim, niemieckim, angielskim albo rosyjskim uprawniające do użytkowania. Jest bezterminowe i kosztuje ok. 24 zł.

Lucy Mayday

Sklepy spożywcze to w zasadzie sklepy wielobranżowe, zaopatrzone w dobra pierwszej potrzeby. Nie umrzecie z głodu, w każdym dostępna jest wędlina, skromna ilość owoców i warzyw, słodycze, napoje, alkohol, artykuły higieniczne i podstawowe kosmetyki. Niestety, praktycznie nigdzie nie zjecie gotowego śniadania, restauracje otwierane są podczas pełni sezonu najwcześniej o dziesiątej, ale przeważnie jednak w południe, fast foody i smażalnie na terenie kompleksów termalnych godzinę-dwie później niż godziny otwarcia basenów czy parków rozrywki, a wybór posiłków jest dość skąpy. Jeśli nie rezerwujecie hotelu ze śniadaniem (kontynentalne), warto zrobić zaopatrzenie na pierwsze dni w markecie na obrzeżach większego mijanego po drodze miasta. Ceny takie jak w Polsce, ale niektóre produkty gorszej jakości. Wszędzie dmuchane pieczywo, w 99% sprzedawana woda mineralna jest gazowana, mnogość wysokoprzetworzonej żywności. W dalszej części opowiem wam o alternatywie dla ubogiej kuchni węgierskiej i podrzucę kilka przydatnych informacji dla osób lubiących gotować oraz grillować we własnym zakresie. Będą: zdjęcia, ciekawostki, porównanie aquaparków, będzie o winie i zabytkach. Dużo będzie. Jeśli macie konkretne pytania o coś, co was specjalnie interesuje, jestem otwarta, piszcie.

typy spod ciemnej gwiazdy, czyli co z tą ewolucją

typy spod ciemnej gwiazdy, czyli co z tą ewolucją

jeśli teoria darwina jest wam obca lub wam z nią nie po drodze światopodglądowo, jestem w stanie udowodnić, że ludzie mają tak wiele wspólnego z całym przekrojem świata zwierzęcego, w konsekwencji czego wasze dotychczasowe wierzenia nieodwołalnie obrócą się w niwecz. owszem, poniesiecie sromotną klęskę, porażkę […]

wiosenny regulamin

wiosenny regulamin

Od dłuższego czasu myślę o sobie, jak o pracowniku zakładu komunalnego oczyszczania miasta, czyli o kimś, kto dzień po dniu, z wyłączeniem weekendów, robi czystki na dzielni. Różnica polega a tym, że ja miewam również pracujące soboty i nierzadko niedziele. Wyszłam z założenia, że jeśli […]

Dąbrowska w pigułce

Dąbrowska w pigułce

Po przydługim, ale według mnie koniecznym wstępie, który zawłaszczył cały poprzedni artykuł, wypadałoby w końcu przejść do meritum. Będzie trudniej, bo dla mnie to pewnego rodzaju norma, w trakcie poszczenia działam nawykowo – mechanicznie, ale się postaram. Być może jaszcze kiedyś sama będę musiała skorzystać z tej wiedzy, gdy organizm zacznie niedomagać, a główka strajkować, co wielce prawdopodobne, że nastąpi szybciej, niż mogę prorokować. Póki co będę jadła dużo swojskiego masła.

Do dzieła zatem.

Istota postu Dąbrowskiej.

Jeśli przeczytaliście TEN wstęp do postu dr Dąbrowskiej wiecie już, że polega on na radykalnym ograniczeniu białka, węglowodanów i tłuszczów, co ma na celu wyłączenie ośrodka głodu oraz włączenie tzw. odżywiania wewnętrznego, czyli procesu samoleczenia organizmu.

Sześciotygodniowy post stosowany dwa razy w roku wg. dr Dąbrowskiej pomaga zwalczyć zaawansowane choroby z autoagresji (miażdżycę, gościec, zwyrodnienia stawów, itp.), początkowe stadium nowotworu, otyłość, która zawsze jest powiązana z innymi dolegliwościami, itp.  Podobno. Są to obietnice samej autorki diety, dane pochodzące z wypowiedzi niektórych lekarzy zajmujących się leczeniem przez żywienie oraz (w większości) samych pacjentów tudzież samozwańczych poszczących. Ja swój pierwszy post zastosowałam po długim leczeniu farmakologicznym, mogę więc być wiarygodna wyłącznie w zakresie własnych doświadczeń z dietą stosowaną dopiero za drugim i trzecim razem. Jestem w stanie potwierdzić, że krótsze posty są skuteczne w leczeniu niektórych zmian chorobowych w obrębie immunologii, co może mieć jednak ścisły związek z nieodpowiednimi dawkami i proporcjami dostarczanych składników odżywczych przed przystąpieniem do zmian żywieniowych. Co więcej, jestem pewna, że większość chorób powstaje z powodu nieodpowiedniego przyjmowania pokarmów i medykamentów. Dodatkowym czynnikiem jest także stres (który, jak napisałam w poprzedniej notce, często bywa objawem, a nie przyczyną), jednak przewlekły i długotrwały skutkuje często wydzielaniem hormonów powodujących przybieranie na wadze, a to dopiero wstęp do innych schorzeń. Dlaczego stres jest najczęściej konsekwencją, a nie czynnikiem zapalnym? Ponieważ nerw błędny łączący otrzewną z mózgiem wysyła prawie dziesięć razy więcej informacji z przewodu pokarmowego do mózgu, a nie odwrotnie. Dodatkowo to w jelitach wchłanianych jest wiele istotnych dla organizmu wartości odżywczych, więc zaburzona ich praca jest w stanie wpływać na nastrój. Śmieję się, że w trakcie i po poście Dąbrowskiej moja odporność na głupotę jest spektakularnie większa. Gdy jem w sposób zbilansowany, nie czuję pierwotnych instynktów wobec osób, które w innym wypadku mierżą mnie i irytują.

Ale, ale! Nawet jeśli jeszcze nie masz żadnych objawów chorobowych, ale jesz co popadnie, głównie żywność przetworzoną, regularnie zażywasz aspirynę, masz niedobory witamin i zakwaszony organizm (trudno nie mieć, skoro wpieprzasz czipsy i ciastki), wkurwiasz się stale, o wszystko i na wszystkich, używasz ton plastiku na co dzień, kupujesz i nosisz (być może nieświadomie) nieatestowaną odzież z Chin czy Indii, wtedy potrzeba ci jakiejś mocy sprawczej, która wciągnie cię na tory zdrowego życia. Post Dąbrowskiej jest ku temu najkrótszą drogą, ale nikt nie udowodnił, że najskuteczniejszą i najlepszą. Nawet przeprowadzanie go pod nadzorem lekarza nie daje gwarancji na zachowanie wszelkich atrybutów zdrowego organizmu. Jedno jest jednak pewne, łatwo dzięki niemu przejść przez najgorszy okres zmian żywieniowych, ponieważ po kilku dniach wyłączony zostaje ośrodek głodu i to, co podczas stopniowego porzucania używek dłużyłoby się w nieskończoność i zniechęcało do kontynuacji, załatwione zostaje niemal natychmiastowo.

Co i ile jeść podczas postu Dąbrowskiej oraz dlaczego tak?

Pamiętaj, że możesz zjeść 400-800 kcal dziennie w postaci kiszonek, owoców (nieograniczenie cytryny, pół grejpfruta, 2 jabłka, owoce jagodowe w ilościach dekoracyjnych) i warzyw (cukinia, kapusta – wszystkie odmiany, burak, dynia, ogórek, patison, marchew, brukselka, papryka, por, pietruszka, czosnek, seler, seler naciowy rzepa, rzodkiew, chrzan, pomidor, cebula, kalafior, fenkuł, brokuł, kalarepa, sałata – wszystkie, nacie warzyw korzeniowych, jarmuż, szpinak) oraz ziół, a także przypraw jednorodnych. Wolno używać agar agar do zagęszczania. Nie pytajcie, czy można jeszcze to i tamto. Jeśli nie ma na liście, to nie można i kropka. To nie jest dieta oparta wyłącznie na określonej liczbie kalorii, których nie możesz przekroczyć. To jest post z wieloma warunkami i obwarowaniami.

W związku z powyższym podkreślam, że od reguł postu nie ma odstępstw. Jeśli znacznie przekroczycie limit spożywanych kalorii (przy tak niskich wartościach „znacznie” jest pojęciem dość zabawnym), pozwolicie sobie na coś spoza listy, zapomnicie się, zarzućcie kontynuację postu. Odżywianie wewnętrzne, na którym on bazuje wyłączy się (zaczniecie odczuwać głód) i organizm zaprzestanie czerpania ze złogów, zacznie się natomiast wyniszczać. Dlatego też tak ważny jest proces wychodzenia (czyli stopniowego wprowadzania zabronionych składników), który ma na celu pozbawienie organizmu wątpliwej przyjemności szoku oraz efektu jojo.

Jak wygląda życie poszczącego w trakcie diety Dąbrowskiej?

Przez pierwszych kilka dni postu (zazwyczaj 2-3) odczuwa się osłabienie, ból głowy graniczący z migreną, mdłości, mogą nawet pojawić się wymioty. Nie każdego będzie to dotyczyło w równym stopniu, wszystko zależy od postępu degradacji waszego ciała, a dosadniej – efektu jaki spowoduje odstawienie produktów szkodliwych, które spożywaliśmy w nadmiarze (głównie cukier, kawa i nikotyna wraz z substancjami smolistymi). Ważne, żeby nie zażywać żadnych środków przeciwbólowych. Dr Dąbrowska dopuszcza doraźnie Apap, jednak podkreśla, że jest to zarezerwowane do naprawdę krytycznych sytuacji związanych z progiem odczuwania bólu. Wiem, że każdy kto dostanie migreny będzie twierdził, że jego przypadek jest nagły, ale to nieprawda. O ile zażycie tabletki przeciwbólowej w pierwszym dniu postu jeszcze ma jakiś sens, o tyle w kolejnych już żadnego. Albo się odtruwamy, albo dupa z króla.

Uczucie łaknienia znika zazwyczaj po 3 dniach, jednak czas ten może ulec wydłużeniu. Poza indywidualnymi uwarunkowaniami ma na to wpływ m.in. jedzenie ciepłych pokarmów. Należy pamiętać, że post bardzo wychładza organizm, wskazane jest, żeby rozgrzewać się w miarę potrzeby, jednak jedzenie wyłącznie gorących posiłków osłabia procesy metaboliczne, ozdrowieńcze. Wielce prawdopodobne, że podczas trwania całego postu będziecie odczuwać uczucie zimna, dreszcze. Spożywane warzywa i owoce nie są w stanie rozgrzać narządów wewnętrznych, dlatego organizm zużywa własne zasoby. Zziębniętym polecam zaparzanie świeżego korzenia imbiru, którego smak można nieco zneutralizować sokiem z cytryny. Ja tak zaczynałam każdy dzień mimo, że dotychczas nawet zapach imbiru powodował we mnie niekontrolowaną agresję. Na poście jednak wszystko się zmienia, nic nie jest na stałe.

Wspominając o gorących posiłkach trzeba też zaznaczyć, że niektóre produkty żywnościowe po ugotowaniu mają wyższy indeks glikemiczny, dlatego należy ograniczyć jedzenie po obróbce termicznej: dyni, buraków, marchwi, jabłek. Przy okazji pamiętajcie, że zwiększa się ich wartość kaloryczna i o ile wcinając surowiznę trudno jest podczas postu przekroczyć 800 kcal, gotowane mogą narobić – nomen omen – bigosu.

W zależności od chorób – znanych i utajonych mogą w różnych momentach trwania postu wystąpić objawy chorobowe, tzw. kryzysy ozdrowieńcze. Niepożądane zmiany wewnątrz ciała to struktury białkowe, którymi organizm żywi się w pierwszej kolejności. Trwający 2 dni nieznośny ból zatok, a później niespodziewane ich samooczyszczenie, czy uczucie ołowianych nóg, które nagle mija to właśnie przykłady kryzysów ozdrowieńczych. Wszystko pod warunkiem przestrzegania zasad postu. Jeśli jednak mieliście deficyty składników odżywczych (np. witamin, mikroelementów), pojęcie kryzysu ozdrowieńczego może być fałszywe, ponieważ dyskomfort zdrowotny może oznaczać pogłębienie się braków, które skutkują określonymi schorzeniami. Najczęściej podczas postu występują: sucha skóra, bóle stawów, rozdrażnienie, płaczliwość.

Wróćmy jeszcze do pojęcia deficytów. Post to eliminacja pewnych grup pokarmów, a tym samym niektórych składników odżywczych. Inne, dostępne w pożywieniu, nie mają przewodnictwa, które pozwala im się wchłonąć. Dla osoby z niedoborami post będzie oznaczał ich pogłębienie. Najczęstszym objawem są wypadające włosy i łamliwe paznokcie, wspomniana już przesuszona skóra. Zalecane do picia 2-3 litry wody dziennie, mające wspomóc detoksykację, jednocześnie wypłukują elektrolity, których nie ma jak uzupełnić (namiastką jest woda z cytryną i odrobiną soli morskiej/himalajskiej). Woda natomiast jest niezbędna również dlatego, że dostarczamy sobie ogromnej ilości wit. C, która musi zostać przefiltrowana, żeby nie obciążać nerek. Nie wiem, czy można mówić o nadmiarze, jednak organicznego kwasu askorbinowego dostarczamy organizmowi tyle, że mimo ograniczenia w podaży innych kluczowych składników, machina jest w stanie działać na wysokich obrotach bez dodatkowego wspomagania.

Podczas postu zauważycie w pewnym momencie ogromny przypływ sił witalnych i polepszenie jakości snu, które będą się utrzymywały przez cały dalszy okres poszczenia (nawet pomimo chwilowych niedogodności i chłodu odczujecie kolosalną różnicę w jakości życia przed dietą i w jej trakcie).

Jak często można stosować post Dąbrowskiej?

Według zaleceń autorki pełny, 42-dniowy post można stosować dwa razy w roku z odstępem minimum 3 tygodniu (po zakończeniu okresu wychodzenia, który powinien trwać tak długo, jak samo poszczenie). Przy krótszych stosuje się uogólnioną zasadę: tydzień diety – miesiąc przerwy, dwa tygodnie diety – dwa miesiące przerwy, itd.

Dlaczego ostrożnie z postem na własną rękę?

Post Dąbrowskiej ma prowadzić do naprawienia szkód, dlatego tak ważna jest kontrola lekarska przed jego rozpoczęciem, a przynajmniej konsultacja wyników badań, które u osób z problemami zdrowotnymi są nieodzowne. Jeśli czujesz się zdrowy, post może być dla ciebie formą detoksykacji, czasem wystarczy jedynie tydzień oczyszczania, żeby nabrać energii, poczuć się lekko mimo braków niektórych składników, jakie podczas postu nie są dostarczane wraz z pożywieniem. Jeśli natomiast chcesz pościć na maksa, bo to dobry sposób na schudnięcie, a przy okazji dostajesz dodatkowe korzyści w postaci oczyszczenia organizmu i ułatwienie przestawienia się na zdrowy tryb życia, poszerz swoją wiedzę na temat wchłanialności środków odżywczych, bo być może będziesz musiał się suplementować. Na przykład magnez nie może być przyjmowany razem z wit. D3, ponieważ się nie wchłonie, natomiast D3, żeby nie wyrządziła nam szkód, musi mieć w zapleczu wit. K2, a obie są wszak rozpuszczalne w tłuszczach. Kumacie? Jedzcie więc kiszonki, a później będziecie się martwić zbilansowaną dietą. Piszę to oczywiście w formie żartu, najważniejsze jest bowiem przystąpienie do diety bez deficytów, ponieważ post je pogłębi. Lekarz może zadecydować inaczej, jednak ma on wiedzę na temat korzyści i strat spowodowanych okresowym głodem na niektóre składniki odżywcze i ich konsekwencjami.

Jak przeprowadzić proces wychodzenia z postu Dąbrowskiej?

Po pierwsze przyjmując zasadę – jak długo poszczę, tak długo nie rzucam się na żarcie po zakończonej diecie. Pokarmy wprowadza się stopniowo, tak samo powoli zwiększając kaloryczność posiłków. Poniżej tabelka pochodząca z książek dr Dąbrowskiej pokazująca schemat wychodzenia dla pełnego postu.

Dietetyczny FAQ

Jeśli masz stwierdzoną tendencję do wrzodów lub odczuwasz po jedzeniu dyskomfort w obrębie żołądka i dwunastnicy, przez pierwsze dwa dni postu zrezygnuj z surowizny. Wyściółka tych narządów ma szybką zdolność regeneracji, a że odżywianie wewnętrzne jeszcze się nie włączyło, nie będziesz specjalnie stratna. Pamiętaj jedynie o przeliczeniu kalorii.

Jeśli zaczynasz w trakcie poszczenia odczuwać głód  mimo regularnego jedzenia to znaczy, że popełniłeś błąd lub/i pofolgowałeś sobie, wobec czego post przestał mieć działanie prozdrowotne, zacząć wyjaławiać organizm.

Skup się na jedzeniu warzyw, na dozwoloną ilość owoców pozwól sobie tylko, kiedy czujesz wielkie osłabienie i rozłóż to w czasie. To uczy pokory i pozwala mentalnie przestawić się na rezygnację z rafinowanego cukru.

Jak już wszystko ci obrzydnie, pij koktajle. Zmiksowana natka pietruszki z sokiem z cytryny i wodą jest naprawdę smaczna, podobnie garść bezsmakowego jarmużu i szpinaku z połową jabłka i sokiem z połowy grejpfruta. Pokombinuj, na pewno znajdziesz swoje smaki.

Przyrządzaj codziennie coś innego. Inaczej – ugotuj sobie różne potrawy w większych ilościach i część odłóż na później. Możesz zamrozić, zawekować w 120 st. C w piekarniku, co niewiele wysiłku kosztuje, ale daje większy wybór w dni, kiedy masz dość wszystkiego, nic ci nie smakuje i nie chcesz myśleć o diecie.

Nie bój się przypraw. To one uratują ci życie, kiedy każde danie wyda ci się podobne w smaku. Pamiętaj jednak, że muszą być to przyprawy jednorodne, bez dodatku cukru, konserwantów i in. zabronionych składników. Czytaj etykiety.

Podsumowanie

Post Dąbrowskiej nie jest jakimś novum, powstał dawno temu z obserwacji natury, a w dobie możliwości, jakie oferuje rozwój technologiczny, uleczalność niektórych schorzeń poprzez okresową eliminację określonych grup pożywienia i wdrożenie zdrowego żywienia zostały potwierdzony naukowo. Kluczem jest tutaj jednak wspomniane zdrowe żywienie i leczenie przez żywienie (które de facto jest swoistym paradoksem, ponieważ gdybyśmy owym leczeniem nie doprowadzali się do ruiny, nie musielibyśmy nadawać mu mocy uleczającej). Post może być wstępem do lepszego jakościowo życia. Rygor, który zmusza do jedzenia samych warzyw i niewielkich ilości owoców o niskim IG sprawia, że to organizm zaczyna domagać się pokarmów, a nie twoje przyzwyczajenia czy zachcianki. Łatwiej się dzięki niemu wsłuchać w siebie, przekonać do zdrowego żywienia po zakończeniu diety, ponieważ każdy niezdrowy posiłek odczuwać będziemy silnie dolegliwościami ze strony układu pokarmowego.

 

W życiu nie chodzi o to, żeby pozbawiać się przyjemności jedzenia, lecz o to, żeby nie dać się podstępnym nałogom, umiećć odżywiać się w sposób zbilansowany, co pozwoli nam bez szwanku wyjść z popełnianych co jakiś czas grzeszków. Wszystko jest dla ludzi, ale we wszystkim trzeba znaleźć balans.

Post Dąbrowskiej w czasie katolickiego postu

Post Dąbrowskiej w czasie katolickiego postu

Określenie: choroby cywilizacyjne stało się naszym chlebem powszednim, opatrzyło nam się i osłuchało, ponieważ od dawna jest orężem w walce o zbyt. Nieczystej walce. Wiecie może, w jakim kraju w podstawie edukacji obowiązkowej są wytyczne do nauki o tym, że w perspektywie globalnej dobro jednostki […]

Jaume Cabré “Wyznaję”

Jaume Cabré “Wyznaję”

Złożoną naturę tej powieści zwiastuje już na początku słowo od tłumaczki, skąd czytelnik dowiaduje się, że przekład z katalońskiego został bacznie dopilnowany przez autora z zaznaczeniem, które treści mają zostać przetłumaczone, a ile ma pozostać pozornie niewyjaśnionych. Próżno tu też o przypisy i odniesienia. Dzięki […]

przyzwoitość

przyzwoitość

Problem z pisaniem bloga innego niż komercyjny jest zasadniczy – nie możesz opisywać rzeczywistości ani subiektywnej, ani obiektywnej, bo ludzie się obrażają. Twoje wnioski i przemyślenia nie wynikają z wyssanych z palca historii czy sennych projekcji alternatywnego życia, ale nawet jeśli wiernie trzymasz się faktów uzupełniając je własną refleksją, zostajesz posądzony o stronniczość i autokreację. W ogólnych prawdach łatwo znaleźć odniesienie do siebie, a jak już raz wyczujesz potencjalnie zawoalowany przytyk, wracasz po więcej. Dręczysz się, dopatrujesz i szukasz winnych.

Mam prawo być od was bardziej obcesowa/przymilna, głupsza/mądrzejsza, przyziemna/zabawniejsza. To nie jest miejsce na szukanie odchyleń od normy, którą indywidualnie ustalacie. Nigdy nie będę taka, jaką chcecie mnie widzieć, bo nie chcę uśmiechać się i słodzić swój los sokiem z buraka. Dalej, nie chcę też patrzeć na przymilające się do ekspedientek, przedszkolanek, szefów, lekarzy twarze, które za sto osiemdziesiąt stopni przybiorą paskudnie wypaczony kształt prawdziwych trosk. Problem w tym, że nie umiemy ze sobą rozmawiać, artykułować rzetelnie myśli, których często nie potrafimy nazwać. Ba, nie potrafimy rozróżnić emocji, jakie w nas buzują, wobec czego idziemy na łatwiznę i szukamy najłatwiejszego sposobu ich ujścia.

Kojarzycie amerykańskie filmy, w których zawsze dobro zwycięża dzięki prostej komunikacji? Nękany w szkole średniej dzieciak finalnie znajduje prawdziwych przyjaciół, a nie przepełnione nieuzasadnionym poczuciem wyższości elitarne grono. Nasz naród uwielbia te familijne opowiastki na równi z Gwiezdnymi Wojnami, w których – nomen omen – zasada jest ta sama. Rozkoszujemy się myślą, że tak naprawdę może wyglądać świat, a nasze trudne dzieciństwo, problemy z adaptacją szkolną, później w związku partnerskim znikną dzięki filmom. Nie: dzięki wiedzy zdobytej w tych filmach, tylko dzięki samej wizualizacji.

Niestety, nic samo się nie stanie, bo jak mówi pan Kazio nawet żona nie daje za darmo. Nawet huragany i orkany nie biorą się znikąd, tworzymy je my z naszych zaniedbań, złych nawyków. W życiu jest podobnie, zdrowe relacje buduje się równie mozolnie, natomiast zaprzepaszczenie tej szansy skutkuje identycznymi kataklizmami, jakie występują w naturze. Wystarczy jedna porządna burza i wiele ludzkich istnień nie może się podnieść z kolan.

W starożytności budowanie i rozwijanie cnót dawało przywilej bycia podziwianym, budziło szacunek. Obecnie? Dzisiaj upatrujemy w bezinteresowności jedynie słabość. Chcielibyśmy, żeby życie przypominało klatka po klatce kadry z filmu ze szczęśliwym zakończeniem, ale nie robimy nic, co miałoby nas tam doprowadzić. Powiem więcej, podkopujemy cudze poczucie wartości i godności powtarzając schemat, który ścierpieliśmy wcześniej na własnej skórze. Oko za oko, ząb za ząb. Dlaczego on ma mieć lepiej? A dlaczego miałby mieć gorzej? Czy bogacenie się na cudzym nieszczęściu doprawdy jest takie satysfakcjonujące?

Ale! Porzucając ten motyw, który niejako jest naszą niechlubą narodową, rozpatrzmy zagadnienie na poziomie hierarchicznym. Genezę wszystkich nieszczęść, o których dzisiaj piszę stanowi problem nienazwanych emocji i nieumiejętność skupienia się na sobie. Rodzice rzadko uczą nas prawidłowego porozumiewania się, ponieważ częstokroć sami mają z tym problemy i do pewnego konsensusu dochodzą dopiero, gdy nadmiar obowiązków związanych z obsługą rodziny znika. Nie od parady mówi się, że człowiek mądrzeje z wiekiem. Byłaby to idealna wymówka, móc powiedzieć: nie miałem dobrego przykładu, myślę nawet, że jest ona cały czas nagminnie wykorzystywana, więc użycie trybu przypuszczającego chyba nie jest tu na miejscu. W kraju katolickim, gdzie 80% społeczeństwa deklaruje czynne uczestnictwo w życiu duchowo-religijnym, kiedy od dziecka na zajęciach katechezy i cotygodniowych mszach powtarza się, że najważniejszy jest człowiek, najpierw ty sam, a później bliźni i że szczęście buduje się w konsekwencji wsłuchania się we własne potrzeby, które następnie owocują szerzeniu szeroko pojętego dobra, w tym samym kraju ci sami ludzie znajdują alternatywną rzeczywistość. Jest w niej miejsce na umartwianie się i przerzucanie odpowiedzialności za…  Za co? Wróćcie do początku akapitu.

Przykrywamy własne frustracje fasadą small-talk, choć jeszcze nie osiągnęliśmy na tym polu mistrzostwa. Nie jesteśmy jak sfrustrowani Amerykanie zawsze szczerzący się I’m fine, and how are you? choć g. ich to obchodzi, bo wewnątrz mają  pokiereszowane komercją i konsumpcjonizmem serca i mózgi. Nosimy piętno historyczne, które będzie w nas zawsze pokutowało. Zastanawialiście się, za ile lat zmieni się sposób patrzenia na życie? Dawniej (w najśmielszych oczekiwaniach) stawiałam na ćwierć wieku, bo chociaż to całkiem sporo, jednak wymiernie do okoliczności już tak bardzo. Niestety, nie wzięłam pod uwagę czynników zewnętrznych i tego, że świat się zmienia, człowiek  stawia sobie krótkoterminowe cele tracąc z oczu to, co ważne nie tylko dla niego, ale dla całej populacji i świata jako takiego. Nie będziemy dla siebie łaskawsi, dopóki nie nauczymy się ze sobą rozmawiać. Tylko tyle, nic więcej. Ja, ty, babcia Krysia i Anka z ósmego piętra, to właśnie my dajemy temu wyraz.

Wiecie, dlaczego organizm po kłótni, sporze, ciężkich pertraktacjach odreagowuje różnego rodzaju bólami i (nieuświadomioną) potrzebą izolacji? Daje nam sygnał, że czas na przerwę, ponieważ nie radzimy sobie z przetwarzaniem tego, co w nas siedzi. Za dużo bodźców, za dużo obowiązków, za mało poświęcenia dla zrozumienia swoich potrzeb. Nie tędy droga, żeby patrzeć na cudze porażki z bezpiecznego dystansu tłumiąc własne rozedrganie.

Z punktu widzenia etyki sprawiedliwość służy dobru wszystkich, oddajmy więc sprawiedliwość – gdybym nie miała oporów przed mówieniem, a co ważniejsze, (nie)zrozumieniem ten blog w ogóle by nie istniał. Jak widać, częstotliwość publikacji może oznaczać, że coraz lepiej sobie radzę z komunikacją wprost, ale czasem mam potrzebę uporządkowania myśli. Staram się przekazać samej sobie oraz tym, którzy to czytają, pewną prawdę o moim własnym świecie, której nie potrafię z marszu wyartykułować. Bywa, że pomyślę, zamiast powiedzieć, przemilczę ze skrępowania i wciąż istniejącej obawy, że moja miękkość to broń obosieczna. Staram się, kroczek po kroczku, na żywo i skutecznie. To, co jeszcze nie zostało powiedziane, znajdziecie tutaj.

Na koniec przewińcie tekst do samego początku konfrontując pierwszy akapit z ogólną refleksją. To już moment wyłącznie dla was, sami sobie odpowiedzcie, czy warto, czy potrzeba i czy możecie pierwsi rzucić kamieniem.

oszukana baba

oszukana baba

gdybym miała określić, co jest moim szczęściem, a co przekleństwem, w obu przypadkach odpowiedź brzmiałaby: ludzie. kiedyś zbliżałam się do odmieńców, osób nie rozumianych przez grupę, a przez to ciekawszych, owianych tajemnicą. często wychodziło na jaw, że w tej ostatniej kwestii zaskoczyć potrafią nijak, przeważnie […]